Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 lipca 2011

Czekoladowe z borówkami



Rzadko robię ciasta ostatnio. Przyczyna jest prosta, zjadam je potem sama i mam wyrzuty sumienia.
I niestety, podjadam słodycze gotowe. Wczoraj odwiedziłam stoisko Chocolate Company (jest w Galerii Mokotów i w Złotych Tarasach). Jakie tam mają pyszności! Czekolady podstawowych smaków, korzenne, waniliowe, z zatapianymi owocami kandyzowanymi i orzechami w miodzie. Do tego kostki czekoladowe z wbitymi w nie patyczkami, które można rozpuścić w kawie czy gorącym mleku. Czekolada w puszce do fondue, i geste smarowidła do wafli czy na grzanki - uwierzcie mi - Nutella wysiada przy tym! Tanio nie jest (mała kwadratowa czekolada to wydatek 15 zł, pasta czekoladowa kosztuje 35 zł), ale co jakiś czas można się na to skusić. Na dodatek sprzedawczynie pięknie pakują zakupy, więc to dobry pomysł na prezent.

Wracając do ciasta. Trudno zdecydować się z czym piec. Czereśnie, maliny, jagody - ja wybrałam borówki, ale można użyć też malin, bo nie puszczają tak bardzo soku.
Ciasto jest zwarte, nie kruszy się, a owoce tkwią w nim jak w oprawie. Świetne do kawy.

Czekoladowe ciasto z borówkami




Składniki:
1 czekolada 70% kakao
5 jajek
230 gr. masła
1/2 szklanki bardzo drobnego cukru
2/3 szklanki mąki pszennej
łyżka espresso
1 łyżeczka cynamonu, szczypta kardamonu
pół opakowania borówek amerykańskich
cukier puder do posypania

Przygotowanie:
Czekoladę, masło i kawę rozpuścić w kąpieli wodnej. Przestudzić.
Jaja ubić z cukrem na puszystą masę. Delikatnie wymieszać z masą czekoladową. Mąkę przesiać z cynamonem i ostrożnie wmieszać do masy. Ciasto wylać do okrągłej formy (wyłożonej papierem i posmarowanej masłem) średniego rozmiaru. Na wierzchu poukładać borówki, zatopić je w cieście, ale tylko do połowy.
Piec przez 40-45 minut w temperaturze 160 stopni. W środku będzie lekko miękkie, a wierzch będzie miał cienką skorupkę.
Gdy ciasto ostygnie, posypać je cukrem pudrem.

Przepis zainspirowany ciastem Arabeski

piątek, 18 lutego 2011

Ze Złotej Księgi Czekolady


Mam bardzo brzydką przypadłość... Kiedy bardzo czegoś chcę, zrobię wszystko żeby to dostać. Wydaje mi się wtedy, że życie będzie lepsze i pełne, gdy będę to miała. A ja będę wtedy spełniona i kompletna. Brzmi jakbym szukała jakichś wielkich rzeczy w życiu, ale zwykle chodzi o prozaiczne sprawy, książki, buty, torebki, kosmetyki czy miski do kuchni. Klasyczny przypadek zakupoholizmu i kompensowania sobie różnych rzeczy zakupami.

Złota Księga Czekolady chodziła za mną kilka miesięcy, zanim postanowiłam, że ulegnę jej w sposób przewrotny. Nie kupię sama, tylko każe kupić ją sobie na urodziny (dzięki dziewczyny:). Zachwyciłam się nią, obwąchałam, obmacałam, ze dwa tygodnie leżała na widoku i snułam plany pieczenia czekoladowych gór, a potem przy sprzątaniu położyłam ją na półkę i tak sobie tam biedna i porzucona leży. Moja miłość jest jak widać krótka i nietrwała.

Przeprosiłam się z nią niedawno, bo nie zasłużyła na takie traktowanie. To świetne pozycja, pięknie wydana, przepisy są efektowne i o różnym stopniu trudności. Na początek nie chciałam się zniechęcać swoimi nieudanymi wypiekami, wybrałam więc czekoladowe palmiery. Nie do spaprania:)

PS: Czy zauważyliście, czy macie już w swoich spiżarkach ciasteczka Oreo, które ze 2 tygodnie temu weszły na nasz rynek?
To czekoladowe markizy, które dotąd można było kupować tylko za granicą. Ciasteczko jest gorzkie, mocno czekoladowe, a w środku ma śmietankowy biały krem. Ja lubię jeść je w całości, nie jak na reklamach.
Do Polski wprowadza je Krafts Food i podobno chce podbić rynek. Prawdę mówiąc jestem ciekawa jak im się to uda, skoro 370 gramowa paczuszka kosztuje 7 zł.
To niby nie dużo, ale jakoś nie widzę, jak Polacy pędzą po ciastka za tę cenę, skoro zwykle wykosztowują się na Delicje.

Palmiery czekoladowe



Składniki:
opakowanie ciasta francuskiego
tabliczka gorzkiej czekolady
2 łyżki gorzkiego kakao
2 łyżki brązowego cukru
2 łyżki cukru pudru

Przygotowanie:
Roztapiamy czekoladę w kąpieli wodnej. Wyjmujemy ciasto z lodówki i zaznaczamy jego środek. Smarujemy je lekko przestudzoną czekoladą po całej powierzchni i posypujemy kakaem przez sitko. Wtedy zawijamy boki do siebie w rulon, tak żeby spotkały się w środku ciasta. Następnie obtaczamy szybko rulon w cukrze pudrze (ciasto robi się miękkie od czekolady) i wstawiamy na jakieś 15 minut do lodówki, zawinięty w papier do pieczenia. W międzyczasie nagrzewamy piekarnik do 200 stopni.
Po wyjęciu kroimy rulon w 1 centymetrowe plastry, i układamy na blasze w 2 centymetrowych odstępach. Posypujemy po wierzchu brązowym cukrem i wstawiamy na ok. 10 minut. Trzeba kontrolować sytuację, bo ciastka łatwo się palą. Dobre na ciepło i na zimno.

piątek, 14 stycznia 2011

W stylu vintage


Zwykle nie piszę tutaj o firmach i markach związanych z kulinariami, chociaż kiedyś na początku planowałam, że będę się tu mogła wyżywać, pozytywnie i negatywnie. No to dzisiaj będzie na plusie.

Powód do tego dała mi marka Wedel, która obchodzi teraz 160 lat swojego istnienia. Od razu zaznaczam, że nie jest to post sponsorowany a czekoladę zafundowałam sobie sama. Wedel z okazji swojego święta przygotował limitowaną edycję opakowań o której warto napisać. Zatrudnił młodych polskich artystów do zaprojektowania 'ubranek' w stylu vintage swoim sztandarowym produktom. Stylowe nadruki dostała m.in. moja ulubiona czekolada gorzka i mleczna, kochany Torcik Wedlowski, Mieszanka Krakowska, Ptasie Mleczko i Baryłki. Przyznam, że takie opakowania pasują mi bardziej niż te standardowe, aż szkoda, że są tylko na chwilę.

I tu dwa słowa o designie polskich słodyczy. Oprócz Krakowskiego Kredensu, większość opakowań drażni ordynarnymi kolorami, plastikowymi foliami i paskudnymi rysunkami. Ja wiem, że ma być kolorowo i wesoło, bo słodycze w większości jednak kupują dzieci, ale chyba dobry smak - także ten estetyczny - warto wdrażać już od małego?
Daleko nam jeszcze do tradycyjnych opakowań brytyjskich, lub ciekawie zaprojektowanych skandynawskich opakowań słodyczy. W dalszym ciągu polscy producenci są zachowawczy i idą po najmniejszej linii oporu. A warto może postąpić tak jak Wedel, który oddał pola młodym grafikom i designerom, i powstała z tego naprawdę apetyczna linia?

Oby reszta firm poszła za ich przykładem.

PS: Dzięki Czarkowi za apetyczną paczkę:)

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Mój pierwszy sernik


Nigdy nie byłam i nie zostanę zdeklarowaną fanką serników, ja należę raczej do tych co wolą ciasta kruche albo ciężkie czekoladowe. Ale czasami miewam na sernik ochotę i to ciasto jest tego wynikiem.
Przekopałam się przez jakieś 20 przepisów z internetu, wiedziałam czego szukam, i zdecydowałam się na sernik Kasi z bloga "Gotuję bo lubię", przepis jest tutaj.
Udał mi się nadspodziewanie dobrze, aksamitny, z nutą cynamonu i grubą polewą czekoladową na wierzchu - i wyglądał tak pięknie i świątecznie, że szkoda mi go było kroić. W przepisie zmieniłam:
* dodałam ok. 1 łyżeczki cynamonu do spodu ciasta, goździki i trochę więcej ciastek
* do samego ciasta dałam masę krówkową orzechową i nie było konieczności podgrzewania jej
* wierzch zrobiłam z roztopionej całej tabliczki czekolady z łyżką masła i jak zastygał posypałam go płatkami migdałowymi

Ostatnio opuściłam się w blogowaniu swoim i zaglądaniu na inne blogi, czasowo po prostu nie wyrabiam. Codziennie podróżuję PKP i w sumie mam wrażenie, że więcej czasu spędzam w pociągu niż w samej pracy - bo tam czas płynie szybko. Ile to się można w pociągach nasłuchać i napatrzeć! Bezcenne! Te dialogi, cały przekrój dziwnych i dziwacznych zachowań ludzkich, twarzy za które reżyser castingu filmowego dałby się pokroić.
Tak sobie myślę, że wspólna podróż, nawet taka krótka, to jest pewnego rodzaju romans. Szczególnie widać to, gdy samemu już się siedzi w przedziale i zaczynają zbierać się ludzie. Co sprawia, że mając jeszcze wolne miejsca w innych przedziałach, ludzie siadają akurat w tym przedziale? Co sprawia, że ja pchnięta impulsem, błyskawicznie decyduję czy otworzyć drzwi czy iść dalej? Decyduje tylko ułamek sekundy... Bywa, że w przedziale robi się fajna atmosfera, można zamienić z ludźmi kilka słów, a czasem jest gęsto że można nożem kroić. Bawi mnie czasem obstawianie na kogo trafię tym razem...

Sernik 'dulce de leche'



Składniki:
Spód:
paczka herbatników digestive + 1/2 paczki herbatników Bebe
100 g masła
1 łyżeczka cynamonu, szczypta goździków

Masa serowa:
1 kg twarogu President
1 szklanka cukru
4 jajka
kubeczek kremówki - Bakoma
1 puszka masy krówkowej orzechowej
1 budyń waniliowy

Wierzch:
tabliczka gorzkiej czekolady + 1 łyżka masła
garść płatków migdałów

Przygotowanie:
Ciastka mielimy w torebce na proszek - najlepiej tłuczkiem, dodajemy cynamon i goździki i roztopione masło. Taką masą wykładamy tortownicę, dociskamy dokładnie tłuczkiem do ziemniaków i wstawiamy do lodówki. Ser ubijamy z cukrem, dodajemy jajka, kremówkę, kajmak i wsypujemy budyń. Całość miksujemy jeszcze chwilę i wylewamy na spód z ciastek. Pieczemy w temperaturze 180 stopni ok. 70 minut. Ja na 10 minut przed końcem wyłączyłam górne grzałki. Odstawiamy na noc do lodówki.




Nazajutrz roztapiamy czekoladę z masłem, smarujemy ciasto i posypujemy płatkami. Trzymamy je potem w lodówce.
Wbrew pozorom, tak jak pisze Kasia, ciasto wcale nie jest za słodkie, jest w sam raz, delikatne i puszyste.

niedziela, 4 kwietnia 2010

Czekoladowy zawrót głowy




Ten przepis trzymałam specjalnie na święta. Jak tylko zobaczyłam go na blogu Liski, wiedziałam, że trzeba zostawić je na jakąś niecodzienną okazję.
Kokos, czekolada i wiśnie to połączenie, które wyjątkowo trafia mi do przekonania, choć może jest aż zbyt bogate - a nadmiar, wiadomo, zwykle szkodzi.

Ciasto robi się naprawdę szybko, nie trzeba używać miksera, co dodatkowo mnie przekonuje. Wiśnie kandyzowane kupiłam w Tesco, po 100 gr paczuszka, i choć Liska podaje właśnie 100, wydawało się to zdecydowanie za mało. Wiórki kokosowe z kolei zamieniłam na kupione niedawno przez Internet płatki kokosa. Podaję więc przepis już ze swoimi zmianami.

Muszę jednak przyznać, że choć ciasto pięknie pachnie i pięknie wygląda, okazało się dla mnie zbyt słodkie. W zasadzie bardziej przypomina blok czekoladowy niż brownies, lepiej też trzymać je w chłodnym miejscu. To propozycja zdecydowanie dla czekoladowych ekstremistów.

Kokosowe brownie z kandyzowanymi wiśniami



Składniki:
200 gr czekolady gorzkiej, 70% kakao
100 gr czekolady deserowej
200 gr kandyzowanych wiśni
100 gr masła
250 gr cukru trzcinowego
75 gr miodu
4 jajka
80 gr mąki pszennej
70 gr płatków kokosowych

Przygotowanie:
Na ogniu rozpuszczamy masło, cukier i syrop. Mieszamy, żeby cukier się rozpuścił.
Zdejmujemy garnek z ognia, dodajemy połamaną na kawałki czekoladę, dokładnie mieszamy aż czekolada się rozpuści. Dodajemy po 1 jajku, i szybko mieszamy masę. Wsypujemy mąkę częściami oraz płatki kokosowe i mieszamy na gładką masę.

Okrągłą tortownicę (u mnie średnica 26 cm) smarujemy masłem i osypujemy mąką.Wlewamy masę czekoladową, posypujemy wiśniami. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 160 stopni i pieczemy przez 30 minut. Nie ma się co dziwić, że po tym czasie ciasto jest w sumie półpłynnej konsystencji, ono się do końca nie dopiecze. Zostanie takie na wpół niedopieczone, mokre w środku.
Należy je wyjąć z pieca i poczekać aż ostygnie, potem schłodzić przez noc w lodówce, aż będzie konsystencji właśnie bloku czekoladowego.



A po zjedzeniu kawałka, więcej się nie da rady, biegać chyba z południa na północ Polski, żeby stracić te wszystkie kalorie.

sobota, 20 lutego 2010

Weekend na czekoladowo



Wiedząc, że zbliża się czekoladowy weekend organizowany przez Beę, postanowiłam coś mega słodkiego zrobić, tak bardzo grzesznie kalorycznego, że na samą myśl puchnie człowiek w spodniach.

Zresztą pogoda pod zdechłym azorkiem, to co można robić innego jak tylko piec i się opychać. Już zaplanowałam, że nie zamierzam nigdzie dziś wychodzić na miasto, więc można się oddać rozpuście.

Szczerze mówiąc, czekoladę najbardziej lubię w postaci stałej, gorzką, z dodatkiem skórki pomarańczowej, albo z marcepanem. Wszystkie ciasta i desery z czekoladą, są u mnie na drugim miejscu. W szufladzie zawsze mam zabunkrowane ze dwie tabliczki swoich ulubionych. Czuję się wtedy bezpieczniej, jak wiem, że są - na wszelki wypadek, na atak słodkiego łakomstwa. Nigdy nie umawiam się ze sobą, że zjem teraz całą czekoladę, ale jak tak oderwę jeden rządek, to potem idę do kuchni po następny i kolejny. A potem to nie ma co zostawiać już tych dwóch na jutro, i w ten sposób nagle orientuję się, że wsunęłam już całą. Potem zaczynają się wyrzuty sumienia, ale to już całkiem inna historia...


Mazurek krówkowo-czekoladowy




Niedawno w sklepach pojawiła się nowa wersja masy krówkowej, kokosowa. A ja nie dość, że uwielbiam kokosowe wszystko, to czuję się w obowiązku próbowania wszystkiego nowego, co się pojawi na sklepowych półkach. Masa swoje odleżała, aż znalazłam przepis i powód żeby z nią zatańczyć.
Przepis znalazłam na blogu Wprawki kuchenne, a masę czekoladową dodałam sama. Przepis na krem czekoladowy inspirowany jest przepisem Agaty, zmieniłam tylko ilość czekolady i dodałam wiórki kokosowe.

Składniki:
35 dag mąki pszennej
50 gr cukru pudru
20 dag masła, ja dałam więcej (całą paczkę) bo ciasto było za suche
duża łyżka śmietany kwaśnej 18%
2 żółtka
puszka masy krówkowej

Krem czekoladowy:
tabliczka czekolady gorzkiej
1/3 szklanki cukru brązowego
20 gr masła
1/3 kubeczka śmietany 12% (60 ml)
1/2 kubeczka śmietanki kremówki 36% (100 ml)
wiórki kokosowe

Przygotowanie:
Składniki na ciasto łączymy ze sobą, wyrabiamy ciasto. Owijamy je folią i wstawiamy do lodówki na jakąś godzinę. Następnie wykładamy ciastem (wałkowanie nie było konieczne - ciasto rozbiłam w foremce dłońmi) nasmarowaną masłem tortownicę i wkładamy je do piekarnika na 30 minut w temperaturze 200 stopni, aż spód zacznie brązowieć.

Gdy ciasto stygnie, masę krówkową wstawiamy do kąpieli wodnej - zanim osiągnie płynny stan minie minimum 30 minut. Na ostudzone ciasto wykładamy ciepłą masę krówkową. Czekamy 15 minut aż zgęstnieje w lodówce i na nią kładziemy krem czekoladowy.

W rondelku podgrzewamy cukier z masłem i śmietanką 12%. Gdy cukier się rozpuści, a płyn zacznie wrzeć, zmniejszamy ogień i mieszamy jeszcze przez 2 minuty. Zdejmujemy z ognia. Wrzucamy do płynu połamaną czekoladę i lekko podgrzewamy aż czekolada się rozpuści. Zdejmujemy z ognia i powoli dodajemy śmietanę kremówkę. Mieszamy aż krem będzie jednolicie brązowy. Wykładamy na masę krówkową, pokrywając równomiernie całe ciasto.


Wszystko posypujemy wiórkami kokosowymi i wstawiamy do lodówki aby warstwy się umocniły.

Sam spód nie jest słodki, ale za to równoważy niesamowitą słodycz masy krówkowej. Nie polecam tu dokładek lub krojenia sobie wielkich porcji, bo od ilości słodkości aż bolą zęby!

czwartek, 14 stycznia 2010

Białe popołudnie




Kilka dni temu była tak piękna, słoneczna pogoda, że aż szkoda było siedzieć w domu. Ale trudno, po południu miałam mieć gości, obiecałam, że coś upiekę, więc nie było mowy o wymigiwaniu się.

Na takie śnieżne popołudnie idealny wydawał się chleb bananowy z białą czekoladą. Szczególnie, że przepis jest prosty (takie lubię najbardziej) i pasuje idealnie do aromatycznej herbaty i pogaduszek z mądrymi kobietami.

W zasadzie chleb jest to tylko umownie, bo smakuje jak lekkie ciasto deserowe, jednak zachowałam oryginalne nazewnictwo dla porządku. Ponieważ mieszkam w bloku, którego okna wychodzą na mały park, kiedy na ziemi i drzewach leży śnieg, sceneria jest bajkowa. Właśnie kiedy powoli zapada zmierzch a niebo robi się z niebieskiego różowo-pomarańczowe, spokojnie można spędzić godzinkę spoglądając z rozmarzeniem na wyludniony skwer. Oczywiście zagryzając słodkim chlebkiem...



Składniki:
2 dojrzałe banany
1/3 paczki masła
1/3 szklanki cukru - ja użyłam brązowego
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 jajko
1 i 1/4 szklanki mąki
1 i 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki cynamonu
szczypta soli
1,5 tabliczki białej czekolady
Kilka migdałów

Przygotowanie:
Banany rozgniatamy tłuczkiem do ziemniaków.
W misce ucieramy robotem masło z cukrem, wlewamy podczas ucierania ekstrakt wanilii.
W drugiej misce łączymy mąkę, proszek do pieczenia, sodę, cynamon i sól.
Do masła z cukrem dodajemy na przemian masę bananową oraz suche składniki i za każdym razem mieszamy.
Dodajemy 3/4 połamanej na małe kawałki czekolady.

Keksówkę smarujemy masłem i osypujemy mąką. Wkładamy masę do formy i wsuwamy do nagrzanego do 175 stopni piekarnika. Pieczemy 50-60 minut.
Uwaga: ciasto dość szybko wyrasta i długo jest mokre w środku , więc trzymajmy się raczej czasu pieczenia.



Gdy ostygnie, polewamy je roztopioną czekoladą i posypujemy migdałami. U mnie niestety chwila nieuwagi spowodowała, że czekolada się zsiadła i wyszedł z niej krem, co jednak nie zepsuło smaku.

I jeszcze mała uwaga, na świeżo ciasto kroi się ciężko i rozpada. Lepiej odstawić je do następnego dnia, wtedy łatwiej podzielić je na kawałki i ma lepszą konsystencję.

Przepis pochodzi z programu "Na słodko" z Kuchnia Tv

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Ciastka dla zamotanych



Kiedy gotuję sama, rzadko zdarza mi się pomylić coś w przepisie. A już poplątać coś dwu czy trzykrotnie, nie zdarza się nigdy. W święta wypróbowywałyśmy z mamą nowy przepis na ciastka owsiane - w końcu największą przyjemnością było samo ich przygotowanie, nawet nie jedzenie.
Była z tego kupa śmiechu, gdy okazało się, że poprzestawiałyśmy niechcący wszystko co możliwe. Począwszy od ilości płatków owsianych, na zmianie niektórych składników i dosypaniu przez roztargnienie cukru do płatków, zamiast do ucieranych z masłem jajek, kończąc... Co ciekawe, ciastka i tak się udały, co jest tylko dowodem na to, że każdy mniej uzdolniony domowy piekarz może się za nie swobodnie zabrać.
Jak mówi pewna moja znajoma, płatki owsiane są dobre na poprawną perystaltykę jelit, więc są jak znalazł podczas tego agonalnego obżarstwa.

Składniki (podaję jak być powinno):
40 dkg płatków owsianych
10 dkg mąki
10 dkg masła do wypieków
ok. pół szklanki brązowego cukru
łyżeczka cukru pudru
pół łyżeczki proszku do pieczenia
łyżeczka ekstraktu waniliowego
szczypta soli
jajko
10 dkg suszonych żurawin
biała czekolada dobrego gatunku
80 dkg obranych i posiekanych na kawałki migdałów

Przygotowanie:
Wymieszaj ze sobą mąkę, proszek do pieczenia, sól i płatki owsiane.
Do utartego masła z cukrem brązowym i cukrem pudrem dodaj jajko i wanilię - wyrób na krem.
Wymieszaj krem z masą z mąki i płatków - dosyp żurawiny, migdały i pokrojoną w kawałki czekoladę.
Wymieszaj i z masy formuj placki na blasze wyłożonej pergaminem.
Piecz 15-20 minut w temperaturze ok. 190 stopni.
Ciastka po wyjęciu będą miękkie - wtedy są najlepsze - ale po ostygnięciu stwardnieją.


P.S. Mam nadzieję, że nie wszyscy objedli się tak okrutnie jak my w te święta...

poniedziałek, 14 grudnia 2009

W odmętach czekolady

Jestem obrzydliwą fanką świąt, za co nienawidzą mnie wszyscy moi znajomi, katowani co roku Frankiem Sinatrą i innymi trzeszczącymi nagraniami. Nie żebym wariowała tak ze względów religijnych, do tego mi daleko, ale uwielbiam tę atmosferę, specyficzny klimat i jakiś bezczas, który się wtedy wytwarza. Co roku marzę sobie, że wyjadę do jakiegoś pensjonatu w dalekie śniegi, będę miała pokój z kominkiem i dzwonek przy łóżku żeby wzywać po kolejne porcje grogu...

Na razie się to nie spełniło, więc trzeba sobie pomagać innymi sposobami. W okolicy świąt zawsze nachodzi mnie chęć na pieczenie czekoladowych ciast, pierników i babeczek, które już samym zapachem działają na wyobraźnię. Jako że od niedawna jestem właścicielką pięknej formy na mufinki, rozwijam umiejętności w tym kierunku.

Dziś prosty przepis na czekoladowo-kokosowe babeczki, które nie mają prawa nie wyjść:

Składniki:
1/2 opakowania masła do wypieków
1/4 szklanki białego cukru
1/4 szklanki cukru muscovado
3 jajka
szklanka mąki
3/4 szklanki wiórków kokosowych
5 płaskich łyżek kakao spożywczego
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

Przygotowanie:
Masło ucieramy z całym cukrem na gładką masę. Po kolei dodajemy jaja, ucierając masę w międzyczasie. Odstawiamy naczynie na bok.
Łączymy ze sobą mąkę, proszek do pieczenia, kakao i wiórki kokosowe.
Dodajemy do masy jajecznej.
Formę na babeczki smarujemy masłem (nie jest koniecznie wykładanie jej papierowymi foremkami) i wlewamy do środka ciasto.

Pieczemy w temperaturze 180 stopni Celsjusza przez ok. 15 minut. Po wyłączeniu piekarnika zostawimy babeczki w piekarniku aż przestygną.
W przepisie było napisane, że można je podawać na ciepło z lodami karmelowymi, ale same w sobie są wystarczająco dobre, a kalorie z lodów możemy zachować na kolejny posiłek;-)

Przepis pochodzi z jakiejś gazet, niestety nieprzytomnie wycięłam go i zapomniałam z jakiego pisma pochodzi... poprawię się kolejnym razem