Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezmięsne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezmięsne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 września 2011

Ogórkowe ptasie mleczko



To już ostatnie tchnienie upałów. Można się jeszcze oszukiwać, że lato jeszcze trwa, i zazdroszczę tym, którzy teraz wyjeżdżają na wakacje w różne ciepłe miejsca, ale nie ma wątpliwości, że nadchodzi czas na wyciągniecie płaszczy i zakrytych butów.
Ale przyjemnie jeszcze ostatnie ciepłe godziny spędzić na tarasie czy w parku. Bywa nawet momentami upalnie. i dobrze, bo na upały jest zarezerwowany dzisiejszy przepis - lato mi zeszło a nie zdążyłam go tu opublikować. Ptasie mleczko kojarzy nam się oczywiście z Wedlem, ale ta ogórkowa pianka ma bardzo podobną konsystencję, a nieporównywalnie mniej kalorii...

Ogórkowe ptasie mleczko



Składniki:
1 duży ogórek zielony
1/2 szklanki mleka
1 szklanka kremówki
2 łyżeczki żelatyny
2 łyżki maku
skórka starta z 1/2 cytryny
sól i pieprz

Przygotowanie:
Żelatynę rozpuszczamy w gorącym mleku. Odstawiamy, by przestygła. W tym czasie przyprawiamy kremówkę solą i pieprzem i ubijamy na sztywno mikserem. Ogórka obieramy i ścieramy na tarce o drobnych oczkach (zostawiamy kilka plasterków, bo przydadzą się potem do dekoracji).

Dodajemy ogórka do śmietany razem ze skórką cytrynową , makiem i mlekiem z żelatyną. Delikatnie mieszamy. Do naczyń rozkładamy najpierw po plasterku ogórka, wlewamy masę do foremek i wstawiamy na 2 godziny do lodówki by stężało.
Do dekoracji używamy maku i pozostałych plasterków ogórka.
Uwaga: dobre tylko pierwszego dnia, trzymać w lodówce aż do podania na stół

sobota, 10 września 2011

Kurczę, te kurki...


To już naprawdę ostatni przepis z kurkami. Nie sądziłam, że będzie to możliwe, ale zaczęły mi się już nudzić. Zupy, sosy, makarony, nie oszczędzałam ich w tym roku. Ale na straganach widać już piękne, pękate dynie, które czekają na przerabianie.
Wymarzłam trochę w tym tygodniu, zupa krem z kurek powinna więc nastroić pozytywnie na jesień, bo niestety, ale chyba wszyscy już ją czują w powietrzu...

Zupa kurkowo-porowa



Składniki:
250 gr kurek, oczyszczonych
1 biała cebula
1 por pokrojony w talarki
3 ząbki czosnku pokrojone w plasterki
3 łyżki masła
3 łyżki oliwy
1/3 szklanki białego wytrawnego wina
litr bulionu z kury
1/2 łyżeczki suszonego chili
sól, świeżo mielony pieprz
kilka łyżek gęstej śmietany
garść natki pietruszki

Przygotowanie:
W rondlu rozgrzewamy mało z oliwą, smażymy czosnek, cebulę, por. Dodajemy po chwili kurki i smażymy kilka minut aż puszczą wodę. Wlewamy wino i czekamy aż odparuje.
Do bulionu wkładamy zawartość rondla, doprawiamy pieprzem i chili i gotujemy jakieś 5 minut. Studzimy i miksujemy - ja wyjęłam wcześniej kilkanaście kurek, żeby potem wrzucić je do zupy kremu. Zabielamy śmietaną, ponownie podgrzewamy i podajemy solidnie posypane natka pietruszki.



Przepis pochodzi z Kuchni, trochę tylko zmieniłam jego przygotowanie. Zamiast natki można użyć koperku lub kolendry, co kto lubi.

sobota, 27 sierpnia 2011

Bób w sałatace



Bób już się kończy powoli, choć to i tak już drugi rzut. Całe lato kusiły mnie przepisy z bobem, które widywałam na blogach, w gazetach i programach, ale nic nie poradzę, że mnie najlepiej smakuje gotowany. Bez niczego. Wyłuskuję ziarenka i zjadam, po prostu.

Aż kiedyś spróbowałam bobu na półtwardo, w sałatce, z sezamem, miętą i serem greckim. Bardzo to było dobre. Kruchy, odświeżający bób okazał się czymś innym niż to, co jadałam do tej pory. Dlatego jednak się przełamałam, stąd ta sałatka.

Sałatka z bobu



Składniki:
50 dag bobu (świeżego lub mrożonego)
20 dag pomidorków koktajlowych
3 łyżki gęstej śmietany
2 ząbki czosnku
1-2 łyżeczki musztardy
sok z cytryny
pieprz, sól
3 łyżki posiekanego szczypiorku

Przygotowanie:
Bób gotujemy (7 min.)- jeśli w osolonej wodzie, to sól nie będzie potem potrzebna w przyprawianiu. Odcedzamy, wystudzamy i obieramy ze skórki. Pomidorki kroimy na połówki. Mieszamy z bobem i śmietaną, doprawiamy do smaku musztardą, sokiem z cytryny, solą, pieprzem i drobno pokrojonym czosnkiem. Przed podaniem posypujemy sałatkę posiekanym szczypiorkiem.

PS: Przepraszam za nieostre zdjęcia, tym razem to nie był mój aparat i w słońcu nie było widać efektu zdjęć. A potem, nie było już sałatki...

środa, 17 sierpnia 2011

Zupa z kurkami na sposób włoski




Słaba jestem w zbieraniu grzybów. Raczej boję się sama zbierać, boje się nawet kupować od przypadkowych osób, bo nawet gdyby mnie walnięto w głowę trującym grzybem, pewnie nie zorientowałabym się.
Dlatego kurki traktuję jako opcję dla laików. Są tak charakterystyczne, że trudno się pomylić. Nie ma z nimi dużo zachodu, dają wspaniały smak i zapach, i świetnie zestawiają się z różnymi orientalnymi smakami. Dziś nowa zupa, kurki zestawione z suszonymi pomidorami i koprem włoskim. Może wydaje się to zaskakujące, ale w smaku jest jak dla siebie stworzone.

PS: Niedługo wybieram się na ekologiczny targ w fabryce Norblina. Jak nie zapomnę aparatu, udokumentuję.

Zupa z kurkami na sposób włoski




Składniki:
250 gr kurek, oskrobanych i z odciętymi końcówkami
5 gałązek selera naciowego
2 marchewki
1 pietruszka średniej wielkości
1 duża cebula
2 ząbki czosnku
1 bulwa kopru włoskiego
pół słoika pomidorów suszonych w zalewie
litr bulionu grzybowego
kubeczek kremówki 30%
natka pietruszki
sól, pieprz

Przygotowanie:
Warzywa kroimy w plasterki, koper siekamy jak kapustę, cebulę w piórka, czosnek w plasterki. Podsmażamy kilka minut na oliwie - ja użyłam tej z pomidorów.
Dodajemy oczyszczone kurki i jeszcze smażymy kilka minut. Zalewamy bulionem, dodajemy suszone pomidory, gdy bulion zawrze i gotujemy 20-30 minut, aż warzywa i grzyby będą miękkie.
Odlewamy trochę zupy do garnuszka i mieszamy ze śmietaną - zabielamy zupę. Doprawiamy do smaku, posypujemy pietruszką i podajemy.

Fajny, grzybowo-cytrynowy smak zupy, polecam.

niedziela, 14 sierpnia 2011

Falafel z sosem tahini



Zwykle pod koniec nocnej imprezy dopada mnie głód, który zaspokoić może tylko kebab barani lub falafel z sosem czosnkowym. Niestety, 3 kulki z ciecierzycy to zawsze za mało, żeby się nasycić. Już od dawna chodziła za mną potrzeba zrobienia falafela, ale w pamięci miałam jak kiedyś przy miksowaniu zbyt twardej cieciorki, zepsuł się malakser.
Tym razem pamiętałam, żeby ją wcześniej moczyć przez 12 godzin...

Robienie falafela jest bardzo czasochłonne. Wszystko zajęło mi jakieś 3 godziny, i pod koniec przeklinałam już moment, w którym w ogóle o tym pomyślałam. Ale gdy falafel jest już gotowy, i chrupiące kulki czekają na talerzu, to faktycznie jest satysfakcja. To był mój pierwszy raz, i kule wyszły trochę za suche, więc w przepisie podaję już w wersji, która powinna być bardziej wilgotna.

Zwykle falafel jada się z sosem czosnkowym, ja zrobiłam rewelacyjny sos z pastą sezamową tahini, teraz będę go stosowała częściej, do ryby czy kurczaka satay.

PS: W Warszawie na Francuskiej jest świetny kebab, do którego dodają hummus. Polecam!

Falafel z sosem tahini




Składniki:
400 gr ciecierzycy
3 ząbki czosnku, rozgniecione
1 duża cebula
skórka starta z 1 cytryny + 1 łyżeczka soku z cytryny
garstka świeżej mięty, kolendry i tymianku
1 łyżeczka kuminu
1 łyżeczka kolendry mielonej
1 łyżeczka sody oczyszczonej
olej arachidowy - kilka łyżek
sól, pieprz

Sos:
1-2 łyżki tahini
opakowanie jogurtu greckiego
1-2 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka miodu
1 łyżka ciepłej wody

Przygotowanie:
Ciecierzycę moczymy w zimnej wodzie przez 12 godzin, potem płuczemy. Miksujemy ją po 3 łyżki stołowe w blenderze - najlepiej zamykanym, bo strasznie pryska. Zmielona cieciorka powinna mieć konsystencję kruszonki. Osobno miksowałam zioła, przyprawy z olejem. Potem łączymy wszystko razem, mieszamy porządnie i formujemy kule wielkości piłeczki golfowej. Z tej ilości wyszło ich ok. 20.
Przykrywamy je folią i chłodzimy ok. godzinę.

W międzyczasie robimy sos - mieszamy wszystkie składniki.

W głębokiej patelni rozgrzewamy pół butelki oliwy i smażymy falafele na średnim ogniu, przewracając stopniowo, by były równo brązowe. Osączamy na papierze.

Możemy jeść falafele z pitą, w tortilli, ale możemy też zjeść je palcami maczając w sosie, co jest najwygodniejsze.

Przepis pochodzi z książki Gordona Ramseya - "Kuchnie świata".

sobota, 30 lipca 2011

Duszone letnie warzywa



Czasami nie chce się cudować, tylko zjeść coś szybkiego, niewyszukanego. Takie duszone warzywa robię zwykle, gdy wiem, że kolacja będzie obfita (na przykład dzisiaj). Nie dam rady się głodzić do tego czasu, a nie chcę jeść 'normalnego' obiadu, więc szybki przegląd lodówki i wrzucamy co tam jest do rondla, dodajemy trochę ziół i gotowe.
Nie trzeba się trzymać ściśle żadnego przepisu, jeśli czegoś zabraknie albo dodacie coś od siebie, będzie pewnie tak samo smaczne.

PS: Podobno w Łodzi otwierają się nowe restauracje Magdy Gessler. Trzy, obok siebie, w Manufakturze. W sumie to dobrze, bo może uda jej się podnieść poziom łódzkich lokali, który generalnie jest słaby, ale koleżanka w dyskusji na FB słusznie zauważyła, że to wręcz desant Magdy Gessler. No i jak komuś nie spodoba się w jednej, to pewnie już nigdy nie zajrzy do pozostałych. Ale to też nie do końca prawda, bo jak w jednej budce kebab wam nie smakował, to nie znaczy, że już nigdy na żaden kebab nie pójdziecie.

Duszone warzywa z ziołami




Składniki:
1 cukinia
2 patisony
2 karotki
gałązka rozmarynu
2 gałązki tymianku
2 ząbki czosnku
1 łyżka masła
kapka oliwy z oliwek
odrobina octu balsamicznego
cukier, sól, świeżo zmielony pieprz

Przygotowanie:
Nie obieramy cukinii ani patisonów. Warzywa kroimy w słupki, czosnek w plasterki. Na maśle podsmażamy marchewkę z odrobiną cukru i octu balsamicznego. Dolewamy oliwy, wrzucamy cukinię i patisony, zioła, smażymy chwilę. Dolewamy trochę wody, przykrywamy rondel na kilka minut. Odkrywamy pod koniec, żeby woda wyparowała. Całe smażenie-duszenie nie powinno zając dłużej niż 10 minut, żeby warzywa były jeszcze chrupkie.
Z kieliszkiem wina to świetny, zdrowy i lekki posiłek.

czwartek, 23 czerwca 2011

Szparagi i risotto


Bea ma rację. Szparagi już się kończą. Zielone idą w górę jak szalone, białe za to już chyba straciły zainteresowanie sobą, bo niedawno kupiłam pęczek za 2,50 zł! I nikt jakoś się na nie nie rzucał. Dzisiejszą potrawę robiłam już kilka dni temu, więc podaję z małym opóźnieniem.
Gdy to piszę, w piekarniku piecze się z kolei tarta z zielonymi szparagami i łososiem - ja właśnie po długiej wyciecze do Zoo ledwo miałam siłę by ją skończyć. Zaliczyłam pokazową walkę goryli, wyglądało to super groźnie, i bardzo pierwotnie. Patrzy się na takie potężne, masywne zwierzęta, spogląda im w oczy i nagle zdajemy sobie sprawę, że wcale nie tak wiele nas dzieli. Te ruchy, to spojrzenie, czasem wyglądało to niepokojąco 'po ludzku'. Nawet to 'puszenie się' dwóch samców przed sobą wyglądało znajomo...

Wracając do risotta...
Pomysł powstał na szybko. Były szparagi, był koper włoski. Czemu ich nie połączyć? Wykończenia nadawała cudowna sól z Cypru w płatkach. Używa się jej nie przy gotowaniu, tylko tuż przed podaniem, dość oszczędnie. Jej przydymiony, lekko może orzechowy smak dawał potrawie zupełnie nowy smak. Sól z Cypru jest czarna, bo zbierano ją w miejscach, gdzie łączyła się z węglem. A aktywowany węgiel dodawany do soli ma właściwości odtruwające, oczyszczające organizm i dobrze wpływa na przemianę materii.

Risotto z koprem włoskim i szparagami



Składniki:
Pęczek białych szparagów, obranych i pokrojonych w 3 cm. kawałki
Bulwa kopru włoskiego posiekanego w słupki
200 gram ryżu do risotto lub parabolicznego
lampka białego wina
2 ząbki czosnku
duża biała cebula
trochę koperku
kilka ziaren kopru włoskiego
szczypta szafranu
dodałam tez odrobinę kolendry mielonej i to był dla mnie dobry pomysł
sól czarna w płatkach
ok. 1/2 litra bulionu
kilka łyżek śmietany 18%

Przygotowanie:
Na oliwę w woku wrzucamy pokrojony w plasterki czosnek i posiekaną w kostkę cebulę. Smażymy chwilę, dodajemy koper włoski. Po chwili smażenia wrzucamy suchy ryż i czekamy aż się zasmaży. Wlewamy wino i czekamy aż odparuje. Potem zalewamy ryż bulionem (w partiach i dolewamy gdy będzie wchłaniał płyn). Dosypujemy szafran i kolendrę. Często mieszamy risotto. Po 5 minutach dodajemy szparagi i dalej smażymy jakieś 10 minut. Gdy ryż i szparagi będą miękkie, dodajemy trochę koperku i kilka łyżek śmietany co nada risotto kleistą konsystencję, gdy użyliśmy ryżu parabolicznego. W przypadku arborio nie jest to konieczne.
Wykładamy na talerze i posypujemy czarną solą.

Nie ejst to typowe risotto, raczej luźna inspiracja, ale raz na jakiś czas można sobie chyba na taką profanację pozwolić?

niedziela, 15 maja 2011

Red curry


Agnieszka Kręglicka wiele dobrego robi dla polskiej kuchni. Mniej jest znana niż Magda Gessler, a swój autorytet nie buduje zmieniając restauracje, tylko pisząc mądre teksty i dając głos w ważnych sprawach. Kręglicka promuje slow food, regionalną kuchnię i niesławne podroby, których nie chcą próbować polscy zjadacze sushi. Nie mogę uwierzyć, że nie byłam jeszcze z żadnej jej restauracji, chociaż obiecywałam sobie, że w krótkim czasie wszystkie zaliczę.

Tym bardziej, że ostatnio zdarzyło mi się być w dwóch restauracjach Magdy Gessler... Muszę powiedzieć, że to totalnie nie mój styl, chociaż doceniam z jakim dopracowaniem mamy do czynienia. Jednak za dużo tkanin, kwiatów, dodatków, nawet gdy restauracja stara się być prostą włoską trattorią, to i tak jest 'na bogato'. Za to naprawdę, dawno nie zdarzyło mi się, żebym wyszła z restauracji tak dobrze obsłużona, tak smacznie najedzona i tak zadowolona. Zarówno w Venezii, jak i w Polce, jedzenie rewelacyjne, sporo na talerzu, niezbyt drogo. Dobra atmosfera, kompetentna i miła obsługa, i te toalety (zawsze idę sondować - to jednak cała prawda o lokalu), polecam.
Jednak tak jak mówię, nie mój styl.

O wiele bardziej przypada mi do gustu kuchnia Kręglickiej, i czuję, że w jej i jej brata lokalach będę jak u siebie. Ten przydługi wstęp miał być pretekstem do pokazania dania, które zrobiłam z przepisu pani Agnieszki. To w zasadzie była baza do różnych kombinacji z red curry, robiłam je potem w kilku wersjach, z krewetkami, szpinakiem, pomidorami, zawsze wychodzi pyszne. A może po tym poście w końcu się zmobilizuję i pójdę wybadać te miejsca?

Red curry z warzywami



Składniki:
kalafior pokrojony w różyczki
2 marchewki
puszka ciecierzycy
puszka mleka kokosowego
2 bataty
dymka
2 ząbki czosnku
kolendra świeża
2 łyżki pasty red curry
szczypta chili, lub chili suszone w krążkach

Przygotowanie:
Cebulki z dumki oraz pokrojone w plasterki ząbki czosnku szklimy na oliwie. Dodajemy pastę curry i smażymy chwilę. Dodajemy marchew pokrojoną w plastry, bataty pokrojone w kostkę i kalafiora. Smażymy kilka minut. Wlewamy mleko kokosowe. Zagotowujemy. Sprawdzamy czy nie trzeba dodać jeszcze pasty, wrzucamy krążki chili (choć z tym ostrożnie, bo pasta sama w sobie jest ostra). Wrzucamy odsączoną ciecierzycę. Danie podajemy posypane świeżą kolendrą, choć ja dałam szczypior z dymki w tym przypadku.
Jadłam jako zupę, ale z ryżem jest bardziej sycąco.

niedziela, 24 kwietnia 2011

Zimne nóżki dla wegetarian



Nie do wiary, że Warszawa w świąteczny poranek jest jak wymarła. Cicho, pusto, nikogo na ulicy - jak dla mnie, mogłoby tak pozostać.
Za chwilę jadę na spacer do Łazienek, może w końcu uda mi się zrobić jakieś ładne, wiosenne zdjęcia, bo fotografowanie ostatnio zeszło na co najmniej drugi plan.

Jestem już po obfitym, wielkanocnym śniadaniu, taka najedzona, że prawie z powrotem senna. Były warzywa w galarecie, próbowałam pokonać swój dawny wstręt do zimnych nóżek, które w mojej rodzinie obowiązkowo pojawiały się na stole w takich okazjach.

Moje warzywa wyszły bardzo smaczne, galareta była smakowo wzmocniona, samo zdrowie tak zwane, ale jednak nie jestem fanką galarety na zimno po prostu. Choć danie prezentuje się naprawdę pięknie, aż szkoda jeść.
Postawione na stole obok jajek, wędlin i tulipanów, naprawdę robią najlepsze wrażenie z całego stołu.

Warzywa w galarecie



Składniki:
brokuły
zielona papryka
por
garść fasolki szparagowej mrożonej
do tego może być groszek zielony, bób, inne zielone warzywa
2 jajka ugotowane na twardo
natka pietruszki
2 dag żelatyny
litr bulionu
3 liście laurowe
6 ziaren ziela angielskiego
szczypta szafranu
cytryna

Przygotowanie:
Żelatynę namoczyć w 100 ml. zimnej wody, odstawić na kilka minut. Bulion zagotować z liśćmi, zielem, szafranem - zestawić. W międzyczasie podgotować pokrojone już warzywa, ale tylko chwilę, bo mają pozostać chrupkie. Żelatynę wrzucić do bulionu, dobrze wymieszać by się rozpuściła. Do miseczek nałożyć warzywa, posypać pietruszką i jajkiem na twardo, zalać wywarem (po wyjęciu liści i ziela) i wstawić na kilka godzin do lodówki.
Przed wyjęciem galarety, wstawić miseczki na chwilę do miski z gorącą wodą, żeby galareta ładnie wyszła z miseczki.
Podawać skropione cytryną lub octem.

niedziela, 13 lutego 2011

Granatowa sałatka


Przeczytałam ostatnio w Elle artykuł podróżniczy o Stambule i jakoś tak mnie naszło na wspomnienia z wakacji. Szczególnie, że złe wrażenia zatarły się i teraz oddałabym dużo za Wielki Bazar i zatłoczone uliczki Sultanahmet.

Zanurzam się więc w te klimaty, korzystając z miesiąca kuchni arabskiej. Nie wiem czy widzieliście ostatnio film "Soul kitchen" Fatiha AKina? To turecki emigrant, który całe swoje dorosłe życie spędził w Niemczech ale w swojej twórczości stale przerabia tematy emigracji, multikulturowego społeczeństwa i odmienności (wielorakiego rodzaju). Film nie mówi nic o kuchni tureckiej co prawda, choć dla jedzenie Turków stanowi jeden z najważniejszych aspektów życia. Chyba poza religią, najważniejszy. Pokazuje jednak jak fajne miejsce na ziemi można sobie stworzyć, gdy ma się pasję i pomysł na siebie. Tylko pozazdrościć, bo niektórym szukanie czegoś takiego zajmuje całe życie i wcale nie znajdują...

A dzisiejsza sałatka jest częstym gościem w tureckich i marokańskich domach, choć ja tam na miejscu takiej nie jadłam. Za to cudownie wspominam, wszechobecność granatów na każdym kroku. Uliczni sprzedawcy wyciskają z nich kwaśno-słodki sok a małe sklepiki sprzedają kosmetyki z dodatkiem soku z granatów czy gęste, ciemne sosy do potraw.

"Granat uprawiano już 5 tysięcy lat p.n.e. W starożytnej Grecji i Egipcie roślinę tę czczono jako świętą, a starożytna medycyna Chin uznawała sok z granatu za "skoncentrowane życie" i symbol długowieczności. Z powodu dużej ilości nasion granat stał się symbolem płodności i siły rozrodu roślin.

Owoc granatu zawiera dużo witaminy C, niacyny, potasu, błonnika, kwasy organiczne oraz białko. To zdrowy, naturalny napój miłosny. Sok z granatów zwalcza skutecznie choroby serca i układu krążenia, obniża ciśnienie krwi, łagodzi stany zapalne szczególnie w artretyzmie, a także przeciwdziała procesom starzenia i powstawaniu nowotworów. Potwierdzono naukowo skuteczność działania soku z granatu przeciwko wolnym rodnikom, procesom zapalnym, a także chorobom serca i układu krążenia o podłożu miażdżycowym. Sok z granatu zawiera trzy razy więcej przeciwutleniaczy niż ta sama ilość zielonej herbaty czy czerwonego wina."*


Sałatka z granatów i bulguru.




Składniki:
Szklanka bulguru
1 granat, obrany i wyłuskany
3-4 łodygi selera naciowego, razem z liśćmi
garść orzechów włoskich i 1/2 garści nerkowców
posiekana natka pietruszki i mięta
sok z połówki cytryny
sok z połówki granatu
3 łyżki oliwy z oliwek
pół ząbka czosnku utartego ze szczyptą soli

Przygotowanie:
Gotujemy bulgur w niewielkiej ilości wody, studzimy. Dodajemy pestki granatu i pokrojony w plasterki seler naciowy. Posypujemy pokruszonymi orzechami i siekanymi ziołami.
Sos: oliwa, soki i starty czosnek mieszamy razem i polewamy sałatkę.
Polecam jeść ją świeżą, bo wtedy pięknie pachnie. Potem zioła zmiękną i zrobi się mniej krucha, ale dalej będzie smaczna. Seler chrupie w zębach, a świeży zmiażdżony czosnek przełamuje słodycz granatu.

Przepis pochodzi z TEJ strony. Dodaję go do akcji do akcji Panny Malwinny, do Festiwalu kuchni arabskiej


.

*Informacje o owocu granatu wzięłam ze strony: www.mamzdrowie.pl

czwartek, 10 lutego 2011

Quiche warzywna



Kiedy pierwszy raz zetknęłam się z quiche, sprzedawca w małym bistro opisał to 'kisz'. Ani to było francuskie, ani choćby niemieckie, taki sobie zwykły fast food. Dopiero z czasem dowiedziałam się, że to danie francuskie, z niemieckimi właśnie naleciałościami a tego pierwszego razu próbowałam coś w rodzaju najsłynniejszej quiche lorraine.
Generalnie jest to pieczone ciasto, z zamkniętym w środku nadzieniem, które dopieka się w nim jak w domku. Tradycyjne, lotaryńskie danie było przysmakiem księcia Lotaryngii, Karola III i w kruchym cieście kryło boczek, szynkę, dużo sera i masę jajeczno-śmietanową. Książę podejmował tym gości i najadało się po pachy całe towarzystwo.

U nas w domu robi się wersję trochę inną, choć teraz chyba nawet bardziej popularną, bo warzywną. Z czasem przepisy żyją własnym życiem i ulegają coraz większej modyfikacji. Tak jest z quiche, której ikoniczna wersja jeszcze gdzieś tam krąży, ale coraz częściej robi się danie z ciasta nie kruchego tylko francuskiego i rezygnuje się z mięsnego nadzienia.
Choć z drugiej strony muszę przyznać, że ja wolę tę wersję łatwiejszą, bo jest lżejsza i mniej tłusta. Sami zdecydujcie...

Quiche warzywna



Składniki:
opakowanie ciasta francuskiego
2 duże pory
50 dag pieczarek
opakowanie szpinaku mrożonego
10 dag ementalera lub goudy
1 jajko
buteleczka śmietany 18%
oliwa, masło
sól, pieprz, tymianek, zioła prowansalskie

Przygotowanie:
Pieczarki pokroić w plasterki. Podsmażyć na oliwie z masłem, aż wyparuje cała woda. Doprawić przyprawami i ziołami.
Pory pokroić w krążki i przesmażyć na maśle z oliwą. Połączyć z pieczarkami.
Rozmrozić szpinak na ogniu, odlać lub odparować porządnie wodę i doprawić.
Ser zetrzeć na dużych oczkach tarki.
Śmietanę wymieszać z jajkiem, lekko posolić.

Tortownicę wyłożyć ciastem francuskim. Na nim ułożyć pory z pieczarkami, przykryć szpinakiem, zalać śmietaną z jajkiem i posypać serem. Zapiekać w piekarniku rozgrzanym do 220-240 st. przez ok. 30-35 min., aż ciasto po brzegach pięknie się zarumieni.

sobota, 5 lutego 2011

Szybka wycieczka do Maroka


Moim dzisiejszym daniem jest marokański kuskus z warzywnym ragout. Danie pochodzi oczywiście z Maroka, ale można je też spotkać w Tunezji, choć ostatnio zamiast jechać w tamte rejony, lepiej zafundować sobie takie danie w domu.
Wszyscy, którzy mnie regularnie czytają, wiedzą, że mam do kuchni arabskiej słabość. W najbliższym czasie się w tamtą stronę świata nie wybieram, choć Maroko na pewno pozostaje na mojej liście 'must-see'. Marzy mi się taki żeliwny garnek do gotowania tadżinu, w którym będę dusiła wszystko razem żeby przeszło swoim zapachem i smakiem. Niestety, ten wydatek musi poczekać, co nie znaczy, że dania jednogarnkowe nie wyjdą w zwykłym garnku.

Oto dowód. A danie dołączam do akcji Panny Malwinny, do Festiwalu kuchni arabskiej

Marokański kuskus z warzywnym ragout



Składniki:
szklanka kuskusu
puszka pomidorów
1 bakłażan
dwie małe cukinie
papryka czerwona i żółta
puszka ciecierzycy
1 por
2 cebule
2-3 łyżki soku z cytryny
mięta świeża (ja miałam zamrożoną z lata)
pieprz, sól, oliwa
można dodać wędzonej papryki

Przygotowanie:
Cebulę kroimy w półplasterki, pora w plastry. Cukinię kroimy w plasterki, a paprykę w kostkę. Odsączamy cieciorkę. Bakłażana wcześniej solimy żeby puścił wodę a potem odciskamy papierowym ręcznikiem.
W garnku podgrzewamy oliwę i szklimy na niej cebulę. Dodajemy bakłażana, cukinię, paprykę i pora, smażymy chwilę, potem dolewamy trochę wody i dusimy. Następnie wrzucamy pomidory z puszki i dusimy dalej. Pod koniec gotowania, po jakichś 10-15 minutach dodajemy cieciorkę. Doprawiamy na końcu.

W międzyczasie przygotowujemy kuskus. Ja zawsze zalewam go bulionem a nie wodą, wtedy smakuje lepiej. Dodaję też łyżeczkę masła, aby był bardziej treściwy.

Danie podajemy z kuskusem, na jednym talerzu lub w miseczce obok i posypujemy siekaną miętą.

Wychodzi taniej niż lot do Maroka:)

Przepis pochodzi z książki "Kuchnia wegetariańska świata", ale poddałam go małym zmianom.

czwartek, 20 stycznia 2011

Ci przeklęci wegetarianie!



Tytuł jest czysto marketingowy, nikt ich nie będzie do kotła piekielnego chochlą wpychał, już niech se tam skubią te swoje roślinki;-)
Żartuję! Ale coś w tym jest, że się Państwo drodzy rozplenili... w moim najbliższym otoczeniu same wegetarianki, większość znajomych mięsa nie tyka - co nie dotyczy mężczyzn, bo ci po prostu muszą raz w tygodniu zjeść schabu bądź kebaba.

Wegetarianie rządzą, choć chyba jeszcze nie na rynku, wciąż bardzo mało firm uwzględnia takiego klienta - wielu producentów pewnie nawet nie wie czemu na przykład żelatyna w składzie miałaby przeszkadzać komuś kto nie je mięsa?

Ja sama mięso lubię, ale jadam raczej rzadko, raz w tygodniu, czasem dwa. Stawiam na warzywa, i dlatego, że mięso wymaga więcej czasu i obróbki, i nie zawsze mogę kupić takie, któremu ufam.
Wciąż wiele osób podawanie mięsa postrzega jako odświętne. Jak mają przyjść goście, musi być pieczeń, pieczone skrzydełka, polędwica. Mało komu przychodzi do głowy, że może być odświętnie i na wegetariańsko - mam sporo takich potraw, które mogę serwować swoim koleżankom wegetariankom i nie ma obawy, że wyjdą niezadowolone.

Jedną z nich jest risotto kalafiorowe, które smakuje niebiańsko i ładnie wygląda.

Risotto kalafiorowe z szafranem




Składniki:
kalafior
2 białe cebule
pęczek koperku i szczypiorku
łyżeczka szafranu
kieliszek białego pół-słodkiego wina
200 gr ryżu parabolicznego
1/2 litra bulionu warzywnego
łyżeczka curry, kurkumy
sól, świeżo zmielony pieprz
kilka łyżek masła

Przygotowanie:
Siekamy cebulę w kostkę i podsmażamy w wielkim rondlu lub woku na maśle. Podsmażać aż cebula sie zeszkli. Dodać umyty i połamany na drobne różyczki kalafior i podsmażać kilka minut. Dodać surowy ryż (ja wolę paraboliczny, bo arborio tu akurat za bardzo się klei) i dalej smażyć kilka minut. Wlać wino i smażyć dalej, aż odparuje. Powoli zalewać bulionem i stale mieszać. Dolewać tylko tyle, żeby ryż nie przywierał. Dodać curry, kurkumę i ryż, jeśli trzeba, posolić. Pod koniec duszenia wsypać po garstce pokrojonego szczypiorku i koperku. Gdy ryż będzie gotowy, przełożyć na talerze, posypać świeżo zmielonym pieprzem i jeszcze posypać świeżymi ziołami.
Koniecznie z białym winem!

czwartek, 28 października 2010

Po sefardyjsku



I co tu można napisać o dyni więcej, kiedy czytało się posta Bei? Chyba niewiele...

Napiszę więc tylko, że ten przepis to początek mojej znajomości z Malką Kafką i proponowaną przez nią nowoczesną kuchnią żydowską. Polecam jej pięknie wydaną książkę "Żydowskie przysmaki". Malka to kobieta aktywna, członkini polskiego oddziału paramasońskiej organizacji żydowskiej w Polsce o nazwie "B'nai B'rith", która niedawno otworzyła w Warszawie nowe świetne lokale. Tel Aviv Cafe + Deli to pierwsza koszerna wegetariańska kawiarnia w mieście, w której można pogadać, pooglądać zdjęcia, dowiedzieć się czegoś o kulturze, historii i obrządkach żydowskich i po prostu zjeść, ciasta czy potrawkę z cieciorki czyli potrawy, które znamy też z innych kuchni bliskowschodnich. Nie znajdziemy tam gęsiego pipka czy chałwy, które zwyczajowo kojarzą się nam z tą kuchnią. Są tu potrawy bardziej orientalne, korzenne, jak przykładowo zupa marokańska, na którą przepis podobno pochodzi prosto z Maroka (nie z żadnej książki kucharskiej). Niedawno do Tel Awiwu dołączyła humuserię Yaffo w al. Niepodległości 217 a zaraz potem winiarnię Haifa, w której sprzedaje wina głównie izraelskie, zupełnie nam nie znane. Podobno warto tam zamówić kawę z kardamonem i marokańską herbatę z miętą nana...

Dodaję więc przepis autorstwa Malki, choć prawdę mówiąc nie wiem czy to dalej to samo, kiedy do przepisu dodałam marchewkę i czerwoną paprykę...



Danie dodaję do dyniowego festiwalu


Dynia po sefardyjsku




Składniki:
kilogram dyni, pokrojonej w kostkę
4 ząbki czosnku (w oryginale 8)
1 średnia cebula pokrojona w kostkę
czerwona papryka pokrojona w kostkę
2 marchewki pokrojone w plasterki
puszka pomidorów (w przepisie były to 2 łyżki + 2 łyżki koncentratu)
mała papryczka chili, posiekana
sok z limonki (w przepisie sok z cytryny)
1 łyżeczka kuminu, słodkiej papryki
1/2 łyżeczki curry
1 łyżeczka startego imbiru (w przepisie był mielony imbir)
oliwa z oliwek
posiekana świeża kolendra
sól, cukier do smaku

Przygotowanie:
Rozgrzewamy w garnku oliwę, przesmażamy z cebulą i połową wyciśniętego czosnku. Dodajemy dynię, marchew i paprykę, przesmażamy, dusimy pod przykryciem kilka minut. Dodajemy przyprawy, mieszamy, potem wrzucamy chili i pomidory, sól i cukier do smaku i dusimy do miękkości aż płyn odparuje.
Gdy potrawa trochę przestygnie, odkładamy część do miseczki i miksujemy lub rozgniatamy widelcem. Wrzucamy z powrotem do garnka - wtedy potrawa się zagęści, dodajemy czosnek, sok z limonki i podgrzewamy. Posypujemy świeżą kolendrą.

Podobno powinno się to podawać z rybami czy drobiem, ale według mnie to samodzielne danie i nic więcej mu nie trzeba. Piękne, kolorowe danie, które swoim zapachem zwala z nóg.

wtorek, 19 października 2010

Walka z żywiołem




Ostatnie kilka dni wyczerpało mnie zupełnie. Weekend miał być gorący, bo w Łodzi odbywał się zarówno festiwal designu, Fashion Week i jeszcze targi żywności naturalnej. I jeszcze miałam mieć gościa w domu w tym czasie. W czwartek wieczorem zaczęła się u mnie nagła grypa jelitowa i trzymała mnie w domu przez cały piątek. Nigdy w życiu tego nie miałam i wydawało mi się, że skonam marnie na własnej kanapie.

Skutki tego odczuwam właściwie do dziś, żołądek nagle okazał się bardzo delikatny, ale najgorsze z tego wszystkiego jest to, że ominęła mnie część zaplanowanych skrupulatnie z kalendarzem i planami festiwalowymi wydarzeń. Musiałam opuścić mnóstwo imprez, niestety tych kulinarnych też. O tym jednak napiszę w kolejnym poście...

Teraz niestety muszę się oszczędzać kulinarnie przez kilka dni, żeby wszystko wróciło do normy. Nie za dużo przypraw, nie za ciepłe, w umiarkowanej ilości i najlepiej bez konserwantów - ale to nie zmartwienie, bo i tak gotuję cały czas.

Dziś podaję więc sałatkę obiadową na zimno, podpatrzoną u moich ulubionych kucharek z Ustronia Morskiego. Żołądek dał mi znać, że był po niej zadowolony;-)

Sałatka kalafiorowa




Składniki:
1/2 ugotowanego na pół twardo kalafiora
1 pomidor, normalnie nie obieram ze skórki
1 papryka czerwona
1 jajo na twardo
świeży szczypiorek

sos:
1/2 kubeczka jogurtu naturalnego
2 łyżki majonezu
szczypta czerwonej papryki słodkiej
pieprz ziołowy, sól
kilka kropli soku z cytryny


Przygotowanie:
Do miski wrzucić różyczki kalafiora, pokroić dowolnie paprykę, pomidora, jajko - nie mieszać, tylko lekko wzruszyć. Posypać szczypiorkiem.
Przygotować sos z podanych składników z 15 minut wcześniej, żeby się przegryzł. Polać sałatkę, nie mieszać, zajadać.

Proste, prawda?

niedziela, 10 października 2010

Danie z dyni



Leci sobie z boku DD TVN i Robert Sowa przygotowuje dynię. U mnie dziś też dynia, podobnie jak w wielu domach pewnie. Jeśli miałabym wymyśleć symbol jesieni, to dynia, obok kasztanów, najlepiej mi się wizualizuje. Za każdym razem kiedy przechodzę obok jakiegoś straganu, to mam chęć ją kupić, tak na zapas. Lubię na nią patrzeć, głupio to brzmi, ale wydaje mi się radosna. Ostatnio dorwałam takie mały ozdobne dyńki, którym nie mogłam się po prostu oprzeć. Niech cieszą oko.

Gorzej, gdy przychodzi do obierania... Tego nie znoszę, i robię to z prawdziwą niechęcią. Kiedyś na studiach, pracując w klubie nocnym, musiałam na Halloween wydrążyć i wyciąć 12 dyń. Może stąd ta niechęć... Zawsze mnie bawi jak czytam o krojeniu dyni w ładną kostkę, mnie zwykle wychodzą trapezy, wielościany i inne figury nienazwane, ale fakt, że mistrzynią prac manualnych nigdy nie byłam;-)



Dzisiejsze danie pochodzi z rewelacyjnej książki "Kuchnia wegetariańska świata" Angeliki Ilies, wydanej przez Muzę. Zobaczyłam ją kiedyś w antykwariacie i wzięłam jako prezent dla przyjaciółki wegetarianki. Ale jak przejrzałam ją w domu, wiedziałam, że już jej nie oddam. Świetne przepisy, pogrupowane na różne obszary świata. Stany Zjednoczone (wcale nie ma tu hamburgerów!), Karaiby, Afryka, Indie, Kraje Arabskie. Dania są proste, oryginalne, pokazują jak fascynujące może być niejedzenie mięsa. Podoba mi się też fotografia w tej książce, jest ilustracyjna a nie artystyczna. Nieprzekombinowana to dobre słowo - to danie jest tu na pierwszym miejscu a nie stylizacja.

Moje danie z dyni pochodzi więc z USA, starcza na jakieś trzy razy i ma ok. 400 kalorii na porcję. Jest to potrawa tzw. "jednogarnkowa", szybko się ją gotuje i nie ma za dużo zmywania. To lubię

Gulasz z dyni



Składniki:
Kawał dyni o wadze 1,5 - 2 kg, pokrojonej w miarę możliwości w kostkę
2 białe cebule, pokrojone w ćwierćplastry
1 zielona papryka, pokrojona w paski
1 papryczka chili (ja użyłam płatków suszonych)
3 pomidory, sparzone i pokrojone w dużą kostkę
1/2 kg fasolki szparagowej, pokrojonej na półstrączki
3 ząbki czosnku, posiekane
puszka kukurydzy konserwowej
350 ml wywaru z warzyw
sól, pieprz, cukier
szczypta kolendry i kuminu, trochę harissy, 3 łyżki ketchupu Włocławek (to dodałam od siebie)

Przygotowanie:
W dużym garnku podgrzewamy oliwę i wrzucamy cebulę, czosnek i przyprawy z harissą. Dodajemy miąższ z dyni, mieszamy chwilę a potem dusimy jak dynia lekko puści sok. Dodajemy papryki i fasolkę i wlewamy połowę wywaru. Dusimy. Po ok. 10 minutach wrzucamy kukurydzę i pomidory, jeszcze dusimy kilka minut, dolewając bulionu jeśli trzeba. Doprawiamy solą, pieprzem i cukrem oraz dodajemy ketchup.
Napełniamy miseczki i jemy, z dokładką!

Danie dołączyłabym do akcji Bei Festiwal Dyni, ale nie chciałam czekać aż do końca października z publikacją. Zrobię po prostu coś nowego...

środa, 6 października 2010

Indyjska bomba z przyprawami




W Łodzi splajtowała niedawno kolejna restauracja hinduska, o której kiedyś tu pisałam. Niepostrzeżenie zniknęła z horyzontu, zostawiając po sobie całkiem miłe wspomnienie. Szkoda. Zastanawia mnie tylko dlaczego kuchnia indyjska jest tak mało popularna u nas. Czy irytuje nas ilość przypraw, ich nasycenie, czy może fakt, że na tradycyjny indyjski posiłek składa się wiele dań a nie jedno solidne, jak u nas? A może niechętnie używamy palców do jedzenia?
Pewnie wpływ ma na po trosze każda z tych rzeczy, a najbardziej fakt, że nie znamy jej tak dobrze jak kuchni meksykańskiej, włoskiej czy chińskiej. Czyli widocznie potrzeba jeszcze trochę wody w młynie i wszystko będzie dobrze.
Ja tam uwielbiam indyjskie smaki, baraninę, curry i mango lussi. I choć kiedyś nie lubiłam ostrych przypraw, teraz coraz bardziej ciesze się na porządne pieczenie w żołądku.
Mam sporo indyjskich przepisów, 1 książkę, kilka rozdziałów w innych zbiorówkach jak "Kuchnie świata", ale marzy mi się ostatnio kupno rewelacyjnej pozycji Gordona Ramsaya (tu można kupić), "Great Escape". Tylko lista książek długa i rośnie, a stale coś wskakuje przed nią. Będzie jeszcze musiała chwilę poczekać.
Ucieszyłam się na akcję z kuchnią indyjską, może uda mi się dodać ze 2-3 rzeczy. Może jakieś nowe inspiracje dojdą. Akcję organizuje Ko ko ko, zapraszam do niej.



Na początek przepis, który zaczerpnęłam z programu "Sobota w kuchni", i trochę zmodyfikowałam. W końcu jedną z zasad tej kuchni jest eksperymentowanie a nie trzymanie się sztywno podanych składników i proporcji.

Ziemniaki po bombajsku




Składniki:
ok. 1 kilograma ziemniaków, najlepiej irg, powinny być zwarte, o miąższu nierozsypującym się
2-3 pomidory, obrane ze skórki
1 łyżeczka nasion gorczycy białej
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 łyżeczka garam masala
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżeczka kuminu
1/2 łyżeczki płatków chili lub 1/2 papryczki chili
1/2 łyżeczki ziaren kozieradki, które ucieram w moździerzu
1/2 łyżeczki szafranu indyjskiego
1 łyżka startego świeżego imbiru
szczypta soli
kilka łyżek oleju
szklanka bulionu warzywnego
garść świeżej kolendry

Przygotowanie:
Pomidory pokroić w kostkę, nie odlewać soku. Ziemniaki obrać i pokroić w kostkę. Naszykować sobie wcześniej talerz z odmierzonymi przyprawami.
Najlepiej danie to robić w woku. Rozgrzewamy olej i wrzucamy wszystkie przyprawy, energicznie mieszając drewnianą łyżką aby się nie przypaliły. Wrzucamy ziemniaki i dokładnie mieszamy aby pokryły się przyprawami. Wlewamy połowę bulionu i doprowadzamy do wrzenia. Ja lubię ziemniaki półtwarde, więc gotuję je jakieś 8 minut. Po 5 minutach wrzucam pomidory i dolewam bulionu. Na koniec wrzucam świeżą posiekaną kolendrę i wyłączam gaz. Po wierzchu też posypuję ziołami.
Danie podaję zawsze z kefirem lub osolonym jogurtem. Pali, więc takie domowej roboty lussi nadaje się rewelacyjnie.

sobota, 4 września 2010

Po wycieczce na targ


W końcu jakaś odmiana! Zaczynałam się już zastanawiać czy powinnam zarządzić u siebie sezonową zmianę obuwia (a u mnie to poważne pół dnia spędzone na myciu, znoszeniu i wnoszeniu pudeł z piwnicy, nie jakieś tam hop siup). Trochę słońca z rana i już jestem gotowa uwierzyć, że zima nie pojawi się w przyszłym tygodniu.

Sobotnie przedpołudnie - wycieczka na Plac Barlickiego, niegdyś legendarne miejsce handlu, wszelkich podejrzanych gesheftów i innych interesów wagi muszej. Dziś po dawnym handlowisku nie ma prawie śladu, zastąpiła je nowoczesna hala z alejkami, wc i klimatyzacją. Rozumiem, że kupcom wygodniej, kupującym pewnie też, ale klimat już nie ten. Co prawda gdzieś z boku stał, jakby z powojnia przeniesiony, zespół zawianych panów ubranych mocno retro, grający na harmoszce i akordeonie "Siekiera, motyka...", ale pasowali tam jak pięść do nosa niestety. Szkoda, że takie dawne targowiska umierają. Wiadomo, że postępowi nie da się oprzeć, tym bardziej w centrum miasta, ale jednak jakoś żal. Bo to jednak nie to samo, że się tak powtórzę...

Nie wybrałam się na zakupy specjalnie, miałam pewien interes w okolicy, ale skoro już mnie tam los zarzucił, postanowiłam poszukać baraniny, którą podobno można na 'barlickim' kupić. O takich dziwach nikt tu nie słyszał, miałam wrażenie, że równie dobrze mogłam się pytać o szynkę serrano - reakcja byłaby ta sama.
Udało mi się za to upolować za bezcen koszyk kurek i dopaść sprzedawcę, który miał mnóstwo różnych odmian pomidorów. Nabrałam po jednym z kilku rodzajów i miałam pomysł na szybki obiad.

PS: Kupiłam też ciastka, które nazywają się 'brzydkie, ale dobre', święta racja, jak się okazało;-)


Sałatka obiadowa z pomidorami w oliwie




Składniki:
po jednym pomidorze:
gałązkowy, polny, żółty, malinowy, San Marzano (to te o wyglądzie papryki)
feta z czosnkiem i oliwkami w ziołach i oliwie (Apetina)
pieczone bakłażany w oliwie
200 gr makaronu rurki tri colore
sól, pieprz, tymianek suszony
świeży tymianek i bazylia
kropla octy balsamico

Przygotowanie:
Makaron gotujemy al dente, studzimy. Pomidory (nie sparzać, nie obierać ze skóry) kroimy w duże kawałki, wrzucamy do miski z makaronem. Kroimy odsączone bakłażany na kawałki i wrzucamy do makaronu. Dodajemy fetę, czosnek i oliwki, polewamy wszystko zalewą oliwną - jest aromatyzowana, z ziołami, szkoda ją wyrzucać (podobnie zawsze zostawiam oliwę po pomidorach suszonych i bakłażanach - dodaje smaku).
Przyprawiamy, lekko skrapiamy octem balsamicznym, posypujemy świeżymi ziołami. Dajemy smakom chwilę na przegryzienie i gotowe.

Nie ma chyba nic prostszego, a fantastyczne jest smakowanie w ten sposób pomidorów, z których każdy ma swój charakterystyczny smak, o czym normalnie się zapomina. Wtedy można je czuć w pełni i pożegnać się powoli z latem.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Ciasto z cukinii?


I jeszcze w temacie cukinii, póki sierpień trwa. Wytrawne ciasta jadam rzadko, w zasadzie wcale. Mam jednak kilka przepisów, jeszcze nie wykorzystane ciasto tzatziki i buraczane - odłożone na potem. Jakiś czas temu zrobiłam ciasto z cukinii, specjalnie na pewnego pamiętnego wśród znajomych grilla. Z wyglądu wyszło piękne, jednak co do smaku musiałam się dopiero przekonać.
Grunt, że ludziom smakowało i było dobrą podkładką pod szaszłyki, też z cukinią, i cudowną kaszankę w cebuli autorstwa Kasi K.
Sezon grillowy mamy już chyba za nami, ale można sobie powspominać chociaż...

PS: Niektórych przepraszam za zagubioną skorupkę po orzechach;-)

Ciasto z cukinii




Składniki:
5 białek
1 łyżeczka soli
4 żółtka
200 gr roztopionego masła
2,5 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1,5 - 2 młode cukinie, (powinno objętościowo być jakieś 2 szklanki gdy zetrzemy na dużych oczkach tarki)
1 średnia pietruszka, (również starta na dużych oczkach)
łyżeczka kurkumy, gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki szafranu
2 łyżki soku z cytryny
100 gr orzechów włoskich posiekanych na kawałki

Polewa beszamelowa:
1 żółtko
łyżka mąki kukurydzianej
3 łyżki mleka
szczypta soli i gałki muszkatołowej

Przygotowanie:
Białka ubijamy z 1/2 łyżeczki soli. Wciąż ubijając dodajemy po kolei 4 żółtka, roztopione i przestudzone masło, przesianą mąkę, starte na dużych oczkach tarki warzywa, proszek do pieczenia, resztę soli i przyprawy oraz sok z cytryny. Mieszamy. Wrzucamy orzechy. Wlewamy ciasto do okrągłej formy wyłożonej papierem do pieczenia.
Pieczemy 45 minut w temp. 160 stopni.

Gdy ciasto się piecze, robimy polewę:
Mieszamy wszystkie składniki aż uzyskamy sos i wylewamy na ciasto w połowie pieczenia.
Kroimy potem w trójkąty i lecimy na grilla.

Dodaję danie do akcji Cukiniowy sierpień, autorstwa Parmelii

niedziela, 22 sierpnia 2010

Arabski czy żydowski?




Widziałam niedawno nowy odcinek "Hung", serialu, w którym nieudacznik, trener wf-u na amerykańskiej prowincji, zostaje męską prostytutką. Jego sąsiadka, Żydówka, zostawia mu w lodówce hummus. Inna kochanka, pochodząca z Libanu, natychmiast wyczuwa konkurencję i zaczyna się trwająca cały odcinek zabawna wojna o to, czy hummus to potrawa libańska czy żydowska? I wiadomo oczywiście, że tak naprawdę nie chodzi wcale o biedną pastę z ciecierzycy...
'Poor Ray', nie potrafił stanąć po żadnej ze stron.

Ja nie wiem czym się różni jeden hummus od drugiego, mój przepis jest arabski. Uwielbiam go podjadać na filmie z macą albo tzw. Granexem, z rzadka podejmuję wysiłek i lepię sobie do niego indyjskie chlebki chapati.
Spokojnie można pastę trzymać w folii przez 4-5 dni, kłaść na kanapki z chlebem albo na bagietki z grillowanym bakłażanem.

Hummus



Hummus
Składniki:
200 gr ciecierzycy
2-3 ząbki czosnku
1/2 cytryny
2-3 łyżki tahini
2-3 łyżki dobrej oliwy
przyprawa piri-piri albo słodka papryka i chili w proszku
świeża mięta i natka pietruszki

Przygotowanie:
Ciecierzycę moczę całą wcześniejszą noc a potem gotuję w lekko osolonej wodzie jakieś 30 minut, aż będzie miękka. Proponuję odlać trochę wody z gotowania.
Miksujemy z odrobiną wody, pastą tahini (sezamowa oleista pasta, ja kupują ją na wagę w wiadereczku w sklepie z przyprawami), wyciśniętym czosnkiem, oliwą i wyciśniętym sokiem z cytryny. Jeśli konsystencja jest za gęsta, można dolać wody z gotowania.
Siekamy miętę i pietruszkę i mieszamy z pastą. Na wierzchu dla dekoracji posypujemy przyprawami i polewamy kilkoma kroplami oliwy.



Chapati
Składniki:
40 dag mąki pszennej
szklanka ciepłej przegotowanej wody
2 łyżki oliwy
szczypta soli

Przygotowanie:
Mąkę należy przesiać na blat przez sitko i wymieszać z solą. Dodać oliwę i połowę wody, zagniatać dolewając powoli wodę, żeby powstało gładkie, oleiste ciasto. Następnie należy je przykryć ściereczką i odstawić na godzinę. Potem dzielimy je na 8 kawałków, lepimy kulki i formujemy okrągłe placki o średnicy ok. 10 cm.
Smarujemy placki oliwą z obu stron i smażymy na rozgrzanej patelni. Można je w trakcie smażenia posypać czosnkiem granulowanym. Najlepsze są na ciepło, ale można je też potem odgrzać. Chlebki rwiemy palcami, w tym cała frajda, i nabieramy na nie hummus. Bardzo namacalna przyjemność z jedzenia;-)