Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brokuły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brokuły. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 kwietnia 2011

Zimne nóżki dla wegetarian



Nie do wiary, że Warszawa w świąteczny poranek jest jak wymarła. Cicho, pusto, nikogo na ulicy - jak dla mnie, mogłoby tak pozostać.
Za chwilę jadę na spacer do Łazienek, może w końcu uda mi się zrobić jakieś ładne, wiosenne zdjęcia, bo fotografowanie ostatnio zeszło na co najmniej drugi plan.

Jestem już po obfitym, wielkanocnym śniadaniu, taka najedzona, że prawie z powrotem senna. Były warzywa w galarecie, próbowałam pokonać swój dawny wstręt do zimnych nóżek, które w mojej rodzinie obowiązkowo pojawiały się na stole w takich okazjach.

Moje warzywa wyszły bardzo smaczne, galareta była smakowo wzmocniona, samo zdrowie tak zwane, ale jednak nie jestem fanką galarety na zimno po prostu. Choć danie prezentuje się naprawdę pięknie, aż szkoda jeść.
Postawione na stole obok jajek, wędlin i tulipanów, naprawdę robią najlepsze wrażenie z całego stołu.

Warzywa w galarecie



Składniki:
brokuły
zielona papryka
por
garść fasolki szparagowej mrożonej
do tego może być groszek zielony, bób, inne zielone warzywa
2 jajka ugotowane na twardo
natka pietruszki
2 dag żelatyny
litr bulionu
3 liście laurowe
6 ziaren ziela angielskiego
szczypta szafranu
cytryna

Przygotowanie:
Żelatynę namoczyć w 100 ml. zimnej wody, odstawić na kilka minut. Bulion zagotować z liśćmi, zielem, szafranem - zestawić. W międzyczasie podgotować pokrojone już warzywa, ale tylko chwilę, bo mają pozostać chrupkie. Żelatynę wrzucić do bulionu, dobrze wymieszać by się rozpuściła. Do miseczek nałożyć warzywa, posypać pietruszką i jajkiem na twardo, zalać wywarem (po wyjęciu liści i ziela) i wstawić na kilka godzin do lodówki.
Przed wyjęciem galarety, wstawić miseczki na chwilę do miski z gorącą wodą, żeby galareta ładnie wyszła z miseczki.
Podawać skropione cytryną lub octem.

piątek, 31 grudnia 2010

Żadnych postanowień



Żeby było jasne - nie znoszę Sylwestra, całej tej przymusowej zabawy i niepotrzebnej pompy. Koniec czy początek Nowego Roku to dla mnie żadna specjalna data, staram się zwykle doczekać do północy i sobie potem odpuszczam.
Podobnie z noworocznymi postanowieniami, nie wiem czemu akurat teraz mielibyśmy sobie coś przyrzekać, trochę mnie to bawi.

Jakiś czas temu tak bez okazji postanowiłam sobie kupować jedzenie prawdziwe. Unikać jak ognia wszelkich instantów, konserwantów, kupowania jajek, mięsa i owoców niewiadomego pochodzenia. Idealnie w te założenia wpisała się książka, która wpadła mi niedługo potem w ręce. Mało u nas znana, za Oceanem zrobiła furorę. Michael Pollan, dziennikarz NY Timesa, zajmujący się tematyką żywienia, napisał książkę "W obronie jedzenia", która czarno na białym pokazuje nam, że zmierzamy do samozagłady. Coraz mniej mamy wpływ na to co jemy, nie znamy połowy składowych produktów, które pochłaniamy - bo kto wie, co znaczą wszystkie E i inne cuda wkładane przykładowo w chipsy? Jeszcze pół biedy, gdy jest to pożywienie, które w oczywisty sposób nie jest naturalne - znowu posłużę się przykładem chipsów - ale co zrobić, gdy mięso, warzywa i owoce zawierają związki chemiczne na dłuższą metę niekorzystne dla naszego zdrowia?



Pollan pisze, że dietetyzm jest wielką chorobą XXI wieku. Odkąd w USA zastosowano zasady współczesnej dietetyki, społeczeństwo przytyło! Bo o wiele łatwiej umieścić na opakowaniu chrupek oznaczenie - dietetyczne, 'zalecane przez ministerstwo zdrowia', niż w ten sam sposób reklamować marchewkę... A pokolenie właśnie narodzonych dzieci będzie pierwszym w historii ludzkości, które może nie przeżyć wiekiem swoich rodziców, bo długość życia człowieka niestety będzie się skracała.

Książka jest niezwykle pesymistyczna w wymowie, ale daje też zdrowe otrzeźwienie. Co możemy zrobić? Po pierwsze, Pollan radzi nie kupować niczego, czego nasza babcia bałaby się tknąć. Ona pewnie nawet nie wiedziałaby czym jest większość dziwnych rzeczy typu 'cukierki z tubki'.
Opierać swój jadłospis na produktach podstawowych i ich kombinacjach. Nie kupować chleba, warzyw, owoców, mięsa, jajek w marketach, pofatygować się na rynek, do chłopa, który sam to wszystko wyhodował albo chociaż przywiózł ze skupu rolniczego. I jeszcze jedno - unikać wszystkiego co dietetyczne, odchudzone i opatrzone zapewnieniem o wyjątkowych właściwościach zdrowotnych...

Nie przygotowuję w tym roku nic na Sylwestra, idę 'na gotowe'. Ale może komuś ten przepis się przyda, to fajna i prosta przystawka.

Mozzarellki z groszkiem



Składniki:
1 paczka małych mozzarelli
pół paczki mrożonego zielonego groszku
pęczek brokułów
10 dag tartego parmezanu lub innego twardego sera
2 łyżki masła
1 jajko
2 gałązki natki pietruszki
gałązka bazylii
gałązka mięty
bułka tarta
olej do smażenia
sól, pieprz

Przygotowanie:
Brokuły i groszek ugotować najlepiej na parze. W salaterce roztrzepać jajko, wymieszać z parmezanem i posiekanymi ziołami. Doprawić solą i pieprzem. Mozzarellki maczać w masie jajeczno-serowej, obtaczać w bułce i smażyć na złoto w głębokiej patelni. Wyjmować łyżką cedzakową i osączać na papierowym ręczniku. Podawać z gorącym groszkiem i brokułami polanymi stopionym masłem.
Można podawać jako przystawkę także na zimno.

środa, 15 września 2010

Na walizkach


Jestem już prawie spakowana. Frida odstawiona do ochronki (dzięki mamo!), wszystkie adresy wynotowane, listy zakupów i rzeczy niezbędnych do zjedzenia i zobaczenia już zrobione. Jestem tak podekscytowana jutrzejszym wyjazdem do Stambułu, że nie mogę usiedzieć na miejscu.
Aparat się ładuje, notes naszykowany, po powrocie, za jakieś dwa tygodnie, postaram się powoli ogarnąć swoje przeżycia, zdjęcia i napisać porządną relację jak to jest z tym jedzeniem w Stambule. Gdzie, co, za ile, i tym podobne. Sama korzystałam z kilku blogów, także tureckich, i wiem jak się potem takie relacje przydają, kiedy szuka się konkretnych informacji. Przewodnik, może się czasem przydaje, ale tylko jako dopełnienie, bo na dobrą sprawę, przygotowałam się solidnie dzięki sieci. Mnóstwo czytałam przed wyjazdem (polecam świetny zbiór reportaży o współczesnej Turcji Witolda Szabłowskiego "Zabójca z miasta moreli"!), obejrzałam odcinki programów podróżniczych o Stambule (także ten Bourdaina) i słuchałam tureckiej muzyki. Jestem więc tym wszystkim tak nasycona, że zaraz chyba pęknę.

Standardowo wymiatam lodówkę od kilku dni, od tego też jestem cała pełna;-) W ostatni weekend jadłam świetne danie, ostatnia chwila żeby je zrobić, zanim zginie ze straganów zielona fasolka (chociaż od czego jest mrożona...). Polecam, bo jest lekkie, sycące i można je jeść pałeczkami, co uwielbiam.
To oczywiście nie jest danie tureckie, ale pomyślałam, że tego będę miała jeszcze w bród, więc apetyt zaostrzę sobie daniem azjatyckim.

Wieprzowina w zielonych warzywach



Składniki:
1 polędwiczka wieprzowa (ok. 15 dag)
1 brokuły
ok. 10 dag fasolki szparagowej
ok.10 dag zielonego groszku (może być mrożony)
1 mała cukinia
1 duża cebula
1 ząbek czosnku
skórka starta z połowy cytryny
1 łyżka soku z cytryny
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki kuminu
4 szczypty ostrej mielonej papryki
2 łyżki oleju
sól, pieprz
czarne oliwki przekrojone na pół

Przygotowanie:
Fasolkę i groszek gotuj przez 2 min. we wrzącej wodzie, odcedź, opłucz zimną wodą i znowu odcedź. Brokuły podziel na różyczki. Cukinię pokrój w słupki. Cebulę posiekaj, a czosnek pokrój w plasterki. Polędwicę pokrój w cienkie paseczki.

Podgrzej olej w woku i podsmaż cebulę. Dodaj czosnek, polędwicę i przyprawy. Posól, popieprz i pomieszaj. Smaż na bardzo dużym ogniu, aż mięso się zrumieni. Wrzuć wszystkie warzywa i mieszaj przez 3-4 min., wciąż na dużym ogniu.

Warzywa mają być miękkie, ale jeszcze chrupkie. Dodaj oliwki, wymieszaj. Całość posyp skórką z cytryny i polej sokiem, wymieszaj i natychmiast podawaj.

PS: Nie wiem czy w trakcie wyjazdu będę miała czas napisać cokolwiek albo wrzucić zdjęcia. Jeśli nie, do zobaczenia za 2 tygodnie!

środa, 11 sierpnia 2010

Pesto brokułowe


Ciąg dalszy podróży z Billem Grangerem...
Tym razem jego lekko zmodyfikowana propozycja na szybki obiad. Miało być fettuccine z pesto ze szparagów, ale tych oczywiście dawno nie ma, więc brokuły robią tu za zastępstwo.
Kiedy doda się do tego podsmażony na chrupko bekon lub prosciutto, wychodzi prawdziwa rewelacja.
Zostało mi się trochę pesto, więc domieszałam pasty miso, dodałam trochę cukru i sezamu, i zapiekłam to razem z dorszem w piekarniku - bardzo udana kombinacja. Resztki sosu można też spokojnie użyć do krakersów czy chipsów kukurydzianych, wcześniej mieszając je z ziarnami słonecznika i dyni. Jak widać, to przepis wielofunkcyjny. Ktoś ma jeszcze pomysł jak można by go wykorzystać?


Pesto brokułowe




Składniki:
brokuły
2 ząbki czosnku
50 gram migdałów, obranych i zmiażdżonych
kilka łyżek parmezanu
skórka otarta z 1 cytryny
sok z połówki cytryny, może być też limonka
100 gram bekonu lub prosciutto
oliwa z oliwek
2 łyżki gęstej śmietany
300 gram makaronu fettuccine bądź papardelle

Przygotowanie:
W garnku z osoloną wodą gotujemy brokuły na lekko twardo. Hartujemy je pod zimną wodą, co pozwoli zachować im piękny kolor.Wkładamy je do blendera lub miksera, dodajemy pokrojone na kawałki ząbki czosnku, migdały, parmezan, skórkę z cytryny, śmietanę i powoli ucieramy na niewielkich obrotach. W międzyczasie wlewamy powoli oliwę z oliwek - nie przerywając ucierania. Doprawiamy solą, pieprzem i sokiem z cytryny.
Osobno podsmażamy na chrupko bekon pocięty w paski i odsączamy go na ręczniku papierowym.
Gotowe pesto należy wymieszać z ugotowanym al dente makaronem i posypać bekonowymi chipsami. Można jeszcze udekorować je bazylią lub dodać parmezan, wedle uznania.

czwartek, 21 stycznia 2010

Nowe zastosowanie dla oscypka


Jak to jednak czasem przypadkowo można wpaść na dobry pomysł. Pewnie gdyby w mojej lodówce nie leżał oscypek, czekając na coś więcej niż zwyczajne zjedzenie go przed telewizorem, nie wpadłabym na to, żeby go użyć do zupy...

A jednak, pomysł okazał się rewelacyjny.
Zwykły, choć też bardzo smaczny, krem z brokułów zyskał dzięki temu zupełnie inny posmak wędzonki, choć nie ma w nim grama kiełbasy.

Dostałam serek w transporcie prosto z gór, chociaż podobno nie może to być prawdziwy świeży oscypek. Jakby się zastanowić to nic dziwnego, że ponieważ owce zimą trawy nie jedzą, to nie są dojone. Jeśli więc kupujemy oscypka w styczniu (sezon trwa od maja do października, gdy owce są wypasane na halach), to albo jest mrożony, albo wcale nie jest zrobiony z mleka owczego - co chyba gorzej. Za to który to rodzaj, nie zgadniemy, bo podobno cepry się nie poznają;-)

W każdym razie, mnie smakował jak prawdziwy i nie będę dociekać. Ponieważ i tak codziennie przedzieram się przez jakieś koszmarne zaspy, przeklinając komunikację miejską, czułam się jak w Tatrach, chociaż przez dwa dni...

Krem z brokułów z oscypkiem


Składniki:
Duże brokuły
2 średnie ziemniaki
duża marchewka
biała cebula
oscypek - 2-3 plastry dużego wędzonego, lub 1 mały
oliwa z oliwek
śmietana
sól, pieprz, może być ząbek czosnku - ale ja tym razem nie dodałam

Przygotowanie:
Cebulę kroimy w półplastry, ziemniaki obrane w kawałki, podobnie jak obraną marchewkę. Brokuły rozdzielamy na mniejsze różyczki.
Na rozgrzanej oliwie podsmażamy w garnku cebulę, ziemniaki i marchew. Gdy trochę zmiękną, dodajemy brokuły i jeszcze smażymy chwilę.
Zalewamy wszystko gorącą wodą i doprowadzamy do wrzenia, przyprawiając. Gotujemy aż warzywa będą miękkie. Wrzucamy do zupy pokrojony w kawałki oscypek i zostawiamy garnek do wystygnięcia żeby wywar nasiąknął smakiem sera.

Już chłodny wywar miksujemy blenderem i ponownie podgrzewamy. Zabielamy śmietaną wedle smaku. Zupa rozgrzewa i syci naprawdę na długi czas.