Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapiekanka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapiekanka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 października 2011

Zamiast weekendu w Mediolanie



Ostatnimi czasy wyspecjalizowałam się chyba w traceniu okazji na ciekawy weekend. Jakoś mi w tym roku nie po drodze z wyjazdami. Miałam już jechać do Pragi, Londynu, Wiednia, Budapesztu, a ostatnio ciągnął mnie ktoś do Mediolanu, i zawsze coś stanęło na przeszkodzie. Winne rzeczy martwe i ożywione...

No więc trybem nagrody pocieszenia, chociaż sobie pojem, czekając na lepsze czasy. A ryb jem ostatnio za mało, chociaż u mnie w pracy co tydzień w piątek rybny tydzień. Nie ufam jednak takim hurtowym zakupom. Jedyny plus tego, że teraz będzie zimno, to szansa, że będę mogła donieść z rybnego na Placu Szembeka ryby, które nie śmierdzą na pół miasta.

Aha, do Łodzi też w ten weekend nie dojadę, chociaż są targi żywności naturalnej, na których rok temu byłam. Jeśli ktoś jest na miejscu, to polecam, świetna impreza!
Klik żeby przeczytać

Dorsz po neapolitańsku



Składniki:
4 filety dorsza
2 kulki mozzarelli
1/2 szkl. sosu pomidorowego
3 ząbki czosnku
kilka czarnych oliwek
sok z cytryny
kieliszek białego wytrawnego wina
sól, pieprz
oregano, świeża bazylia

Przygotowanie:
Rybę umyć, skropić sokiem z cytryny, posypać solą, pieprzem i oregano. Wstawić do lodówki na godzinę.

Posmarować oliwą naczynie żaroodporne i ułożyć w nim rybę z rozgniecionym czosnkiem. Piec 25 min. w 180 st.

Zmieszać wino z sosem pomidorowym, polać upieczoną rybę, posypać oliwkami, przykryć naczynie folią aluminiową i piec jeszcze 10 min. Na koniec posypać pokrojoną w cienkie paski mozzarellą i bazylią, chwilę zapiekać, aż ser się stopi.

sobota, 5 marca 2011

Forszmak z anansem i żółtym serem


W ostatniej "Kuchni" pojawił się tekst o daniach w kokilkach, idealnych dla gości, które można trzymać w piekarniku dopóki ludzie się nie zbiorą.
Niestety, redakcja zapomniała chyba o najfajniejszym daniu, o forszmaku właśnie. Jego nazwa brzmi jak obelga, ale smak zdecydowanie nie obraża.

Forszmak pochodzi z Lubelszczyzny, i tradycyjnie jest to gulasz, zapiekany pod serową skorupką, najlepiej w wydrążonym chlebowym naczynku lub naleśnikowych koszyczkach. Choć tradycyjna wersja zawiera ogórki kiszone i pastę pomidorową, przez lata pojawiła się cała masa nowych, zmodyfikowanych wersji tego dania, przekazywanych sobie zwykle ustnie, bo próżno szukać go w restauracjach czy książkach kucharskich.

Do tego dania powinno się wybierać najlepsze gatunkowo składniki, bo tylko wtedy uzyskamy właściwą esencję smaku i gęstość. Do mojej wersji nie pasują naleśnikowe naczynia, pasują za to malowane ręcznie kokilki, naczynia o których trochę się chyba już zapomniało.

Forszmak z ananasem i żółtym serem




Składniki:
ugotowana pierś z kurczaka - zachować bulion (potrzeba ok. 2 szklanek)
puszka ananasa w kawałkach
25 dag startego twardego sera
3 łyżki bułki tartej
3 łyżki masła
3 łyżki mąki
1 łyżka sosu sojowego
łyżeczka curry
pieprz, sól

Przygotowanie:
W rondlu roztopić masło, dodać mąkę i chwilę smażyć mieszając. Rozprowadzić zasmażkę zimnym wywarem i sokiem ananasowym. Gotować mieszając aż sos zgęstnieje. Dodać kawałki ananasa, 2/3 sera, curry i sos sojowy. Doprawić solą i pieprzem.



W kokilkach wysmarowanych oliwą rozłożyć mięso pokrojone na małe kawałki, polać sosem, posypać bułką tartą i pozostałym serem. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i zapiekać, aż powierzchnia forszmaku się zrumieni (20-25 min.)
Najlepiej jeść jeszcze ciepłe, kiedy ser ciągnie się za łyżką i lekko parzy w język.

sobota, 26 lutego 2011

Zapiekanka i książki


Chyba wszyscy słyszeli o raporcie na temat czytelnictwa zleconym przez Bibliotekę Narodową? Wyniki są dla mnie wstrząsające. 56% Polaków nie czyta wcale, ani jednej książki rocznie, co więcej (!), ponad połowa badanych nie wyszła poza 3 strony tekstu. Jakiegokolwiek, książki, gazety, tekstu w Internecie...
Przerażające i bardzo smutne. Nie wiem co się stanie ze społeczeństwem, które nie czyta. Czy w przeciągu najbliższych stu lat zamienimy się w bandę troglodytów?
Przecież czytanie to nie tylko dowiadywanie się czegoś, to rozwijanie wyobraźni, poszerzanie swojego zasobu słów, poznawanie innych światów i kultur. Dla mnie to także mityczne opowiadanie historii, przekazywanie ich dalej. Jak czegoś nie zapisze się na kartce, to tego nie ma.

Ostatnio sporo podróżuję pociągiem i widzę, że czyta mniej więcej 1/3 ludzi. Książki, nie pisma. Niektórych kojarzę z widzenia, i zwykle łapczywie spoglądamy sobie na okładki z takiej miłej, nie wścibskiej ciekawości. Od jakiegoś czasu prowadzę też sporo rozmów ze znanymi ludźmi na temat ich nawyków czytelniczych, i właściwie nikt z tych fajnych, myślących ludzi nie miał nigdy problemu z wymienieniem kilkunastu pozycji które ostatnio go zainteresowały, które czytał, które nosi ze sobą i leżą na jego stoliku nocnym.
To nastraja mnie optymistycznie, ale patrząc na te dane, myślę sobie, że żyję chyba w szklanej kuli. Być może to ja jestem tą szczęściarą, która spotyka te 12% Polaków, które czyta więcej niż 6 książek rocznie? A co reszta robi ze swoim wolnym czasem, ze swoimi myślami? Jak utrzymuje higienę umysłu?

Mnie książka towarzyszy od zawsze, bez niej nie ruszę się na żadne wakacje, w żadną drogę dłuższą niż 30 minut. Czasem noszę dwie książki, żeby, w razie gdy skończę jedną, mieć już kolejną w zapasie. Boje się, że na przeczytanie wszystkiego co chcę, nie starczy mi życia. To zasługa mojej mamy, która odkąd byłam małą dziewczynką, gromadziła mi w domu kolejne książki. Pamiętam czasy, gdy jako 15-latka byłam zapisana jednocześnie do pięciu bibliotek, i znajome bibliotekarki odkładały mi zamówione pozycje.

Do książek mam więc stosunek nabożny, nie mażę po nich, nie zaginam, nie kładę byle gdzie. Pożyczam tylko osobom zaufanym, bo książka to dla mnie rzecz osobista, jest jak kilkudniowy romans, po którym zostaje wspomnienie niedawnej bliskości.

Dziś polecę Wam dwie pozycje. Pierwsza to słynne "Służące" Kathryn Stockett, których ekranizacja właśnie powstaje. Niezwykła książka, której akcja toczy się na Południu USA w latach 60. ubiegłego wieku. Akcja rozpisana jest pomiędzy trzy kobiety: młodą, białą, panienkę Skeeter, która chce zostać pisarką i dwie kolorowe służące, które pomogą jej w pewnym niezwykłym projekcie. To właśnie książka, która mówi o potrzebie dania głosu, o tym jaką ulgę sprawia opowiadanie historii. To także wspaniała, wzruszająca, czasem zabawna, niekiedy przerażająca rzecz o ludzkiej godności, sile ducha, kobiecej zawiści i przyjaźni. Napisana soczystym, barwnym językiem. Nie mogłam się oderwać, czytałam na przystanku, w autobusie, pociągu i po drodze do domu.

Druga rzecz to coś zupełnie odmiennego. Niedawno wyszła bardzo ładnie wydana "Książka kucharska Jane Austen", która po części jest zbiorem przepisów z czasów pisarki a po części zbiorem obyczajów i tradycji kulinarnych tamtych czasów. Strasznie podobało mi się, że wydawcy najpierw podawali przepisy w oryginale, napisane dawnym, bardzo literackim językiem, a poniżej ich wersje uwspółcześnione, przełożone na nasze możliwości. wszystko to uzupełnione jest rycinami z XVIII wieku, związanymi ze sztuką kulinarną, na które patrzy się z przyjemnością.

Na razie robiłam z tej książki tylko jarzynową zapiekankę, nie robiłam jednak zdjęć, bo było ciemno i tak by nie wyszły. Chciałam dziś jednak podać inną świetną zapiekankę, z fenkułem, inspiracją był blog Przy kuchennym stole i książka Jane Austen.


Zapiekanka z fenkułem




Składniki:
250 gr. makaronu rurek
250 gr. pieczarek
200 gr. krewetek mrożonych
200 gr szynki konserwowej pokrojonej w paski
bulwa kopru włoskiego
puszka pomidorów pelati
1 mała cukinia
1 dymka razem ze szczypiorem
garść czarnych oliwek
2 ząbki czosnku
kubeczek kremówki
pół kubeczka gęstej śmietany 18%
200 gr. sera żółtego twardego
oregano, tymianek, bazylia - suszone
łyżeczka wędzonej papryki

Przygotowanie:
Ugotować makaron na pół twardo. Pokroić cukinię i cebulkę w półplasterki, szczypior posiekać, koper pokroić w paski. Na oliwie z oliwek podsmażyć cebulkę, szynkę, dodać cukinię, koper włoski, na końcu pieczarki i smażyć aż woda z nich odparuje. Potem dodać puszkę pomidorów i oliwki. Dodać zioła, sól i pieprz, i podusić razem. Pod koniec duszenia dodać mrożone krewetki i jeszcze kilka minut dusić.

Nasmarować naczynie do zapiekania oliwą. W garnku wymieszać makaron i sos, przełożyć do naczynia. W miseczce wymieszać śmietanę z połową sera żółtego, rozgniecionym czosnkiem i papryką. Makaron potraktować tym sosem, lekko wzruszyć ale nie mieszać, i posypać resztą sera.

Zapiekać 20 minut w 200 stopniach.

Nietypowa, a bardzo pyszna zapiekanka. Spróbujcie!

sobota, 13 listopada 2010

Randka z kabaczkiem



Rzadko się z nim witam, w sumie bez powodu. W tym roku raptem raz czy dwa dodałam do leczo, nic więcej. Można je stosować prawie do wszystkich przepisów na gulasze, sosy gdzie jest dynia czy cukinia,a le jakoś nie cieszą się podobnym poważaniem.
Żeby ten straszny błąd naprawić, kabaczek dzisiaj w roli głównej. Jako że sprzątam dzisiaj gruntownie i kontempluję świeżo urwaną żaluzję - kto inny z takim impetem wita rano świat, żeby urwać sznurek? - nie rozpisuję się za bardzo...
Na obiad nie zapraszam, bo danie robiłam kiedy jeszcze na drzewach były liście, ale kabaczki dalej na straganach, więc nic straconego.

Kabaczki nadziewane i zapiekane



Składniki:
1 średniej wielkości kabaczek
30 dag mięsa mielonego
2 małe cebule posiekane
torebka ryżu białego, wcześniej ugotowanego
2 pomidory sparzone i pokrojone w kostkę
natka pietruszki
oregano i suszona bazylia
słodka czerwona papryka w proszku
garść sera żółtego startego na dużych oczkach
2 łyżki tartej bułki
łyżka oliwy

Przygotowanie:
Kabaczek kroimy na pół, wydrążamy i podgotowujemy kilka minut we wrzątku. Nie obieramy go, bo rozpadnie się po upieczenie i wyleci nam nadzienie.
Na oliwie podsmażamy cebulę z mięsem, dodajemy ryż, przyprawy i pietruszkę a potem pomidory i wszystko razem przesmażamy.
Do naczynia do zapiekania (wysmarowanego oliwą) wkładamy połówki kabaczka, nadziewamy, posypujemy bułką tartą, potem serem i jeszcze raz bułkę tartą.
Zapiekamy w 180 stopniach ok. 30 minut. Jak wierzch zamieni się w chrupiącą skorupkę, można wyjmować.
Są dwa sposoby jedzenie, albo ze skórką - dla twardzieli, albo dla tych co lubią bawić się w wydłubywanie nadzienia;-)

środa, 1 września 2010

Appolinaire zawiązał już śliniak...


"Zdaje się, że pochłaniając plaster szynki, zapytał, czy lubię poezję...", tak słynnego poetę opisuje Madeleine Page, jego przedwojenna miłość, wspominając ich pierwsze spotkanie...
W ostatnim Bluszczu znajdziecie strasznie ciekawy tekst o kulinarnych fascynacjach francuskiego poety. Minęły już czasy, gdy zaczytywałam się francuską poezją, ale tego o Appolinairze nie wiedziałam.
Był z znany z tego, że poezja nie była jego jedyną miłością - gdy tylko udawało mu się zarobić parę marnych franków, wyciągał Picassa na 'prawdziwe' spaghetti czy ravioli, albo biegł do żydowskiej dzielnicy na pachnący czulent. Przyjaciele wspominają go jako kogoś, kto po wyjściu z cukierni niemal rozrywał papier na paczkach, nie mogąc doczekać się słodkiej zawartości. Podobno w jego pokoju, nie wolno był po bałaganić i pluć na podłogę, ale przede wszystkim nie wolno było zjeść czegoś, czym gospodarz sam nie poczęstował. Jeśli ktoś się ważył, jego pierwotna natura dopiero wtedy dawała o sobie znać!
Appolinaire czytywał do poduszki książki kulinarne i był świetnym kucharzem. Ciekawe, że łączył w sobie wysublimowany smak i maniery z pewną prymitywną żarłocznością, która często brała górę nad etykietą. Najbardziej cenił sobie kuchnię włoską, potem francuską, polską, rosyjską i żydowską. Nie znosił za to angielskich szarych sosów i pieczeni.

Wiedział co mówi, więc jemu w hołdzie podaję kurzą nogę w marynacie włoskiej na warzywach w oliwie z oliwek. Już widzę jak ją porywa, z wielkim mlaśnięciem zatapia zęby, rozrywa ścięgna i ciućka kruche kostki! I chlapie na boki, zrzuca z talerza, popija swoim ulubionym złotym winem z Jerozolimy i wcale nie dyskretnie wyciera gębę skrawkiem wykrochmalonego obrusu!

Kurczak pieczony z warzywami



Składniki:
2 nogi kurze
papryka żółta i czerwona
cukinia
cebula biała i czerwona
4 ząbki czosnku
kilka ziemniaków
kilka łyżek oliwy z oliwek
sól, świeżo zmielony pieprz
marynata:
2 łyżki oliwy
łyżka sosu sojowego
kilka kropel soku z cytryny
tymianek, zioła prowansalskie
sól i pieprz

Przygotowanie:
Do torebki wrzucamy nogi i wszystkie składniki marynaty. Ugniatamy żeby nogi dobrze pokryły się sosem. Zostawiamy na noc w lodówce.
W naczyniu do zapiekania układamy pokrojone w ćwiartki ziemniaki, pokrojone w kawałki cukinie i papryki. Czosnek obrany wrzucamy w całości, cebule kroimy w ćwiartki. Polewamy oliwą i doprawiamy, mieszamy delikatnie. Na wierzch wykładamy mięso, wylewamy na danie całą marynatę.
Wkładamy do piekarnika i pieczemy ok. 1,5 godziny z włączoną górną grzałką żeby warzywa i mięso się przypiekały. W połowie przewracamy mięso na druga stronę i wzruszamy warzywa, żeby równomiernie się podpiekły.
Najpierw pieczemy w jakichś 160 stopniach, potem, pod koniec, można zwiększyć temperaturę do 180 dla bardziej chrupiącej skorupki.



Sos, który pozostanie potem po pieczeniu warto jeszcze do czegoś wykorzystać, np. do polania ziemniaków czy smażenia czegoś, bo jest niesamowicie aromatyczny.

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Po prostu rozpusta



Łakomstwo - mój główny grzech i jedyna rozpusta, do której się przyznaję. Kuchnia włoska fascynowała mnie co prawda jakiś czas temu, jeszcze zanim zaczęłam prowadzić bloga i fascynacja ta mocno ucichła w moim życiu. Narobiłam się już tych past, pizz i focacci - teraz tylko z rzadka wypróbowuję nowe przepisy, raczej skupiam się już na tych sprawdzonych, delektuję się raczej niż odkrywam nowości.

Na pewno jest to zupełnie inny rodzaj biesiadowania niż przy kuchni tureckiej czy hinduskiej. Jakoś włoskiej można zjeść więcej, gadając w międzyczasie, wspominając, i po chwili przerwy, kładąc kolejną dokładkę na talerz. Aż brzuch boli, aż nie ma już nic na stole. Lazanię każdy robi na swój sposób, jedni dają szpinak, inni nie. Jedni lubią z cukinią, inni tylko z mięsem. Każdy sposób dobry, jednak mnie pasuje ten podany poniżej.

Niedawno jadłam pyszną lazanię w Angelo, w Łodzi - świetne miejsce - do którego na pewno jeszcze wrócę. Prowadzone przez Włocha, który mówi po polsku, prosty wystrój, niezbyt rozbudowane menu, co liczy się na plus, i wielki pokłon za obsługę, dla samego właściciela zresztą. Podobało mi się, że przy stoliku obok siedzieli Włosi, którzy najwyraźniej też doceniali kunszt kucharza.

Lazania



Składniki:
Pół opakowania płatów ciasta do lazanii
20 dag sera żółtego
opakowanie szpinaku mrożonego, najlepiej w brykiecie + łyżka śmietany + jajko
kilka łyżek masła na wierzch lazanii

Sos mięsny:
30 dag mięsa mielonego
30 dag pieczarek
marchew, pietruszka, seler
słoiczek pomidorów w kawałkach
duża cebula
sos pomidorowy w kartonie np: Primo Gusto, który bardzo lubię
ketchup, 1-2 łyżki, bez konserwantów koniecznie
bazylia, oregano, tymianek, po łyżeczce

Sos beszamelowy:
1/4 l. bulionu czosnkowo-majerankowego
1 żółtko
łyżka masła
1-2 łyżki mąki
śmietana 18%
1-2 łyżki drobno startego sera żółtego
sól, kwasek cytrynowy
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej

Przygotowanie:
Sos mięsny: Zeszklić cebulę, dodać pieczarki pokrojone w plasterki i usmażyć. Osobno usmażyć mięso mielone, dodać starte warzywa - poddusić. Dodać pieczarki i pomidory. Posypać ziołami, solą i pieprzem. Dodać sos pomidorowy i ketchup. Dusić.

Sos beszamelowy: Śmietanę wymieszać z żółtkiem i serem. Stopić masło, wymieszać z mąką. Zasmażyć - nie rumieniąc, rozprowadzić bulionem. Zagotować, przyprawić solą, odrobiną kwasku cytrynowego i gałki. Wymieszać z przygotowaną śmietaną. Podgrzać, ale nie gotować.

Przygotować szpinak: brykiety rozmrozić na ogniu w rondelku, dodać sól i odrobinę śmietany, wymieszać i dodać całe jajko, mieszać. Odcisnąć zebraną wodę.

Formę posmarować masłem. Kolejno układać:

>1 warstwę makaronu, sos mięsny, szpinak, sos beszamelowy, posypać serem

>2 warstwę makaronu, sos mięsny, szpinak, sos beszamelowy

>3 warstwę makaronu, sos beszamelowy, ser i położyć kawałeczki masła na wierzchu.

Zapiekać w temperaturze 180 stopni przez 40 min.

piątek, 30 lipca 2010

Rzucili szpinak




Pojawił się u nas na straganach i w sklepach drugi sort świeżego szpinaku, co mi przypomniało, że nie zamieściłam jeszcze potrawy, którą robiłam w tym roku już dwukrotnie.
Może, skoro ten szpinak jest właśnie znów przez chwilę dostępny, ktoś się skusi. Robimy to w domu od wielu lat, a od czasu gdy w warzywniakach zorientowano się, że liście można umyć i powiązać w pęczki - nawet częściej.
Niestety gdy sama myję szpinak, to choćbym nie wiem jak się starała, zawsze mi potem lekko chrzęści w zębach.
Ale powiedzmy, że mam to już wliczone w cenę...

Świeży szpinak z jajami i pomidorami



Składniki:
75 dag szpinaku
3 pomidory
czerwona i żółta papryka
2 jaja
ser żółty do posypania i pół kulki mozarelli
przecier pomidorowy
1/2 bochenka ciemnego chleba, najlepiej razowca, ale może tez być słonecznikowy
kilka łyżek masła

Przygotowanie:
Szpinak obmywamy i kroimy liście na 3, lub po prostu je rwiemy - w wersji dla mnie cierpliwych. Podsmażamy je na maśle, dodając stopniowo, bo jak wiadomo, szpinak znacznie zmniejszy swoją objętość. Solimy i czekamy aż puści wodę, którą odlewamy.
W międzyczasie kroimy chleb na pałeczki i podpiekamy je na blasze w piekarniku, żeby były chrupiące.
Sparzamy pomidory i kroimy je na kawałki.
Do szpinaku wrzucamy pokrojoną w paski paprykę i chwilę smażymy. Doprawiamy do smaku solą, jeśli trzeba, i pieprzem ziołowym. Wrzucamy do garnka pałeczki chlebowe i mieszamy. Wlewamy dwa rozbełtane jaja i mieszamy aż jaja się zetną.

Przekładamy wszystko do naczynia żaroodpornego, na wierzch kładziemy pomidory, posypujemy serem żółtym i mozarellą i polewamy po wierzchu przecierem pomidorowym - wystarczy mała puszeczka, bo będzie za kwaśne.
Zapiekamy na średnim ogniu aż ser się rozpuści.

Danie jest bardzo sycące a nie tłuste i nie tuczące. Nie prezentuje się rewelacyjnie, więc lepiej sobie je odpuścić jeśli myślimy o przyjmowaniu gości.

PS: Dekoracja sama rzuciła się wtedy pod rękę. Od tego czasu na darmo wypatruje nowego numeru Extra, i tak myślę, że skoro szpinak wrócił, to może i WO Extra się pojawią...

czwartek, 18 marca 2010

Syndrom niespokojnego brzucha



Świeżego szpinaku na razie kupić jeszcze nie można, choć nie mogę się go już doczekać. W zastępstwie wystąpi u mnie dziś mrożony w brykiecie, też smaczny.
Zapiekanka, którą dziś pokazuję, jest tak smaczna, że choć w zasadzie tą wielkością najadłyby się spokojnie 4 osoby, to zwykle jak zabiorą się za nią 2 , zostaje z niej tylko kawałeczek, ten którego już żadnym sposobem nie można w siebie wmusić.

Lubię jeść, nawet bardzo. Dlatego niestety często cierpię z przejedzenia. Nie potrafię zostawić na później, łakomstwo zwykle u mnie wygrywa. Choć już więcej nie mogę i nie powinnam, oczy jeszcze by jadły.

Wiem dokładnie jak powinno wyglądać zdrowe żywienie, 5 małych posiłków itd, ale u mnie zwykle są 4 małe i jeden wielki. Oczywiście co jakiś czas świętą zasadą dnia staje się dla mnie 'lekki niedosyt', ale długo to nigdy nie trwa, do czasu aż w spodniach zrobi się 2 kilo luźniej i wracam do starych nawyków.

Zdecydowanie jestem fanką obiadów, są tacy którzy lubią kolacje, inni celebrują śniadania, jeśli mają czas - ja muszę zjeść coś porządnego po powrocie z pracy. Inaczej szukam, podjadam, mam 'syndrom niespokojnego brzucha'. Dopiero napełnienie się po uszy pozwala mi się odprężyć, poczuć błogo i bezpiecznie.

Zapiekanka z fetą i szpinakiem




Składniki:
1 opakowanie ciasta francuskiego
1 opakowanie fety
150 gr sera żółtego lub jedna mozzarella
1 opakowanie szpinaku mrożonego w brykiecie
2-3 ziemniaki
2 cebule, 2 ząbki czosnku
ok. kubek śmietany 18%
1 jajko
sól, pieprz czarny
1/2 łyżeczki kuminu
1 łyżeczka gałki muszkatołowej
sezam do posypania

Przygotowanie:
Przygotować szpinak. Rozmrozić go w rondelku na maśle, dodać gałkę muszkatołową i kumin, wbić jajko i wymieszać aż się zetnie. Posolić. Dodać na oko śmietany, jednak tyle, żeby w niej nie pływał.
Ugotować ziemniaki i rozgnieść je z odrobiną śmietany, żeby były gładkie. Następnie wkruszyć do nich połowę sera feta i wlać śmietanę, jeszcze utrzeć razem na jednolitą masę. W razie potrzeby dodać jeszcze śmietany.

Czosnek wycisnąć i podsmażyć z pokrojoną w piórka cebulą. Dodać do tego szpinak, wymieszać.
Nagrzewać już piekarnik do temperatury 200 stopni.

Naczynie do zapiekania wysmarować oliwą, wyłożyć dno ciastem francuskim, aby naczynie było całe wypełnione. Ponakłuwać spód widelcem, żeby był przepływ powietrza. Posmarować spód miazgą z ziemniaków. Następnie wyłożyć na wierzch cały szpinak, przykryć resztą ciasta francuskiego. Ponownie ponakłuwać ciasto.
Wierzch posypać kruszoną fetą i startym na dużych oczkach serem żółtym lub porwaną mozzarellą. Posypać sezamem.
Zapiekać 30-35 minut w piekarniku.

Pochodzenie przepisu niestety jest mi nieznane. Musiałam go skądś spisać, ale jest przy nim sporo notatek, więc nie podam źródła niestety.

środa, 6 stycznia 2010

Za nim na koniec świata



Nie ma, powtarzam nie ma, lepszego warzywa niż bakłażan. Jak w powyższym tytule, zawojował mój świat. Jem go pod każdą postacią, na wszelakie sposoby, a jak tylko jestem w restauracji to najpierw tej pozycji szukam w menu.

Najbardziej smakują mi podane w najprostszy sposób. Ugrilowane a potem dodane do zasmażonych pomidorów ze świeżą bazylią. Teraz niespecjalnie można je przygotowywać w ten sposób, bo pomidory są już kompletnie bez smaku i cała zabawa na nic. Dlatego zimą szukam sobie innych sposobów na bakłażany, zimą mogę pocudować.
Zresztą zbieram się właśnie do otwarcia bakłażanów, które zamarynowałam pod koniec lata, po raz pierwszy w życiu. Aż strach otworzyć słoik, bo w ogóle ich pod tą postacią nie jadłam, a przepis był kombinowany. Czy wyjdzie zjadliwe, to się okaże...

Tymczasem, zrobiłam bakłażany zapiekane z cebulą i pomidorami,
przepis jest autorstwa Agnieszki Kręglickiej, i ponoć można go znaleźć w menu jej greckiej restauracji Meltemi. Ja trochę zmieniłam oryginał, zostawiając bakłażany w skórze oraz dodając ser żółty.



Składniki na 2 osoby:
1 duży bakłażan
2 białe cebule
3 ząbki czosnku
2 pomidory i przecier pomidorowy mały w puszce, lub niecała puszka pomidorów bez skórki
1/2 szklanki soku pomidorowego, ewentualnie
1/2 sera feta
1/2 szklanki startego sera żółtego
oliwa, sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie, oregano

Przygotowanie:
Bakłażana pokroić w plastry, posolić i odstawić aż puści trochę wodę. Odsączyć papierowym ręcznikiem. Potem ułożyć plastry w naczyniu do zapiekania, mocno skropić je oliwą i jeszcze trochę posolić. Zapiekać w piekarniku ok. 20 min przy 180 stopniach.

Tymczasem pokroić cebule w piórka, a czosnek w plasterki. Smażyć oba składniki w rondelku z liściem laurowym, zielem angielskim i oregano (spora ilość). Gdy wszystko namięknie, ale nie zacznie jeszcze brązowieć, dodajemy pomidory i przecier pomidorowy, dolewamy sok pomidorowy jeśli sos jest zbyt gęsty. Dusimy aż całość przejdzie smakiem.

Na plastrach upieczonego już bakłażana kładziemy sos i posypujemy tartym serem żółtym a potem kruszymy na wierzchu fetę. Na koniec posypujemy wszystko świeżo zmielonym kolorowym pieprzem i zapiekamy w piekarniku dopóki ser się nie rozpuści.
Zapiekankę prezentuję tylko w całości, bo niestety po przełożeniu na talerz prezentowała się mało estetycznie:-(

PS: Pisząc tego posta właśnie usłyszałam, że TVN poszukuje aktualnie 'polskiej Nigelli Lawson'. Nie znoszę tego typu nazewnictwa, ale sam pomysł jest chyba niezły. Może objawi się nam jakiś nowy talent?