
Wróciłam z Open'era z małym opóźnieniem, ale jak szaleć, to z rozbiegiem. Nie oszczędzałam się, a już na pewno nie pod względem kulinarnym. Gofry z wiśniami w żelu na śniadanie, jagodzianki, frappe czekoladowe, frytki, rybki i inne zbrodnie przeciwko zdrowemu żywieniu.
Zgodnie ze swoimi planami szukałam wszędzie placków ziemniaczanych, i okazało się, że łatwiej o nie niż o tradycyjnego schabowego! Niemal w każdej knajpce, jeśli nie było placków z jakimiś wymyślnymi sosami, to były chociaż same placki ze świeżych ziemniaczków. To jest to, co Magdy lubią najbardziej!
Z czystym sercem mogę polecić wizytę w Sopocie, w knajpce na samym końcu promenady (trzeba iść w prawo, stojąc twarzą do molo). Pyszne, trzy placki, położone jeden na drugim, obok nich coś na kształt puree z ikry dorsza z wędzonym łososiem i kwaśną śmietaną. Wspaniałość totalna!

W Gdańsku za to jadłam w Barze pod Rybą, który słynie raczej z pieczonych ziemniaków z rozmaitymi nadzieniami (też próbowałam, też warto), ja jednak wybrałam naturalnie placki (1 zdjęcie posta). Obsługa była naburmuszona, jednak warto się nie zrazić. Wielki lacek z grzybami (m.in. były to kurki), ze świetnymi surówkami - ta z pora pycha, ozdobiony kiełkami, wart tygodniowej diety potem. Ceny bardzo przystępne.
W Gdyni za to rewelacyjna niespodzianka - zmęczeni skwarem, zniechęceni do życia, rozdarci pomiędzy fast foodami a poszukiwaniami czegoś bardziej wysublimowanego w smaku, trafiliśmy na tajską restaurację. Thai Hut, na Abrahama 11 ma średni wystrój, ruszającą się w smole i nieprofesjonalną obsługę, ale nakarmić z sukcesem 10 osób, udało jej się na 6!

Ja zdecydowałam się na polędwiczkę wieprzową w zielonym sosie curry (w restauracji w południe nie było kurczaka!), z trawą cytrynową, imbirem i mlekiem kokosowym, z makaronem, który był przyprawiony tak dobrze, że sam w sobie mógł stanowić smaczne danie. Pełna satysfakcja, gdyby ktoś szukał w Gdyni dobrego posiłku, polecam. Zapłaciłam, zdaje się, 32 zł bez picia.
Powrót do rzeczywistości jest bolesny, własna kuchnia wzywa. W najbliższym czasie zdecyduję się raczej na lekkie potrawy, upał zresztą nie odpuszcza, więc i jeść się jakoś szalenie nie chce. Poza tym, zapisałam się na zestaw wizyt w Vacu Power, więc trzeba jeść tylko pożywne, nietłuste rzeczy. Mam nadzieję, że wytrwam;-)




