Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpinak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpinak. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 lipca 2011

Tarta ze szpinakiem i pomidorkami cherry



Przezabawnie wygląda jak komuś drga powieka albo mięsień przy ustach. Mnie drga tak już od kilku tygodni, co jest oczywiście spowodowane brakiem magnezu w organizmie. Taki w tabletkach łykam już od jakiegoś czasu, ale zanim się porządnie wchłonie dokładam do pieca magnezem z natury.

Szpinak jest tu oczywiście niezastąpiony. Sporo moich znajomych nawet w sezonie kupuje szpinak mrożony, bo nie mogą go dobrze wypłukać, bo nie radzą sobie z wodą którą puszczają liście w trakcie duszenia.

Słaba to wymówka, bo na własne życzenie pozbawiają się wielkiej przyjemności. Świeży szpinak nie umywa się do mrożonego, nawet w brykiecie. Swego czasu też miałam problem z płukaniem, nawet po 3-krotnym strzelało w zębach.

Teraz po prostu wrzucam szpinak do brodzika i każdy liść przepłukuję prysznicem. Jest czysto.

Zapraszam na tartę:)

Tarta ze świeżym szpinakiem i pomidorkami cherry



Składniki:
1 i 1/4 szklanki mąki pszennej
100 g masła
1 łyżeczka soli
2 żółtka
2-3 łyżki wody
300 gram świeżego szpinaku
2 ząbki czosnku
2 łyżki masła
1 łyżeczka gałki muszkatołowej
8 pomidorków koktajlowych
kulka mozzareli
garść liści bazylii
łyżka oliwy aromatyzowanej bazylią
Zalewa:
pół kubeczka gęstej śmietany 18%
2 białka i 1 jajko
garść startego cheddaru lub goudy

Przygotowanie:
Przesiewamy mąkę - robimy w niej dołek, wlewamy żółtka. Podsypujemy solą, i zagniatamy dodając po trochu wody, żeby połączyć składniki. Zagniatamy szybko i krótko - ciasto ma pozostać kruche. Zawijamy je w folię i na 30 minut wkładamy do lodówki.
W międzyczasie dusimy na maśle szpinak z 2 ząbkami czosnku, solą i gałką muszkatołową. Odparowujemy lub odlewamy wodę.

Formę do tarty wylepiamy ciastem, obkładamy papierem do pieczenia, obciążamy fasolą i zapiekamy w 180 stopniach przez 15-20 minut. Potem spód ma ostygnąć przez 30 minut.

Rozkładamy na nim po półgodzinie szpinak, całe pomidorki, zalewamy masą jajeczno-śmietanową z serem żółtym startym na dużych oczkach. Obkładamy wszystko porwaną kulką mozzarelli, liśćmi bazylii, skrapiamy oliwą i zapiekamy jakieś 25 minut w 180 stopniach, póki wierzch nie będzie złoty.

Po wyjęciu tarty z piekarnika, powściągnijmy jeszcze na chwilę łakomstwo i odczekajmy 10 minut aż środek się skonsoliduje.

czwartek, 10 lutego 2011

Quiche warzywna



Kiedy pierwszy raz zetknęłam się z quiche, sprzedawca w małym bistro opisał to 'kisz'. Ani to było francuskie, ani choćby niemieckie, taki sobie zwykły fast food. Dopiero z czasem dowiedziałam się, że to danie francuskie, z niemieckimi właśnie naleciałościami a tego pierwszego razu próbowałam coś w rodzaju najsłynniejszej quiche lorraine.
Generalnie jest to pieczone ciasto, z zamkniętym w środku nadzieniem, które dopieka się w nim jak w domku. Tradycyjne, lotaryńskie danie było przysmakiem księcia Lotaryngii, Karola III i w kruchym cieście kryło boczek, szynkę, dużo sera i masę jajeczno-śmietanową. Książę podejmował tym gości i najadało się po pachy całe towarzystwo.

U nas w domu robi się wersję trochę inną, choć teraz chyba nawet bardziej popularną, bo warzywną. Z czasem przepisy żyją własnym życiem i ulegają coraz większej modyfikacji. Tak jest z quiche, której ikoniczna wersja jeszcze gdzieś tam krąży, ale coraz częściej robi się danie z ciasta nie kruchego tylko francuskiego i rezygnuje się z mięsnego nadzienia.
Choć z drugiej strony muszę przyznać, że ja wolę tę wersję łatwiejszą, bo jest lżejsza i mniej tłusta. Sami zdecydujcie...

Quiche warzywna



Składniki:
opakowanie ciasta francuskiego
2 duże pory
50 dag pieczarek
opakowanie szpinaku mrożonego
10 dag ementalera lub goudy
1 jajko
buteleczka śmietany 18%
oliwa, masło
sól, pieprz, tymianek, zioła prowansalskie

Przygotowanie:
Pieczarki pokroić w plasterki. Podsmażyć na oliwie z masłem, aż wyparuje cała woda. Doprawić przyprawami i ziołami.
Pory pokroić w krążki i przesmażyć na maśle z oliwą. Połączyć z pieczarkami.
Rozmrozić szpinak na ogniu, odlać lub odparować porządnie wodę i doprawić.
Ser zetrzeć na dużych oczkach tarki.
Śmietanę wymieszać z jajkiem, lekko posolić.

Tortownicę wyłożyć ciastem francuskim. Na nim ułożyć pory z pieczarkami, przykryć szpinakiem, zalać śmietaną z jajkiem i posypać serem. Zapiekać w piekarniku rozgrzanym do 220-240 st. przez ok. 30-35 min., aż ciasto po brzegach pięknie się zarumieni.

piątek, 30 lipca 2010

Rzucili szpinak




Pojawił się u nas na straganach i w sklepach drugi sort świeżego szpinaku, co mi przypomniało, że nie zamieściłam jeszcze potrawy, którą robiłam w tym roku już dwukrotnie.
Może, skoro ten szpinak jest właśnie znów przez chwilę dostępny, ktoś się skusi. Robimy to w domu od wielu lat, a od czasu gdy w warzywniakach zorientowano się, że liście można umyć i powiązać w pęczki - nawet częściej.
Niestety gdy sama myję szpinak, to choćbym nie wiem jak się starała, zawsze mi potem lekko chrzęści w zębach.
Ale powiedzmy, że mam to już wliczone w cenę...

Świeży szpinak z jajami i pomidorami



Składniki:
75 dag szpinaku
3 pomidory
czerwona i żółta papryka
2 jaja
ser żółty do posypania i pół kulki mozarelli
przecier pomidorowy
1/2 bochenka ciemnego chleba, najlepiej razowca, ale może tez być słonecznikowy
kilka łyżek masła

Przygotowanie:
Szpinak obmywamy i kroimy liście na 3, lub po prostu je rwiemy - w wersji dla mnie cierpliwych. Podsmażamy je na maśle, dodając stopniowo, bo jak wiadomo, szpinak znacznie zmniejszy swoją objętość. Solimy i czekamy aż puści wodę, którą odlewamy.
W międzyczasie kroimy chleb na pałeczki i podpiekamy je na blasze w piekarniku, żeby były chrupiące.
Sparzamy pomidory i kroimy je na kawałki.
Do szpinaku wrzucamy pokrojoną w paski paprykę i chwilę smażymy. Doprawiamy do smaku solą, jeśli trzeba, i pieprzem ziołowym. Wrzucamy do garnka pałeczki chlebowe i mieszamy. Wlewamy dwa rozbełtane jaja i mieszamy aż jaja się zetną.

Przekładamy wszystko do naczynia żaroodpornego, na wierzch kładziemy pomidory, posypujemy serem żółtym i mozarellą i polewamy po wierzchu przecierem pomidorowym - wystarczy mała puszeczka, bo będzie za kwaśne.
Zapiekamy na średnim ogniu aż ser się rozpuści.

Danie jest bardzo sycące a nie tłuste i nie tuczące. Nie prezentuje się rewelacyjnie, więc lepiej sobie je odpuścić jeśli myślimy o przyjmowaniu gości.

PS: Dekoracja sama rzuciła się wtedy pod rękę. Od tego czasu na darmo wypatruje nowego numeru Extra, i tak myślę, że skoro szpinak wrócił, to może i WO Extra się pojawią...

piątek, 28 maja 2010

Francuskie ze szpinakiem raz!




Jak to przyjemnie przygotować sobie wcześniej obiad i nie musieć gotować, gdy ma się mnóstwo pracy a w brzuchu burczy. Dziś napisałam gigantyczny tekst o biznesie kulinarnym, który nieopatrznie rozrósł mi się do 21 tysięcy znaków. Oznacza to skróty, tak o 50% mniej więcej...

Od pisania bolą mnie plecy i głowa, i jedyne na co mam teraz ochotę to jakiś wygodny fotel i nowa płyta Juliette Lewis. To, że akurat mam w lodówce gotowe krokiety ze szpinakiem i pieczarkami, to jakiś cud, bo na dziś gotowania mam niestety dosyć. Przepis jest taki podręczny, żadna filozofia, ale lubię go robić, bo można zabrać krokiety w pudełku do pracy, podgrzać szybko albo przekąsić od biedy na śniadanie nawet.

Krokiety, zawijańce ze szpinakiem i pieczarkami



Składniki:
opakowanie ciasta francuskiego
1/2 kg świeżego szpinaku, to resztki z tego sezonu, więc za moment będzie tylko mrożony
1 por
25 dag pieczarek
kilka ząbków czosnku
1 cebula biała
1 jajko, 1 żółtko
gałka muszkatołowa
świeży i suszony tymianek
oliwa i kilka łyżek masła
łyżka ziaren sezamu

Przygotowanie:
Szpinak myjemy dokładnie, kroimy, podsmażamy na maśle, wyciskamy do niego ze 2 ząbki czosnku. Solimy, pieprzymy, dodajemy gałę muszkatołową, jeszcze dusimy, a na końcu dodajemy całe jajo i jeszcze chwilę smażymy aż się zetnie. Odstawiamy.

Pieczarki kroimy w ćwiartki albo plasterki, por w plasterki, cebulę w kostkę. Smażymy razem na oliwie z tymiankiem suszonym, solimy i pieprzymy. Zostawiamy do wystygnięcia.

Szykujemy blachę z papierem do pieczenia. Wykrawamy z ciasta duże kwadraty na krokiety albo mniejsze na zawijańce, tzw. koperty. Nakłuwamy ciasto widelcem. Kładziemy na wierzch szpinak, potem pieczarki z porem, posypujemy listkami świeżego tymianku, zawijamy zlepiając brzegi.



Układamy całość na blasze, smarujemy wierzch rozkłóconym żółtkiem i posypujemy ziarnami sezamu.
Pieczemy jakieś 15-20 minut w temperaturze 180 stopni aż będzie widać że ciasto zbrązowiało.

czwartek, 18 marca 2010

Syndrom niespokojnego brzucha



Świeżego szpinaku na razie kupić jeszcze nie można, choć nie mogę się go już doczekać. W zastępstwie wystąpi u mnie dziś mrożony w brykiecie, też smaczny.
Zapiekanka, którą dziś pokazuję, jest tak smaczna, że choć w zasadzie tą wielkością najadłyby się spokojnie 4 osoby, to zwykle jak zabiorą się za nią 2 , zostaje z niej tylko kawałeczek, ten którego już żadnym sposobem nie można w siebie wmusić.

Lubię jeść, nawet bardzo. Dlatego niestety często cierpię z przejedzenia. Nie potrafię zostawić na później, łakomstwo zwykle u mnie wygrywa. Choć już więcej nie mogę i nie powinnam, oczy jeszcze by jadły.

Wiem dokładnie jak powinno wyglądać zdrowe żywienie, 5 małych posiłków itd, ale u mnie zwykle są 4 małe i jeden wielki. Oczywiście co jakiś czas świętą zasadą dnia staje się dla mnie 'lekki niedosyt', ale długo to nigdy nie trwa, do czasu aż w spodniach zrobi się 2 kilo luźniej i wracam do starych nawyków.

Zdecydowanie jestem fanką obiadów, są tacy którzy lubią kolacje, inni celebrują śniadania, jeśli mają czas - ja muszę zjeść coś porządnego po powrocie z pracy. Inaczej szukam, podjadam, mam 'syndrom niespokojnego brzucha'. Dopiero napełnienie się po uszy pozwala mi się odprężyć, poczuć błogo i bezpiecznie.

Zapiekanka z fetą i szpinakiem




Składniki:
1 opakowanie ciasta francuskiego
1 opakowanie fety
150 gr sera żółtego lub jedna mozzarella
1 opakowanie szpinaku mrożonego w brykiecie
2-3 ziemniaki
2 cebule, 2 ząbki czosnku
ok. kubek śmietany 18%
1 jajko
sól, pieprz czarny
1/2 łyżeczki kuminu
1 łyżeczka gałki muszkatołowej
sezam do posypania

Przygotowanie:
Przygotować szpinak. Rozmrozić go w rondelku na maśle, dodać gałkę muszkatołową i kumin, wbić jajko i wymieszać aż się zetnie. Posolić. Dodać na oko śmietany, jednak tyle, żeby w niej nie pływał.
Ugotować ziemniaki i rozgnieść je z odrobiną śmietany, żeby były gładkie. Następnie wkruszyć do nich połowę sera feta i wlać śmietanę, jeszcze utrzeć razem na jednolitą masę. W razie potrzeby dodać jeszcze śmietany.

Czosnek wycisnąć i podsmażyć z pokrojoną w piórka cebulą. Dodać do tego szpinak, wymieszać.
Nagrzewać już piekarnik do temperatury 200 stopni.

Naczynie do zapiekania wysmarować oliwą, wyłożyć dno ciastem francuskim, aby naczynie było całe wypełnione. Ponakłuwać spód widelcem, żeby był przepływ powietrza. Posmarować spód miazgą z ziemniaków. Następnie wyłożyć na wierzch cały szpinak, przykryć resztą ciasta francuskiego. Ponownie ponakłuwać ciasto.
Wierzch posypać kruszoną fetą i startym na dużych oczkach serem żółtym lub porwaną mozzarellą. Posypać sezamem.
Zapiekać 30-35 minut w piekarniku.

Pochodzenie przepisu niestety jest mi nieznane. Musiałam go skądś spisać, ale jest przy nim sporo notatek, więc nie podam źródła niestety.

wtorek, 9 marca 2010

Delikatny smak tagliatelle



Dziś łagodzący podniebienie makaron ze szpinakiem i serem pleśniowym, zanim jednak przepis, kilka refleksji.

Czy widział ktoś nowy program Magdy Gessler "Kuchenne rewolucje"? Niecierpliwie czekałam na premierę, bo lubię jadać na mieście często, i bo niepokoi mnie w jakim stanie są nasze restauracje. A poza tym, lubię też popatrzeć jak ktoś wpada i robi kompletną, że tak powiem 'rozpierduchę', które to zadanie stało się udziałem Magdy Gessler.
Pierwsza rzecz, pozytywnie zaskoczyła mnie sama prowadząca. Choć traktowałam ją zawsze z szacunkiem, bo nie jest łatwo utrzymać na dobrym poziomie kilka restauracji na raz, to jednak nie do końca z sympatią. Drażnił mnie szczebiot pani Magdy, jej barokowość, jej cukierkowość. A tu okazało się, że to kobieta, która potrafi ludźmi potrząsnąć, wyegzekwować swoje polecenia i sporo w niej ognia. Podobał mi się sposób w jaki rozmawiała z ludźmi, bo nie było tu miejsca na rozstawianie ich po kątach, tylko cierpliwe wytykanie błędów, ale cały czas z szacunkiem. Podobało mi się też, że w odpowiednim momencie sama zakasała rękawy i wzięła się do roboty.

Natomiast sama restauracja to już inna kwestia. Takich, jak ta pokazana w 1 odcinku, jest multum, jest większość obawiam się. Obsługa brana z łapanki, która nie ma nie tylko przeszkolenia w obsłudze, ani nie wie co w zasadzie składa się na ich menu, ale nie ma też elementarnych zasad kultury osobistej czy schludnego wyglądu. Z obsługą podobnie jak z toaletą w lokalu, jeśli toaleta brudna, kuchnia brudna. Jeśli ktoś zatrudnił słabą obsługę, raczej nie przykłada się też do doboru personelu kuchennego, a tym samym do jakości naszego jedzenia.
Każdy ma fatalne doświadczenia z pobytu w restauracjach, nawet tych drogich, których pozornie byśmy o to nie podejrzewali. Przykre, ale coraz częściej wycieczka do jakiegoś lokalu kończy się niezadowoleniem, a mała rzecz jak nieostre sztućce może całkiem zepsuć radość z posiłku.

Polskie restauracje mają więc długą drogę do przebycia, zarówno pod względem wystroju, obsługi, jakości potraw i zasad autopromocji. Miejmy więc nadzieję, że właściciele lokali będą gromadnie zasiadali przed ekranem i coś tam do nich trafi. Mnie to się marzy taki trochę inny program kulinarny. Ukryta kamera, niezapowiedziana wizyta w restauracji i wyjątkowo irytujący gość. To by dopiero było ciekawe!

A dziś danie niezwiązane tematycznie z powyższym postem. Po kilku dniach zupy cebulowej, miałam już jednak dość pokrzepiających pokarmów i zdecydowałam się na delikatny makaron z serem pleśniowym, na który przepis znalazłam na opakowaniu makaronu szpinakowego, którego marki niestety nie pamiętam, ale brzmi 'z włoska' z nazwy. Kubki smakowe odpoczywają przy tym daniu, a przy tym jest proste i smaczne.

Makaron tagliatelle z kurczakiem i szpinakiem



Składniki:
400 gr makaronu, najlepiej szpinakowy
450 gr mrożonego szpinaku w brykiecie
pierś kurczaka
2 średnie cebule
2 ząbki czosnku
100 gr sera pleśniowego (Lazur,Rokpol)
szklanka śmietany 18%
łyżka masła
sól,pieprz,gałka muszkatołowa

Przygotowanie:
Makaron ugotować al dente i przelać zimną wodą.W rondlu roztopić masło,dodać szpinak,powoli go zasmażając.Gdy już będzie ciepły, dodać rozgnieciony czosnek,posolić i popieprzyć wedle uznania.Na patelni zrumienić kawałki kurczaka,dodać pokrojoną na półplastry cebulę.Zeszklić,następnie przełożyć do szpinaku,zalać śmietaną i chwilę poddusić. Teraz trzeba dodać makaron i wszystko wymieszać, może więc być konieczne podmienienie garnka, bo danie może nie zmieścić się w rondlu.Do tego dodajemy pokrojony w kostkę ser pleśniowy.Chwilę dusimy aż ser zacznie się roztapiać. Na końcu posypujemy odrobiną gałki muszkatołowej.

A widzicie ten syfon na zdjęciu?! Kto jeszcze pamięta wycieczki po wodę sodową? A potem sodówka z sokiem malinowym... to były czasy...

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Gotowanie i blogowanie

Wczoraj był tak mroźny dzień, że nie pozostawało nic innego jak tylko zawinąć się pod futrzanym pledem i obejrzeć coś tzw. "życiowego".
Wybór padł na "Julie&Julię", film, który choć miał premierę u nas już kilka miesięcy temu, jakoś mnie ominął. Haniebne, bo za punkt honoru biorę sobie oglądać wszystko, co tylko pojawia sie nowego na ekranie i ma jakąkolwiek wartość.



Spodziewałam się słabego cukrowatego filmidła, a tu niespodzianka. Dobrze znane problemy, dawno przerobione wahania. Bohaterki filmu są dwie, jedna uczy sie gotować (przełom lat 50/60), druga uczy sie prowadzić bloga gotując. Obie szukają sensu życia w kuchni, obie płaczą nad przypaloną potrawą czy źle pokrojoną cebulą. W końcu obie odnoszą sukces okupiony dłońmi z teflonu, kilkoma dodatkowymi kilogramami i lekkim kryzysem życiowym. Nie zdradzę chyba tajnej receptury, jeśli powiem, że żyły potem długo i szczęśliwie.

Pocieszające to w kontekście tego, że mnie się danie nie udało...
Oj, jak długo zbierałam się do zrobienia gnocchi, przeglądałam przepisy i szukałam tego, który mnie zainspiruje ostatecznie do gotowania. Na swoje nieszczęście takiego nie znalazłam, i zabrałam się do gotowania przekonana, że jak połączę 3 różne i zrobię 'na oko', to na pewno wyjdzie. W końcu kluski to nie filozofia trzeciego stopnia!



I dostałam nauczkę. Niby wyszły, szpinakowe, z gałką muszkatołową, serem pleśniowym i nawet mąką gryczaną, czyli wszystkim co powinno się złożyć na rewelacyjne, jedwabiste kluseczki, ale ...
Kluchy wyszły przyciężkie, za bardzo było je czuć mąką a za mało szpinakiem. No dobrze, przyznam się, szpinaku jakimś cudem nie było w ogóle czuć!
Dziś odgrzałam resztę z czosnkiem i suszonymi pomidorami na ziołowej oliwie, ale sytuacja nie uległa poprawie niestety.

Daleko im było do gnocchi z sosem myśliwskim, które jadłam niedawno w Toskanii. I jeszcze żeby katastrofy dopełnić, zdjęcia też wyszły słabe, bo za późno zabrałam sie do roboty i zdjęcia robiłam potem na szybko przy niedoborze światła.

Jednym słowem, porażka. I można sie tylko jeszcze zdołować a la Julie Powell, czy ktoś w ogóle to czyta poza moją mamą?

środa, 13 stycznia 2010

Pod obfitym brzuchem Buddhy



Strasznie długo czekałam aż w Łodzi pojawi się hinduska restauracja. Gdy w końcu pierwsza zawitała do jednej z oficyn na ul. Piotrkowskiej, kompletnie nie przypadła mi do gustu. Pamiętałam, że akurat recenzowałam ten przybytek do gazety, niezbyt pochlebnie, a potem musiałam zmagać się z niezadowolonym właścicielem...

Na szczęście potem otworzono kolejną, a całkiem niedawno, jeszcze jedną. Trzeba więc było wybrać się na zwiady. Uwielbiam kuchnię hinduską ze względu na zapachy, kolory i smak. Nie jestem w tym względzie taką całkowitą amatorką, bo pracowałam swego czasu dorywczo za granicą w dwóch takich restauracjach. Napatrzyłam się więc, nawąchałam i pojadłam. I to wcale nie po kryjomu, bo właściciele wręcz wymagali od personelu żeby wiedział co podaje, na co oczywiście nie trzeba mnie było długo namawiać.



Do restauracji Buddha wybrałyśmy się z koleżanką po południu, więc ruch był niewielki, co absolutnie nas nie odstrasza, bo można się wtedy czuć całkiem swobodnie a nawet nie obawiać się, że sie człowiekowi poleje sos na brodę.

Wystrój jest tradycyjny, kolorystyka brązowo-różowa, dyskretne oświetlenie, ładnie przybrane stoły. Generalnie - jak najbardziej w porządku. Jedyne co mi przeszkadza to jakaś plaga instalowania plazm na ścianach w miejscach, gdzie one kompletnie nie pasują. Doceniam, że chociaż leciał bollywoodzki film, ale wolałabym muzykę sączącą się w tle, a nie huczący nad moją głową sprzęt.

Obsługa szybka, pomocna i nienachalna.
Bardzo miło, że na przystawkę goście dostają kukurydziane placki oraz dwa sosy, miętowy i słodko-kwaśny aby umilić sobie oczekiwanie - a nie jest to regułą w innych restauracjach hinduskich. Menu tak bogate, że trudno wybrać jedną pozycję. Poszłam z 'małym głodem', ale po prostu nie mogłam się oprzeć. Wahałam się pomiędzy zupą ze słodkiej kukurydzy a warzywami gotowanym w mleku kokosowym, ale jak zawsze skończyłam na mięsnym daniu.

W zasadzie obie z Kasią wybrałyśmy to samo, tylko Katarzyna wzięła kurczaka a ja baraninę gotowaną w sosie z czosnkiem, imbirem, zieloną papryczką chili, wymieszaną ze szpinakiem.
Danie było podawane z plackiem roti z masłem - rewelacyjnym po prostu. Miseczka z mięsem wydawałam się może niewielka, jednak uwierzcie mi, można się było najeść. Mięso było bardzo delikatne, sos gęsty i kremowy, ostry ale w sam raz. Podejrzewam, że gdyby ktoś siedział z boku, usłyszałby jak mruczymy z zadowolenia!



Na deser absolutnie nie było miejsca - jest za to po co wrócić - popiłyśmy tylko indyjską masala chai.
Do rachunku dołączono cukiereczki na odświeżenie oddechu, przyznam się szczerze że z powodu ich kadzidełkowego zapachu i dużej zawartości anyżu przez moment zastanawiałam się czy nie zjadłam właśnie zapachowej kulki do szafy...

Polecam wszystkim: strona restauracji to www.buddha.info.pl