Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z mięsem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z mięsem. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 października 2011

Kurczak Tikka Masala, wersja druga



Jak tylko choć trochę zaczyna marznąć nos, zaczynam gotować rozmaite gulasze, sosy z papryczkami chili i sporą ilością papryki. Chociaż kurczaka tikka masala robię często, to jednak zawsze w ten sam sposób,
przepis zresztą podawałam TUTAJ, i wiem, że znajomi z niego korzystają. Ale gdyby ktoś potrzebowała, jak ja ostatnio, małej odmiany, to proponuję tę wersję. Wielką różnicę robi mleko kokosowe, potrawa zupełnie zmienia smak.
Przepis Jamiego Olivera.

BTW: Wyszła już podobno polska wersja książki kucharskiej Sophie Dahl, oparta na tym cudownym programie, o którym już kiedyś pisałam. Zażyczyłam sobie na gwiazdkę, więc zanim ją wypróbuję, jeszcze trochę zleci:)

Kurczak Tikka Masala II



Składniki:
2 piersi kurczaka (pokrojone w kostkę)
400 ml mleka kokosowego
3 łyżki oliwy
2 ząbki czosnku
1 czerwona cebula
2 łyżeczki garam masala
2 łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka kuminu
1/2 l passaty pomidorowej
2 łyżeczki cukru
garść orzeszków ziemnych (rozbitych w moździerzu)
sól

Przygotowanie:
Na gorącą oliwę wrzucamy cebulę z czosnkiem i przyprawy. Podsmażamy na średnim ogniu 2-3 min., cały czas mieszając, aż cebula się zeszkli. Dodajemy kurczaka i mieszamy, aby przyprawy oblepiły mięso i smażymy przez kilka minut. Gdy już kurczak jest usmażony, wlewamy przecier i mleko kokosowe, gotujemy na średnim ogniu 15 min., aż sos zgęstnieje. Powinien lekko pyrkać. Dodajemy cukier, orzeszki i doprawiamy solą. Gotujemy jeszcze 5 min.

Curry można posypać listkami kolendry (której akurat nie miałam :(

niedziela, 5 czerwca 2011

Co ci leży na wątrobie?


Znów mnie wessało.
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że ostatnio sporo jadam poza domem, i gotuję w sumie tylko w weekendy. W ostatni weekend byłam na przykład na nowym filmie Larsa von Triera, "Melancholia", który zupełnie mnie oszołomił. Kilka lat temu pisałam o jego filmach pracę magisterską, i byłam przesiąknięta klimatem "Europy", "Dogville" czy "Idiotów". Potem nasze drogi trochę się rozeszły, ale od "Antychrysta" znowu obserwuję Larsa czujnie. "Melancholia" jest dla mnie dowodem, że jest jednym z największych (dla mnie chyba najważniejszym) reżyserem na świecie.
W każdym razie film opowiada o końcu świata, i w tym kontekście zastanawiałam się potem jaki byłby mój ostatni posiłek, gdybym wiedziała, że będzie ostatni. Przypomniało mi się, że Anthony Bourdain opowiadał kiedyś, że wszyscy ci najwięksi kucharze, którzy na co dzień podają wykwintne pieczenie, foie gras czy skomplikowane konstrukcje z ciasta i owoców, na swój ostatni posiłek wybraliby żeberka, krwisty stek czy pomidorówkę swojej mamy.

Coś w tym jest, że najlepsze dla nas smaki to wcale nie te najbardziej wykwintne, tylko te, które kojarzą nam się z różnymi dobrymi emocjami. Które generują wspomnienia, poczucie bezpieczeństwa.
Ja chyba wybrałabym porządne placki ziemniaczane. A Wy?

A dziś powracam właśnie do dań, które zapomniano. Już pisałam kiedyś o podrobach, którymi trochę się u nas teraz pogardza, choć mamy długą i bogatą tradycję przetwarzania ich. Wątróbka - wcale nie musi być smażona ani w gulaszu z kaszą. Są dowody na to, że można ją podać nowocześnie, nawet orientalnie. I może to być świetny posiłek. Dowody poniżej.

Wątróbka smażona w woku z zielonym ogórkiem

Składniki:
500 gr drobiowej wątróbki, oczyszczonej i pokrojonej w plastry
1 zielony ogórek
1 dymka
1 papryczka chili (użyłam suszonej)
1 łyżka sosu sojowego
1 łyżka mąki kukurydzianej
1-2 łyżki cukru
1 łyżeczka białego octu winnego
oliwa, woda, sól

Przygotowanie:
Dwie godziny przed smażeniem marynujemy wątróbkę w mieszance sosu sojowego i maki kukurydzianej. Ogórka kroimy w słupki, dymkę w plastry, zostawiamy trochę szczypiorku.
W rozgrzanym mocno woku podgrzewamy oliwę i smażymy dymkę z chili. Wrzucamy wątróbkę i smażymy aż się zetnie, stale mieszając (bez obawy, nic nie pryska). Dodajemy ogórek i szczypiorek, znowu smażymy 2 minuty. Wlewamy ocet winny, dodajemy cukier i trochę wody. Doprowadzamy do szybkiego wrzenia by woda odparowała. Solimy na końcu (bo wątróbka może stwardnieć).
Podajemy posypane jeszcze szczypiorkiem albo siekaną kolendrą. Samo lub z ryżem.

Przepis: My Kitchen

czwartek, 26 maja 2011

Szparagiem po łapkach


Trudno się im oprzeć jak wychylają ze straganów swoje fioletowe główki. Smukłe, jędrne, gibkie, kokietują już z daleka.
Uległam, chociaż plany obiadowe były zupełnie inne początkowo. Ale skoro szparagi same się wprosiły, to na szybko szukałam przepisu godnego dla takich gości.

Miałam jeden, Agnieszki Kręglickiej, na temat której niedawno były tu peany. Ale co zrobić, skoro większość jej przepisów jest po prostu świetna.

Zielone szparagi w Łodzi dostać było trudno, tu jest ich zatrzęsienie. Są co prawda droższe niż te białe (stosunek 3-4 do 7 zł), ale są o niebo lepsze. Bardziej orzechowe, świeże, z mniejszą ilością łyka. Idealnie nadają się do dań z woka, smażone szybko na dużym ogniu stają się chrupkie i idealnie korespondują z orzechowo-orientalną marynatą.

Szparagi orientalne z woka z wołowiną




Składniki:
makaron chiński
300 gram wołowiny (gulaszowej lub zrazówki) pokrojonej w kawałki
pęczek zielonych szparagów
3 ząbki czosnku, rozgniecione
kawałek imbiru starty na drobno
dymka, cebulka i nać
1 chili
sos sojowy ciemny
sos ostrygowy
ocet ryżowy
olej sezamowy
sezam, oliwa

Przygotowanie:
Mięso marynujemy w imbirze, czosnku, occie ryżowym i oliwie całą noc
Szparagi obieramy do 1/3 wysokości i podgotowujemy chwilę. Potem kroimy w ukośne kawałki. Makaron gotujemy według przepisu.
W woku na gorącej oliwie szybko przesmażamy pokrojoną cebulkę, wrzucamy mięso w marynacie, dodajemy papryczkę i smażymy podlewając lekko olejem sezamowym i sosem ostrygowym. Dodajemy szparagi i dalej smażymy mieszając. Wlewamy sos sojowy (dopiero teraz, bo sól szkodzi wołowinie - twardnieje). Dodajemy makaron na chwilę, by przeszedł smakiem i wchłonął sos. Nakładamy na talerz.
Podsypujemy pokrojonym szczypiorkiem z dymki i sezamem.

Nieskromnie powiem, że danie jest rewelacyjne i sama nie mogłam się siebie nachwalić:)

sobota, 30 kwietnia 2011

Polędwiczki orientalne


Dosłownie przed chwilą skończyłam oglądać program na Kuchni TV, w którym mój ulubiony łysol zjada wszystkie możliwe paskudztwa tego świata. Dziś akurat w Kambodży wsuwał nietoperze i pająki, smażone 'na żywo' w oleju w mieszance soli, pieprzu, cukru i czosnku. Nie wiem, na wszelki wypadek chyba, zapamiętałam - nigdy nie wiadomo co się może w życiu przydać. Zdarzyło mi się kilka razy zjeść prawdziwe paskudztwa, suszone robaki, placki z mąki z mrówek (survival!), a niedawno kacze ścięgna, mięso jaka i jakieś inne okropieństwa, które znajoma przywiozła z Chin. Wszystko to smakowało jak psia karma i powodowało spory odruch wymiotny. Podejrzewam jednak, że gdybym miała okazję wsunąć kawałek Duriana, bawole oczy czy coś w tym stylu, raczej bym się skusiła. Niewykorzystane okazje zawsze mszczą się, więc lepiej nie kusić losu. Wy byście zjedli?

Z Kambodży do Tajlandii jest kawałek, pod ręką nie mam smażonych w głębokim tłuszczu insektów, ale zdecydowałam się pokazać dziś danie, które składnikami może trochę pasować do tego co Andrew Zimmern jadł.

Polędwiczki wieprzowe w warzywach orientalnych




Składniki (dla 2 osób):
250 gr polędwiczki wieprzowej
100 gr makaronu ryżowego(szerokie paski)
po 1/2 papryki w trzech kolorach
cebula czerwona
2 ząbki czosnku
30 gr korzenia imbiru
30 gr pędów bambusa w zalewie
30 gr groszku cukrowego (może być mrożony)
30 gr kiełków fasoli mung
gwiazdka anyżu
łyżeczka zielonej pasty curry
sos sojowy i sos ostrygowy do smaku
łyżka miodu
sok z pół cytryny
oliwa, sól, pieprz

Przygotowanie:
Mięso kroimy w paski, solimy, pieprzymy i smażymy na oliwie.
Makaron gotujemy al dente w osolonej wodzie z niewielką ilością oliwy.
Paprykę kroimy w wąskie paski, czosnek w plasterki, cebulę w półkrążki.
Groszek kroimy na pół, imbir obieramy i siekamy. Pędy bambusa i kiełki odsączamy z wody.

Na rozgrzaną oliwę w woku wrzucamy czosnek, imbir, anyż i zieloną pastę curry. Następnie dodajemy paprykę, cebulę, groszek, kiełki, bambus i mięso. Doprawiamy sosem sojowym, ostrygowym, miodem i sokiem z cytryny. Smażymy szybko na dużym ogniu. Na koniec łączymy z makaronem.
Mozna posypać świeżą kolendrą.

sobota, 13 listopada 2010

Randka z kabaczkiem



Rzadko się z nim witam, w sumie bez powodu. W tym roku raptem raz czy dwa dodałam do leczo, nic więcej. Można je stosować prawie do wszystkich przepisów na gulasze, sosy gdzie jest dynia czy cukinia,a le jakoś nie cieszą się podobnym poważaniem.
Żeby ten straszny błąd naprawić, kabaczek dzisiaj w roli głównej. Jako że sprzątam dzisiaj gruntownie i kontempluję świeżo urwaną żaluzję - kto inny z takim impetem wita rano świat, żeby urwać sznurek? - nie rozpisuję się za bardzo...
Na obiad nie zapraszam, bo danie robiłam kiedy jeszcze na drzewach były liście, ale kabaczki dalej na straganach, więc nic straconego.

Kabaczki nadziewane i zapiekane



Składniki:
1 średniej wielkości kabaczek
30 dag mięsa mielonego
2 małe cebule posiekane
torebka ryżu białego, wcześniej ugotowanego
2 pomidory sparzone i pokrojone w kostkę
natka pietruszki
oregano i suszona bazylia
słodka czerwona papryka w proszku
garść sera żółtego startego na dużych oczkach
2 łyżki tartej bułki
łyżka oliwy

Przygotowanie:
Kabaczek kroimy na pół, wydrążamy i podgotowujemy kilka minut we wrzątku. Nie obieramy go, bo rozpadnie się po upieczenie i wyleci nam nadzienie.
Na oliwie podsmażamy cebulę z mięsem, dodajemy ryż, przyprawy i pietruszkę a potem pomidory i wszystko razem przesmażamy.
Do naczynia do zapiekania (wysmarowanego oliwą) wkładamy połówki kabaczka, nadziewamy, posypujemy bułką tartą, potem serem i jeszcze raz bułkę tartą.
Zapiekamy w 180 stopniach ok. 30 minut. Jak wierzch zamieni się w chrupiącą skorupkę, można wyjmować.
Są dwa sposoby jedzenie, albo ze skórką - dla twardzieli, albo dla tych co lubią bawić się w wydłubywanie nadzienia;-)

wtorek, 9 listopada 2010

Kotlety dla młodych duchem



Ludzie mają kłopot z tym, że wyglądają staro - tego, że wygląda się zbyt młodo jak na swój wiek, nikt nie uważa za problem.
Mam 29 lat i od czasu do czasu zdarza mi się być traktowaną protekcjonalnie, bo nie wyglądam na swój wiek. Począwszy od 'tykania mi', przez mówienie mi 'kotuś' przez panie czy panów w urzędach po nienawistne spojrzenia w tramwaju, gdy śmiem zająć wolne miejsce, choć mi się nie należy, bo jestem młoda...
Że nie wspomnę o tym, że bywam proszona o dowód przy zamawianiu alkoholu - ostatnio w zeszły weekend - gdyby nie to, że byłam z mamą, musiałabym pokazać dokumenty. A wczoraj pojawił się przed moimi drzwiami pan zbierający podpisy, który poprosił, żebym zawołała właściciela mieszkania! (wiem, to akurat zabawne;-)

I naprawdę, uwierzcie mi, jakoś mało mnie to bawi i cieszy - raczej powoduje irytację, czasem złość. Staram się więc nadrabiać miną swój młody wygląd i wyglądać 'poważnie', ale tak się zastanawiam czy czasem ludzi młodych nie powinno traktować się tak jak starszych i czemu to nie jest takie oczywiste. Też trzeba mieć zrozumienie dla bolących nóg i ciężkiej torby.
Oczywiście nie ma co generalizować, ale tylko dlatego, że ktoś ma 20 lat, albo na tyle wygląda, nie trzeba mu od razu mówić na 'ty', traktować lekceważąco i zrzucać go z siedzenia czy wpychać się przed niego w kolejkę.
Nie tylko starszym należy się szacunek...

I teraz po tym przydługim wstępie, przejdę do konkretów, czyli do kotletów - nie takich typowych, tylko odmłodzonych. Jeśli komuś znudziły już się standardowe mielone, to myślę, że to może być przed nimi ucieczka.

Mielone z kalafiorem i kapustą pekińską



Składniki:
1 kalafior lub opakowanie mrożonego
10 dag kapusty pekińskiej
30 dag mięsa mielonego wieprz.- woł.
1 jajko
3 łyżki bułki tartej
3 łyżki pestek dyni
1 łyżeczka kuminu
1/2 łyżeczki mielonego imbiru
sól, pieprz
bułka tarta do panierowania

Przygotowanie:
Kalafiora gotujemy, a następnie lekko rozgniatamy widelcem. Kapustę kroimy w paski. Mieszamy z mięsem, jajkiem, bułką, pestkami i przyprawami. Formujemy kotlety, panierujemy i smażymy na oleju.

środa, 13 października 2010

Curry z kokosem



Widzę, że mnie naszło na słoneczne kolory, tak jakoś się układa...
Inspirację daje mi dalej akcja na Durszlaku utworzona przez Kokoko.


Pisałam niedawno w komentarzach, że będąc w Empiku dojrzałam fajną pozycję, "Kuchnia indyjska" wydawnictwa Publicat - dodana już do listy zakupów. Zanim kupię Ramsaya...
Pisała mi dziś przyjaciółka, że Amazon zrobił darmowe dostawy do Polski, co warto chyba wykorzystać, jeśli ktoś robi zakupy zagraniczne. Niestety przesyłka to zwykle koszt ok. 25 zł, czyli mniejszej książki, a teraz można to wyeliminować.

PS: W ten weekend w Łodzi odbywają się targi żywności naturalnej Natura Food, na które warto się wybrać. Ja będę na pewno, jakoś rozplanuję to tak, żeby pomiędzy pokazami Fashion Week i wystawami Łódź Design Festival znaleźć na to parę godzin. Wezmę aparat, będą więc i zdjęcia.
Tu można o tym poczytać.

Zapraszam więc na kokosowe curry, raczej łagodne w smaku, lekko słodkie, dla początkujących w tych smakach (bo gardła nie wypala;-)

Kokosowe curry z kurczakiem i ananasem




Składniki:
duża pierś kurczaka
2 małe cebule pokrojone w piórka
2 łyżki rodzynek
1/2 puszki ananasa
1/2 opakowanie płatków kokosowych (jakieś 50 gr. mniej więcej)
100 ml mleka kokosowego
kilka łyżek gęstej śmietany
2 łyżeczki curry
1 łyżeczka kurkumy
kolendra świeża
szczypta anyżu
oliwa, sól, pieprz

Przygotowanie:
Piersi kurczaka pokrój w kostkę, dopraw solą i pieprzem. Cebulę zeszklij na oliwie, dodaj mięso, podsmaż. Dodaj w trakcie curry, kurkumę i anyż. Wymieszaj.
Wlej mleczko kokosowe, dodaj rodzynki i płatki kokosowe. Chwilę podduś. Dodaj ananasa i gotuj kilka minut. Na końcu można zagęścić curry jeszcze śmietaną - ale nie jest to konieczne. Danie warto posypać świeżą kolendrą, jeśli jest pod ręką.
Podawać z białym ryżem lub ryżem basmati.

środa, 15 września 2010

Na walizkach


Jestem już prawie spakowana. Frida odstawiona do ochronki (dzięki mamo!), wszystkie adresy wynotowane, listy zakupów i rzeczy niezbędnych do zjedzenia i zobaczenia już zrobione. Jestem tak podekscytowana jutrzejszym wyjazdem do Stambułu, że nie mogę usiedzieć na miejscu.
Aparat się ładuje, notes naszykowany, po powrocie, za jakieś dwa tygodnie, postaram się powoli ogarnąć swoje przeżycia, zdjęcia i napisać porządną relację jak to jest z tym jedzeniem w Stambule. Gdzie, co, za ile, i tym podobne. Sama korzystałam z kilku blogów, także tureckich, i wiem jak się potem takie relacje przydają, kiedy szuka się konkretnych informacji. Przewodnik, może się czasem przydaje, ale tylko jako dopełnienie, bo na dobrą sprawę, przygotowałam się solidnie dzięki sieci. Mnóstwo czytałam przed wyjazdem (polecam świetny zbiór reportaży o współczesnej Turcji Witolda Szabłowskiego "Zabójca z miasta moreli"!), obejrzałam odcinki programów podróżniczych o Stambule (także ten Bourdaina) i słuchałam tureckiej muzyki. Jestem więc tym wszystkim tak nasycona, że zaraz chyba pęknę.

Standardowo wymiatam lodówkę od kilku dni, od tego też jestem cała pełna;-) W ostatni weekend jadłam świetne danie, ostatnia chwila żeby je zrobić, zanim zginie ze straganów zielona fasolka (chociaż od czego jest mrożona...). Polecam, bo jest lekkie, sycące i można je jeść pałeczkami, co uwielbiam.
To oczywiście nie jest danie tureckie, ale pomyślałam, że tego będę miała jeszcze w bród, więc apetyt zaostrzę sobie daniem azjatyckim.

Wieprzowina w zielonych warzywach



Składniki:
1 polędwiczka wieprzowa (ok. 15 dag)
1 brokuły
ok. 10 dag fasolki szparagowej
ok.10 dag zielonego groszku (może być mrożony)
1 mała cukinia
1 duża cebula
1 ząbek czosnku
skórka starta z połowy cytryny
1 łyżka soku z cytryny
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki kuminu
4 szczypty ostrej mielonej papryki
2 łyżki oleju
sól, pieprz
czarne oliwki przekrojone na pół

Przygotowanie:
Fasolkę i groszek gotuj przez 2 min. we wrzącej wodzie, odcedź, opłucz zimną wodą i znowu odcedź. Brokuły podziel na różyczki. Cukinię pokrój w słupki. Cebulę posiekaj, a czosnek pokrój w plasterki. Polędwicę pokrój w cienkie paseczki.

Podgrzej olej w woku i podsmaż cebulę. Dodaj czosnek, polędwicę i przyprawy. Posól, popieprz i pomieszaj. Smaż na bardzo dużym ogniu, aż mięso się zrumieni. Wrzuć wszystkie warzywa i mieszaj przez 3-4 min., wciąż na dużym ogniu.

Warzywa mają być miękkie, ale jeszcze chrupkie. Dodaj oliwki, wymieszaj. Całość posyp skórką z cytryny i polej sokiem, wymieszaj i natychmiast podawaj.

PS: Nie wiem czy w trakcie wyjazdu będę miała czas napisać cokolwiek albo wrzucić zdjęcia. Jeśli nie, do zobaczenia za 2 tygodnie!

poniedziałek, 6 września 2010

Lubię, kiedy...



Emilia zaprosiła mnie do zabawy w lubienie, więc trzeba się sprężyć i odpisać. W sumie jestem dobra w celebrowaniu drobnych przyjemności życia - te duże zdarzają się zbyt rzadko, żeby się na nich skupiać...
W gruncie rzeczy to te drobiazgi, które sobie sprawiamy, albo które nas cieszą świadczą o tym, że człowiek daje jakoś radę ciągnąć to wszystko dalej. Łatwiej byłoby mi chyba pisać czego nie lubię, i to też coś pewnie o mnie mówi, ale ten blog to nie miejsce na takie wynurzenia;-)

Więc zaczynam:
1. Lubię biegać wczesnym rankiem, gdy powietrze jest bardzo świeże, ulice ciche i puste. Czuję wtedy, że jeszcze ode mnie zależy, czy ten dzień będzie dobry.

2. Lubię samotne wieczory, na kanapie, z książką czy z dobrym filmem, gdy mogę sobie pozwolić na kompletne lenistwo i nigdzie się nie spieszę.

3. Lubię znosić do domu nowe gazety, rzadko mogę się oprzeć kolorowym okładkom i ładnym zdjęciom. Kupuję tego mnóstwo, od Przekroju, przez Film, Elle, Kuchnię, po gazety o modzie, Bluszcz i Exklusiv. Sama nie wiem kiedy to czytam...

4. Lubię wtulić twarz w biały koci brzuszek...

5. Nieustannie, do upadłego tropię nowości rynkowe. Nie potrzebuję nawet reklamy, żeby kupować nowe dżemy, sosy, makarony, i oczywiście słodycze.

6. Lubię się czasem zgubić, do czego mam niejaki talent - nagle spoglądam na pozornie mi znane miejsce w zupełnie nowy sposób, jakbym zajrzała pod powierzchnię, na drugą stronę lustra;-)

7. Lubię się obudzić i czuć jeszcze sen, który ledwo co odpłynął. Wiem wtedy, że ktoś mi się śnił, bo czuję jakbym dopiero co się z nim rozstała, ale nie pamiętam co między nami zaszło albo gdzie byliśmy? Taki fajny bezczas i zawieszenie w przestrzeni

8. Lubię myśleć, że kiedyś rzucę wszystko i wyjadę gdzieś daleko, że mogę być kimś zupełnie innym jeśli tylko mocno zechcę.

9. Lubię chodzić po sklepach, strasznie lubię! Niektórzy powiedzieliby, że ocieram się o zakupoholizm, ale póki nie rujnuje to całkiem mojego budżetu, nie mam zamiaru przyznawać im racji. Uwielbiam nowe sezony, nowe kolekcje i myśl, że coraz bliżej do wyprzedaży. Chodzi tu też chyba o samą chęć posiadania, bo dopóki czegoś nie mam, potrafię myśleć o tym obsesyjnie - czując, że będę kompletna dopiero kiedy zamknę tę rzecz bezpiecznie w szafie.

10. I na koniec, lubię też swoje inne obsesje, a co ważniejsze - lubię obsesje innych ludzi. Wyławiać w nich to co dziwne, podejrzane, oryginalne - coś, co ich określa i tworzy ich obraz w mojej głowie. Tylko nasze dziwactwa czynią nas interesującymi i ja tam myślę, że trzeba je z troską pielęgnować!

A ponieważ bardzo lubię też paellę, to poniżej przepis. Każdy ma jakiś swój przepis na to danie, jest mnóstwo odmian paelli, nie ma więc jednego kanonicznego sposobu robienia jej.

Hiszpańska paella



Składniki:
2 torebki ryżu parabolicznego
10 dag szynki - pokrojonej w kostkę
2 kabanosy drobiowe lub kiełbaski chorizo (jeśli uda wam się je dostać)- pokrojone w plasterki
garść krewetek koktajlowych
3/4 szklanki bulionu drobiowego
2 papryki - czerwona i zielona - pokrojone w kostkę
mała cukinia - w pokrojona półplastry
1 lub 2 marchewki - w plastry
2 cebule
por - pokrojony w półkrążki
3 ząbki czosnku - posiekane
puszka pomidorów w kawałkach
łyżka sosu sojowego
oregano, estragon, tymianek
sól, pieprz

Przygotowanie:
Podgotować ryż ok.10 min.
W woku rozgrzać oliwę i wrzucić cebulę, por i czosnek. Smażyć 3 min. Dodać warzywa, dusić. Dodać szynkę i kabanosy, następnie bulion, ryż, pomidory, sos sojowy. Wymieszać, przyprawić ziołami i chwilę dusić. Dodać zamrożone krewetki. Wymieszać i chwilę dusić. Doprawić solą i pieprzem.

piątek, 27 sierpnia 2010

W ramach cukinowego sierpnia



Brzydko dzisiaj. Kupiłam piękne nowe buty do biegania i od kilku dni stoją, bo nie mogę ich wypróbować. Jak mogę iść biegać, to pada. I tak czekają... Ja zresztą też w poczekalni, bo nie zapowiada się zbyt towarzyski weekend...
Może chociaż zmniejszy się ten stos gazet, który rośnie na stole. A propos, wyszły nowe WO Extra, wiem, że wiele z nas na to czekało.

Potrawa, którą daję poniżej, to jedna z moich comfort food. Jest cudownie smaczna, że aż można mruczeć z zadowolenia. Przepis dała nam znajoma mamy, u niej cukinię z mięsem mielonym robiło się od wielu lat. U nas teraz też tak jest. Ja lubię taką niemal potrawkę, którą je się łyżką z wielkiej michy - to też ma swój urok.

Cukinia z mięsem mielonym



Składniki:
1 duża cukinia
350 gr mięsa mielonego, najlepiej z szynki
2 białe cebule
2 łyżki mąki
kubeczek śmietany
2 łyżki oliwy
2 łyżki masła
świeży koperek
świeżo mielony pieprz i sól

Przygotowanie:
Cebule kroimy w drobną kostkę i smażymy z mięsem na oliwie. Cukinie kroimy w kostkę i podsmażamy na maśle. Dolewamy trochę wody i dusimy chwilkę aż zmięknie, zaklepujemy mąką żeby zgęstniało. Wrzucamy do garnka z cukinią mięso z cebulą i mieszamy aż smaki się połączą. Doprawiamy solą i pieprzem (zdarza mi się dodać trochę kuminu a czasem tymianku gdy ma chęć na odmianę). Odlewamy trochę sosu z dania i łączymy ze śmietaną - tej dajemy wedle woli, ja zwykle jakieś 100 ml - ok. pół kubeczka.
Konsystencja jest tu sprawą dowolną, nie ma jedynego dobrego sposobu na przygotowanie tej potrawy, każdy musi znaleźć swój sposób.
Na koniec cukinię w misce posypujemy grubo świeżym koperkiem i podajemy z kefirem bądź kwaśnym mlekiem.
Zalecane jeść siedząc po turecku, w głębokim fotelu...

Dodaję danie do akcji Cukiniowy sierpień, autorstwa Parmelii

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Po prostu rozpusta



Łakomstwo - mój główny grzech i jedyna rozpusta, do której się przyznaję. Kuchnia włoska fascynowała mnie co prawda jakiś czas temu, jeszcze zanim zaczęłam prowadzić bloga i fascynacja ta mocno ucichła w moim życiu. Narobiłam się już tych past, pizz i focacci - teraz tylko z rzadka wypróbowuję nowe przepisy, raczej skupiam się już na tych sprawdzonych, delektuję się raczej niż odkrywam nowości.

Na pewno jest to zupełnie inny rodzaj biesiadowania niż przy kuchni tureckiej czy hinduskiej. Jakoś włoskiej można zjeść więcej, gadając w międzyczasie, wspominając, i po chwili przerwy, kładąc kolejną dokładkę na talerz. Aż brzuch boli, aż nie ma już nic na stole. Lazanię każdy robi na swój sposób, jedni dają szpinak, inni nie. Jedni lubią z cukinią, inni tylko z mięsem. Każdy sposób dobry, jednak mnie pasuje ten podany poniżej.

Niedawno jadłam pyszną lazanię w Angelo, w Łodzi - świetne miejsce - do którego na pewno jeszcze wrócę. Prowadzone przez Włocha, który mówi po polsku, prosty wystrój, niezbyt rozbudowane menu, co liczy się na plus, i wielki pokłon za obsługę, dla samego właściciela zresztą. Podobało mi się, że przy stoliku obok siedzieli Włosi, którzy najwyraźniej też doceniali kunszt kucharza.

Lazania



Składniki:
Pół opakowania płatów ciasta do lazanii
20 dag sera żółtego
opakowanie szpinaku mrożonego, najlepiej w brykiecie + łyżka śmietany + jajko
kilka łyżek masła na wierzch lazanii

Sos mięsny:
30 dag mięsa mielonego
30 dag pieczarek
marchew, pietruszka, seler
słoiczek pomidorów w kawałkach
duża cebula
sos pomidorowy w kartonie np: Primo Gusto, który bardzo lubię
ketchup, 1-2 łyżki, bez konserwantów koniecznie
bazylia, oregano, tymianek, po łyżeczce

Sos beszamelowy:
1/4 l. bulionu czosnkowo-majerankowego
1 żółtko
łyżka masła
1-2 łyżki mąki
śmietana 18%
1-2 łyżki drobno startego sera żółtego
sól, kwasek cytrynowy
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej

Przygotowanie:
Sos mięsny: Zeszklić cebulę, dodać pieczarki pokrojone w plasterki i usmażyć. Osobno usmażyć mięso mielone, dodać starte warzywa - poddusić. Dodać pieczarki i pomidory. Posypać ziołami, solą i pieprzem. Dodać sos pomidorowy i ketchup. Dusić.

Sos beszamelowy: Śmietanę wymieszać z żółtkiem i serem. Stopić masło, wymieszać z mąką. Zasmażyć - nie rumieniąc, rozprowadzić bulionem. Zagotować, przyprawić solą, odrobiną kwasku cytrynowego i gałki. Wymieszać z przygotowaną śmietaną. Podgrzać, ale nie gotować.

Przygotować szpinak: brykiety rozmrozić na ogniu w rondelku, dodać sól i odrobinę śmietany, wymieszać i dodać całe jajko, mieszać. Odcisnąć zebraną wodę.

Formę posmarować masłem. Kolejno układać:

>1 warstwę makaronu, sos mięsny, szpinak, sos beszamelowy, posypać serem

>2 warstwę makaronu, sos mięsny, szpinak, sos beszamelowy

>3 warstwę makaronu, sos beszamelowy, ser i położyć kawałeczki masła na wierzchu.

Zapiekać w temperaturze 180 stopni przez 40 min.

czwartek, 5 sierpnia 2010

Orientalna cukinia


Przetwórstwo cukinii u mnie trwa. W planach oprócz potraw, które już zrobiłam i jeszcze zrobię, jeszcze kilka całkiem nowych dań - np. cukiniowe pesto.
A to danie jest naszym absolutnym domowym hitem, jemy je ciągle. Minie kilka tygodni i już się za nim tęskni. Mnóstwo przypraw, aromatyczny sos i lekko chrupiąca cukinia. Dodam, że pozostaje w obszarze moich orientalnych ostatnio zainteresowań. Nie trzeba już chyba pisać nic więcej.
Do obiadu miałyśmy pyszne prosecco, które miało skończyć jako brzoskwiniowe Bellini, niestety nie doczekało deseru.

Kuskus z kurczakiem i cukinią




Składniki:
Pierś kurczaka, pokrojona w cienkie paseczki
2 małe cukinie, pokrojone w słupki
1 duża posiekana cebula
2 duże roztarte ząbki czosnku
6 łyżek masła
1 szklanka kaszki kuskus
2,5 szklanki bulionu drobiowego
1/2 szklanki gęstej śmietany
2 łyżeczki curry
2 łyżki posiekanej świeżej kolendry i łyżka mielonej
1 łyżka Garam Masala
1 limonka
sól, pieprz

Przygotowanie:
W rondelku zeszklić cebulę na 2 łyżkach masła i odstawić.
Na patelni, na oleju, usmażyć kurczaka przyprawionego solą i pieprzem i przełożyć na półmisek. Zmniejszyć ogień i do tłuszczu po smażeniu kurczaka dodać łyżkę masła, włożyć cukinię, przyprawić solą i pieprzem, smażyć mieszając( ok. 2 min.). Zdjąć z patelni, położyć obok kurczaka i przykryć.

Przygotować bulion.
Połowę podsmażonej cebuli przełożyć do większego garnka, dodać czosnek i smażyć mieszając ( ok. 2 min.). Dodać łyżeczkę curry, smażyć minutę mieszając. Wlać szklankę bulionu, zagotować i pozostawić na ogniu, aż połowa płynu odparuje (2-3 min.). Dodać śmietanę, gotować mieszając od czasu do czasu, aż sos zgęstnieje. Zdjąć sos z ognia.

Pozostałą cebulę w rondelku podgrzać, wsypać łyżeczkę curry i gotować minutę mieszając. Dodać łyżkę masła i pozostały bulion, zagotować i odstawić. Wsypać kuskus, posolić i popieprzyć, przykryć na 5 min. Dodać resztę masła w kawałeczkach i lekko wymieszać widelcem. Przykryć.

Do sosu włożyć kurczaka i cukinię wraz z całym sokiem, który zebrał się na półmisku. Podgrzewać 3 min. na małym ogniu. Raczej nie mieszać, bo cukinia się rozleci. Przyprawić solą i pieprzem, łyżką świeżej i pół łyżki mielonej kolendry, a także pół łyżki Garam Masali i lekko wymieszać. Resztę wsypać do kuskusu.

Kurczaka podajemy w sosie obok porcji kuskusu. Można udekorować cząstkami limonki, można też skropić nią sos.

niedziela, 25 lipca 2010

Można się trochę spocić...


Jak pisałam, ciąg dalszy rozmaitej kuchni orientalnej. Nie wiem czy to do końca tak jest, że jak się je gorące i ostre w upały, to się człowiek poci mniej... Podobno mają tak Hindusi, Polacy chyba raczej nie. Kwestia przyzwyczajenia do takiego klimatu i też do takiej kuchni na pewno. Więc skoro chłodniej, to idealny moment, żeby przyłożyć wielką dawką przypraw i imbiru. Klasyczny kurczak tikka masala, pojęcia nie wiem skąd mamy ten przepis, ale stosujemy go już od kilku lat, i niespecjalnie odbiega od innych na tę potrawę. Najważniejsze oczywiście to odpowiednio długie zamarynowanie kurczaka - musi skruszeć, 2 godziny są idealne. Pomidory najlepiej dać niespecjalnie soczyste, zwarte, a jogurt gęsty, podobny do tego greckiego konsystencją.

Jeszcze a propos potraw hinduskich, jadłam wczoraj bakłażana po indyjsku, wedle przepisu Niny, i pierwszy raz użyłam upolowanego z niemałą trudnością kopru włoskiego (jak tylko go sprowadziłam przez Internet, to się oczywiście pojawił w Łodzi w moim sklepie z przyprawami;-). Naczytałam się wcześniej u Jamiego, że risotto to tylko z nasionami kopru włoskiego, ale nie wiedziałam niestety, że ma tak wyraźny anyżkowy smak - a ten mogę znieść tylko w przypadku raki...
Sama potrwa rewelacyjna, szybka, bardzo sycąca nawet bez ryżu, ale jednak kolejny raz dodam może ze 3 ziarenka kopru a nie ok. łyżeczki...

Po tej przydługiej dygresji...

Kurczak Tikka Masala



Składniki:
pierś kurczaka, większych rozmiarów
1 duża cebula
1 czerwona papryka
2 duże pomidory
kawałek imbiru - ok.3 cm.
1/3 szklanki śmietany 18%
kumin, kolendra, garam masala, kurkuma, curry - po ok. łyżeczce
liść laurowy
sól, oliwa

Marynata:
1/2 jogurtu naturalnego
szczypta chili
szczypta papryki słodkiej

Przygotowanie:
Pierś pokrojoną w kostkę zanurzamy w marynacie i odstawiamy na ok. 2 godziny do lodówki.
Pomidory sparzamy i miksujemy ze śmietaną. Imbir obieramy i ucieramy na tarce.
Cebulę kroimy ćwiartki a paprykę w paski i smażymy w głębokim rondlu na oliwie, dodając przyprawy (garam masala później). Dodajemy kurczaka w marynacie, a następnie zmiksowane pomidory ze śmietaną. Na koniec wrzucamy imbir i garam masala.
Podajemy z ryżem basmati. Lussi konieczne!

czwartek, 8 lipca 2010

Trójmiasto plackami stoi



Wróciłam z Open'era z małym opóźnieniem, ale jak szaleć, to z rozbiegiem. Nie oszczędzałam się, a już na pewno nie pod względem kulinarnym. Gofry z wiśniami w żelu na śniadanie, jagodzianki, frappe czekoladowe, frytki, rybki i inne zbrodnie przeciwko zdrowemu żywieniu.
Zgodnie ze swoimi planami szukałam wszędzie placków ziemniaczanych, i okazało się, że łatwiej o nie niż o tradycyjnego schabowego! Niemal w każdej knajpce, jeśli nie było placków z jakimiś wymyślnymi sosami, to były chociaż same placki ze świeżych ziemniaczków. To jest to, co Magdy lubią najbardziej!
Z czystym sercem mogę polecić wizytę w Sopocie, w knajpce na samym końcu promenady (trzeba iść w prawo, stojąc twarzą do molo). Pyszne, trzy placki, położone jeden na drugim, obok nich coś na kształt puree z ikry dorsza z wędzonym łososiem i kwaśną śmietaną. Wspaniałość totalna!



W Gdańsku za to jadłam w Barze pod Rybą, który słynie raczej z pieczonych ziemniaków z rozmaitymi nadzieniami (też próbowałam, też warto), ja jednak wybrałam naturalnie placki (1 zdjęcie posta). Obsługa była naburmuszona, jednak warto się nie zrazić. Wielki lacek z grzybami (m.in. były to kurki), ze świetnymi surówkami - ta z pora pycha, ozdobiony kiełkami, wart tygodniowej diety potem. Ceny bardzo przystępne.

W Gdyni za to rewelacyjna niespodzianka - zmęczeni skwarem, zniechęceni do życia, rozdarci pomiędzy fast foodami a poszukiwaniami czegoś bardziej wysublimowanego w smaku, trafiliśmy na tajską restaurację. Thai Hut, na Abrahama 11 ma średni wystrój, ruszającą się w smole i nieprofesjonalną obsługę, ale nakarmić z sukcesem 10 osób, udało jej się na 6!



Ja zdecydowałam się na polędwiczkę wieprzową w zielonym sosie curry (w restauracji w południe nie było kurczaka!), z trawą cytrynową, imbirem i mlekiem kokosowym, z makaronem, który był przyprawiony tak dobrze, że sam w sobie mógł stanowić smaczne danie. Pełna satysfakcja, gdyby ktoś szukał w Gdyni dobrego posiłku, polecam. Zapłaciłam, zdaje się, 32 zł bez picia.

Powrót do rzeczywistości jest bolesny, własna kuchnia wzywa. W najbliższym czasie zdecyduję się raczej na lekkie potrawy, upał zresztą nie odpuszcza, więc i jeść się jakoś szalenie nie chce. Poza tym, zapisałam się na zestaw wizyt w Vacu Power, więc trzeba jeść tylko pożywne, nietłuste rzeczy. Mam nadzieję, że wytrwam;-)

środa, 30 czerwca 2010

Bierzemy misia w teczkę...



W końcu wakacje! Co prawda tylko tygodniowe, ale nie ostatnie w tym roku. Za kilka godzin wsiadamy z dziewczynami w auto i jedziemy nad morze. Będzie plaża, szwendanie się, picie i jedzenie, a w międzyczasie Opener w Gdyni. Obiecałam sobie ostatnio, że już na taki spęd ludności nie pojadę, coraz bardziej wygodna jestem, ale przekonało mnie towarzystwo i... Skunk Anansie, które jakby dla mnie się reaktywowało na ten festiwal. Skin, która wygląda trochę jak kosmitka, piękna, posągowa, o niezwykłym głosie - nie mogę się doczekać jej drapieżnego występu!
I pomyśleć, że już dziś obejrzę zachód słońca na plaży...

Skoro przez najbliższe dni będę się żywiła smażonymi rybami, plackami po węgiersku i goframi z wiśniami w żelu, to jeszcze przed wyjazdem zjadłam coś bardziej wysublimowanego, na zapas;-)
To danie wycięłyśmy kiedyś z bardzo kiepskiej książeczki kucharskiej z daniami świata. Miała chyba ze 2-3 ciekawe przepisy i to jeden z nich. Danie w oryginale jest wegetariańskie, ale dodałam polędwiczkę wieprzową z wrodzonej krwiożerczości.
Grzyby poku (inaczej zwane shiitake) są dość drogie (minimum 60 zł za kg), więc można zastąpić je brunatną pieczarką.

Tajskie fusilli z imbirem, bakłażanem i grzybami



Składniki:
20 dag makaronu fusilli (spiralki)
25 dag polędwiczki wieprzowej
1 bakłażan średni
12 dag grzybów shiitake (poku)
1 łyżka posiekanego świeżego imbiru
1 pęczek dymki
4 lub 5 dojrzałych pomidorów
1/2 papryczki chili
2 posiekane ząbki czosnku
1/2 szkl. mleka kokosowego lub śmietanki 36% wymieszanej z łyżką wiórków kokos.
1/3 szkl. posiekanych liści bazylii
2 łyżki sosu sojowego
2 łyżki oleju roślinnego

Przygotowanie:
Polędwiczkę pokroić w paski i zamarynować na ok. godzinę w sosie sojowym. Bakłażana umyć, pokroić w grubą kostkę, posolić, pokropić oliwą i wstawić do piekarnika na 10 min. w 180 st. Grzyby umyć i pokroić na kawałki. Dymkę posiekać. Chili drobno posiekać, usunąć wcześniej pestki. Pomidory sparzyć, obrać i pokroić w ósemki. Makaron ugotować al dente.

W woku rozgrzać olej, dodać czosnek, imbir i chwilę podsmażyć. Dodać bakłażana i grzyby, mieszając smażyć 3-4 min. Dodać dymkę i smażyć kolejne 4 min. Wlać mleko lub śmietankę i dodać pomidory, chili. Doprawić solą, pieprzem i gotować jeszcze ok. 1 min. Dodać bazylię. Wymieszać z makaronem.

I życzę wszystkim udanego tygodnia! Do zobaczenia za tydzień!

czwartek, 10 czerwca 2010

Po węgiersku



Truskawki, fasolka i cukinie oczywiście bardzo kojarzą mi się z latem, ale jest taka potrawa, która nie jest w sumie letnia, a jest dla mnie synonimem lata. Związane to jest z różnymi wspomnieniami, które teraz jeszcze kultywuję.
Chodzi o placek po węgiersku...
Kiedyś spędzałam nad morzem całe lato każdego roku i mniej więcej raz na tydzień jadałam tyle placków, ile było się w stanie we mnie zmieścić. Jeszcze teraz jak tylko mam nad morzem okazję to zamiast ryby wezmę placki ziemniaczane, które uwielbiam pod każdą postacią. Że są tłuste i ciężkostrawne, wcale mnie nie obchodzi.

Dwa dni temu jadłam placki na mieście, stąd ten wpis. Kiedyś odkryłam z koleżanką taką małą jadłodajnię na warszawskiej starówce, Zapiecek. Dają tam pyszne pierogi, zupy i właśnie placki po węgiersku. Za pierwszym razem był obłędne! Więc teraz też, choć miałyśmy iść na placki do Polki Magdy Gessler (nigdy nie byłam), jednak wiedzione pamięcią naszych kubków smakowych, wróciłyśmy do Zapiecka. I był to ostatni raz... Placek był na brzegach twardy jak podeszwa, usmażony podobno tego samego dnia, ale jednak już nieświeży i nasiąknięty tłuszczem. Rozczarowanie było olbrzymie...

Dlatego poniżej przypominam sobie placki, które my robimy w domu. Przepis powstał na wyczucie, po smakowaniu takie ilości placków, wiadomo mniej więcej co powinno się w nim znaleźć.

Placek po węgiersku



Składniki:

Na sos:
30 dag mięsa gulaszowego
1 duża cebula
papryka czerwona i zielona
2 lub 3 ząbki czosnku
koncentrat pomidorowy
liść laurowy, pieprz, sól, papryka słodka, chili suszone
kolendra, kumin, tymianek

Przygotowanie:
Mięso pokroić w kostkę (1,5 x 1,5 cm) - tłuste przerosty wyrzucić. Cebulę i paprykę również pokroić w kostkę. Na oliwie usmażyć cebulę i zmiażdżony czosnek.Kiedy cebula się zeszkli dorzucić mięso oprószone mąką. Przesmażyć, dodać paprykę, przesmażyć ponownie mieszając. Dolać trochę wody, wrzucić listek laurowy, pieprz,paprykę słodką, chili. Dusić ok. 45 min. na małym ogniu. Pod koniec duszenia dodać na czubek łyżeczki pozostałe przyprawy oraz koncentrat pomidorowy.

Placki:
1 kg dużych ziemniaków
1cebula
3 łyżki mąki
pół łyżeczki kurkumy

Ziemniaki zetrzeć na tarce (odlać wodę,która się zbierze).Zetrzeć cebulę na drobnych oczkach, dodać do ziemniaków, wbić jajko, posolić i wymieszać. Dodać 3 łyżki mąki (lub więcej, zależy od rodzaju ziemniaków) i kurkumę. Wymieszać.
Na rozgrzanej oliwie smażymy placki. Podajemy polane gulaszem.

PS: Bardzo dziękuję Lisce za wygraną w jej konkursie. Napisałam o mojej przy domowej piekarni i już niedługo trafi do mnie obieraczka Kitchen Aid. Będzie to dobry początek na poczet robota kuchennego;-)

poniedziałek, 10 maja 2010

Na ochłodzenie emocji



Od czwartku jestem albo na Fotofestiwalu, albo na Fashion Week Poland. Wciągające, pochłaniające dużo czasu i energii. Jeszcze co prawda nie koniec, ale było kilka kolekcji, które zrobiły na mnie spore wrażenie, przykładowo Łukasz Jemioł, Konrad Parol, który pokazuje, że moda męska nie musi być nudna, a dresy mogą być modne. Ania Kuczyńska i jej pięknie skonstruowane stroje, kilka niezwykłych sukni Emerica Francois. Żałuję, że nie widziałam awangardowego Maldorora, w zeszłym roku w konkursie projektantów była jego suknia, oglądałam też jego rzeczy w Internecie i wywarły na mnie wielkie wrażenie.
W takim czasie człowiek ciągnie resztkami sił, je byle co, pije, nie wysypia się i potem wygląda jak cień samego siebie. Dlatego bomba warzywno-witaminowa jaką jest ten chłodnik z botwinki daje spory zastrzyk energii i stawia do pionu. Mój zmaltretowany organizm i nawet zmaltretowane wysokimi obcasami stopy czują się trochę lepiej dzięki niemu.
Jako dodatek wariacja na temat kotletów mielonych - kotleciki z cukinią, przepis pochodzi z miesięcznika "Kuchnia".

Chłodnik ze świeżej botwinki i kotleciki mielone z cukinią



Chłodnik składniki:
pęczek botwinki
750 ml kefiru
ogórek zielony
1/2 papryki czerwonej
1/2 papryki żółtej
pęczek rzodkiewek
łyżka posiekanego koperku
3 łyżki koncentratu buraczanego
sól
grzanki z chleba tostowego

Przygotowanie:
Botwinkę umyć i drobno posiekać. Wrzucić na 2 szklanki wrzącej wody.Zagotować, wyłączyć i ostudzić. Ogórek, papryki i rzodkiewki pokroić w drobną kostkę. Kefir wlać do botwiny i dokładnie wymieszać wraz z koncentratem. Dodać warzywa, doprawić solą. Wstawić do lodówki na ok. godzinę. Serwować z grzankami z chleba tostowego podsmażonymi na maśle z mielonym czosnkiem.




Kotleciki składniki:

2 cukinie
pęczek dymki ze szczypiorkiem
30 dag mielonego mięsa z indyka
1 czerstwa kajzerka, wcześniej namoczona w mleku
1 jajko, sól, pieprz, 1 łyżeczka ziół prowansalskich
2 łyżki masła, bułka tarta do panierowania

Przygotowanie:
Cukinie wraz ze skórką ścieramy na tarce o grubych oczkach, solimy i czekamy aż puści soki. Odsączamy ją i mieszamy z posiekanym szczypiorkiem. Dodajemy do mięsa razem z jajkiem i odciśniętą kajzerką. Posiekaną dymkę podsmażamy na maśle. Dodajemy do masy. Przyprawiamy solą, pieprzem i ziołami, mieszamy. Formujemy małe okrągłe kotlety, panierujemy w bułce i smażymy.

sobota, 24 kwietnia 2010

Z Malezji do Łodzi



Fascynuje mnie jak danie, którego ktoś spróbował będąc w Kuala Lumpur na wakacjach trafia potem na mój talerz. Autorka My Kitchen Snippets mieszka na stałe w USA, ale urodziła się w Malezji. Będąc tam w ramach odświeżania znajomości ze swoją rodzimą kulturą, zjadła pyszne żeberka z ananasem w prowincji Sedang. Potem próbowała ten smak odnaleźć w swojej kuchni. Nie miała żeberek, spróbowała więc z kurczakiem. Tak powstało pyszne, słodko-kwaśne danie (tutaj oryginalny przepis), które na pewno zostanie w moim segregatorze.

Jako że niedawno zakupiłam nową książkę, o kuchni tajskiej, i trochę ciekawych przypraw (nieocenione w tym względzie Allegro), będzie pewnie więcej kuchni orientalnej.
A, i właśnie jedzie do mnie z Turcji nowy zapas szafranu, tym razem, mam nadzieję, uchowa się przed rozmaitymi łakomymi stworzeniami.

Do przepisu wprowadziłam małe modyfikacje: zamiast sosu śliwkowego dałam sos chili z limonką i kolendrą, i dołożyłam też 2 maleńkie łodyżki selera naciowego z liśćmi, co fajnie równoważyło słodycz ananasa i sosu nutką goryczki. Dałam też więcej czosnku i imbiru.

Kurczak z ananasem i imbirem




Składniki:
pierś kurczaka pokrojona w kostkę
czerwona papryka pokrojona w kostkę
2 dymki
4 ząbki czosnku
2 łodyżki selera naciowego
łyżka startego imbiru
4 plastry ananasa pokrojonego w kostkę

Marynata do kurczaka:
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka octu ryżowego
1/2 łyżeczki cukru
1/2 łyżeczki słodkiej papryki
1/4 łyżeczki soli

Sos:
1 łyżka ketchupu
1 łyżka sosu chili z limonką i kolendrą Tao Tao
1 łyżka octu ryżowego
1/2 łyżeczki ciemnego sosu sojowego
1/2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka brązowego cukru
trochę ponad 1/2 szklanki bulionu z kury
sól, pieprz

Przygotowanie:
Marynuj kurczaka w woreczku przez 30 minut. W woku podsmaż na oleju kurczaka. Będzie przywierał, staraj się więc lekko go przewracać drewnianą łopatką. Odłóż go na bok, razem z sokiem który puścił. W woku na świeżej oliwie podsmaż czosnek pokrojony na plasterki, imbir i seler. Mieszaj aż lekko zbrązowieje. Dodaj wymieszany dobrze sos i zagotuj. Dodaj ananasa i paprykę. Podsmaż chwilę i dodaj kurczaka. Mieszaj mocno aż wszystko się połączy a sos zgęstnieje.
Podawaj z ciepłym ryżem.

Marynata do kurczaka jest rewelacyjna, dzięki temu jest on potem bardzo delikatny z lekko-chrupką skórką na wierzchu.

czwartek, 22 kwietnia 2010

Klopsiki z kiełbasek


Jeszcze mieszkając w domu z mamą zbierałam przepisy. Z gazet, telewizji, gdzieś zasłyszane. Odkładane do jakiejś wielkiej teczki.
Książki kucharskie zaczęłam jednak kupować dopiero jak wyprowadziłam się do siebie. Bo jednak dom bez książki kucharskiej to nie dom. Na honorowym miejscu powinna stać taka "Kuchnia Polska", gruba jak cegła, w której są wszystkie przepisy tzw. domowe, które można sobie wymarzyć. Z takiej książki korzysta się potem latami i przekazuje kolejnym pokoleniom.

Tę już mam, kompletuję więc inne. Książki Jamiego Olivera czy Gordona Ramseya to dziś podstawa, jakimś cudem nie mam jednak nic Nigelli, co kiedyś będzie trzeba naprawić. Jak już zacznie się je kupować, nie można przestać. Szuka się po allegro, antykwariatach, na ebayu. Bo właśnie po kilku polskich pozycjach, lub po polsku wydanych, nabiera się apetytu na książki zagraniczne. Polecone przez innych blogerów (jak Bill Granger poznany dzięki Almost Bourdain, którego pierwsza książka po polsku wyjdzie już w czerwcu), lub nawet ich autorstwa, jak Clotilde Dusoulier. Kupuje się książki omawiające konkretną kuchnię, ostatnio szukam dobrej tajskiej, a zaraz potem eseje kulinarne, opowieści z życia kucharzy czy kulinarnych pasjonatów. Polecam szczególnie M.F.K. Fisher czy Julię Child, której "Moje życie we Francji" ukaże się w czerwcu nakładem Wydawnictwa Literackiego.

Pięknie wydane zdobią półkę i dają pocieszenie. Nie należę do osób, które robią sie głodne po przeglądaniu takiej książki, ja przeciwnie, najadam się nimi. Planuję kolejne posiłki, czuję na języku smak i nie muszę od razu sięgać po batonik.
Jednak sterta przepisów do wypróbowania rośnie, obawiam się, że z tym dożywotnio będę już w niedoczasie.

Tagliatelle carbonara z klopsikami z białej kiełbasy



Przepis pochodzi z, na pewno wielu osobom znanej, "Włoskiej wyprawy Jamiego"

Składniki na 2 osoby:
300 gr. makaronu, ja użyłam tagliatelle ale Jamie polecał jeść z linguine
3 niewielkie białe surowe kiełbaski
100 gr. wędzonego boczku
2 żółtka
pół kubeczka kremówki, jakieś 60 ml
skórka z połówki cytryny
świeżo starty parmezan - 100 gr, u mnie był to jednak ementaler dla ścisłości
natka pietruszki
oliwa, sól, pieprz
łyżka mąki

Przygotowanie:
Natnij flaki kiełbasek i wyciskaj małe kulki obtaczając je lekko w mące - układaj na blacie. Rozgrzej patelnię z oliwą, usmaż kulki na złoty brązowy kolor, dodaj boczek lub pancettę i smaż aż się zrumieni.
W międzyczasie gotuj już makaron według przepisu na opakowaniu.

W misce ubij żółtka z kremówką (może być trzepaczką). Dodaj połowę parmezanu, skórkę z cytryny i pietruszkę - wymieszaj na gładką masę.
Makaron odsącz, zostawiając jednak 1/3 szklanki wody z gotowania.
Wrzuć go z powrotem do garnka, dodaj trochę wody z gotowania i wymieszaj, żeby się nie kleił, dodaj sos, szybko połącz z makaronem. Trzeba to robić sprawnie, jednak nie ma obawy żeby jajko się ścięło w zetknięciu z makaronem. Dodaj kulki mięsne i boczek. Jeśli danie wyda ci się za suche, dolej resztę wody z gotowania.

Posyp resztą startego sera i natką pietruszki. Posyp świeżo zmielonym pieprzem.
Rewelacyjne, bardzo smaczne danie, a kulki z białych kiełbasek od tego czasu stosuję często i do innych potraw.

sobota, 10 kwietnia 2010

Wzięte w nawias


Zaplanowałam już tę potrawę i tego posta wcześniej, więc pomimo, że dookoła tyle się dziś dzieje, zamieszczam go. Chociaż nie byłam sympatykiem prezydenta i jego frakcji, naturalnie jestem wstrząśnięta i nie raz mi dreszcz po plecach przeszedł gdy oglądałam tvn 24. Dla mnie osobiście wielką stratą jest śmierć Izabeli Jarugi-Nowackiej, postaci niezwykle ważnej dla wszystkich kobiet.
Gdy sie dzieją takie rzeczy, zawsze się potem pamięta co się robiło w danej chwili, gdy nadeszła wiadomość. Tak było gdy umarł papież, Michael Jackson, to taki czas wzięty w nawias...

Kurczak z pieczarkami i porem



Danie niewymyślne, proste do przygotowania, smaczne.

Składniki:
1 pierś z kurczaka
15 dag pieczarek
1 por
2 łyżki masła
2 łyżki świeżego posiekanego estragonu, lub 1 łyżka suszonego
1/2 szklanki wytrawnego białego wina
1/3 szklanki śmietanki 30%
sól, pieprz

Przygotowanie:
Pierś kurczaka pokroić na kawałki, posolić i popieprzyć. Pieczarki, kapelusze i ogonki, pokroić na plasterki. Białą część pora i część zielonej pokroić na plasterki.
Na dużej patelni lub rondlu rozpuścić masło, dodać kurczaka, przesmażyć chwilę. Dodać pieczarki i pora, podsmażyć. Dodać estragon i smażyć ok. 8 minut.
Dodać wino i śmietankę (nie zważy się), zmniejszyć ogień, przykryć rondel i dusić 5 minut. Następnie zdjąć pokrywkę i pozwolić żeby sos trochę odparował i zgęstniał. Doprawić do smaku.
Podawać z sypkim ryżem i kieliszkiem białego wina.