Wybór padł na "Julie&Julię", film, który choć miał premierę u nas już kilka miesięcy temu, jakoś mnie ominął. Haniebne, bo za punkt honoru biorę sobie oglądać wszystko, co tylko pojawia sie nowego na ekranie i ma jakąkolwiek wartość.

Spodziewałam się słabego cukrowatego filmidła, a tu niespodzianka. Dobrze znane problemy, dawno przerobione wahania. Bohaterki filmu są dwie, jedna uczy sie gotować (przełom lat 50/60), druga uczy sie prowadzić bloga gotując. Obie szukają sensu życia w kuchni, obie płaczą nad przypaloną potrawą czy źle pokrojoną cebulą. W końcu obie odnoszą sukces okupiony dłońmi z teflonu, kilkoma dodatkowymi kilogramami i lekkim kryzysem życiowym. Nie zdradzę chyba tajnej receptury, jeśli powiem, że żyły potem długo i szczęśliwie.
Pocieszające to w kontekście tego, że mnie się danie nie udało...
Oj, jak długo zbierałam się do zrobienia gnocchi, przeglądałam przepisy i szukałam tego, który mnie zainspiruje ostatecznie do gotowania. Na swoje nieszczęście takiego nie znalazłam, i zabrałam się do gotowania przekonana, że jak połączę 3 różne i zrobię 'na oko', to na pewno wyjdzie. W końcu kluski to nie filozofia trzeciego stopnia!

I dostałam nauczkę. Niby wyszły, szpinakowe, z gałką muszkatołową, serem pleśniowym i nawet mąką gryczaną, czyli wszystkim co powinno się złożyć na rewelacyjne, jedwabiste kluseczki, ale ...
Kluchy wyszły przyciężkie, za bardzo było je czuć mąką a za mało szpinakiem. No dobrze, przyznam się, szpinaku jakimś cudem nie było w ogóle czuć!
Dziś odgrzałam resztę z czosnkiem i suszonymi pomidorami na ziołowej oliwie, ale sytuacja nie uległa poprawie niestety.
Daleko im było do gnocchi z sosem myśliwskim, które jadłam niedawno w Toskanii. I jeszcze żeby katastrofy dopełnić, zdjęcia też wyszły słabe, bo za późno zabrałam sie do roboty i zdjęcia robiłam potem na szybko przy niedoborze światła.
Jednym słowem, porażka. I można sie tylko jeszcze zdołować a la Julie Powell, czy ktoś w ogóle to czyta poza moją mamą?
Ja czytam!!!!
OdpowiedzUsuńI ja, ja też czytam regularnie!
OdpowiedzUsuńa ja wałśnie teraz przeczytałam
OdpowiedzUsuńAle jakoś ja nawet nie łudzę się, że mnie by takie kluski wyszły