czwartek, 24 grudnia 2009

Korzenne i na słodko



Pierwszy raz jadłam bataty kilka lat temu, w pewne upalne lato, które spędzałam w Holandii. Dość dobrze pamiętam tamto popołudnie, kiedy gotowaliśmy dla znajomych nie bardzo wiedząc co z tymi bulwami zrobić.
Teraz już wiem, za to nie za często mam okazję je przygotować, bo w łódzkich sklepach nie widziałam ich jeszcze ani razu. Ani w Almie, ani nawet w pabianickim Piotrze i Pawle...
Śmieszna sprawa, że gdy pojechałam kilka dni temu do Warszawy, przywiozłam ze 'stolycy' w reklamówce upolowane radośnie słodkie ziemniaki.

Miła odmiana na świątecznym stole. Świetnie sprawdzają się jako przystawka, bo same w sobie są jednak odrobinkę nudne, dobrze pasują do rozmaitych steków, korzennych pieczeni i komponują się ładnie z marchewką czy dynią.


Tak wyglądają w procesie obróbki...


Zachwycają delikatnym słodkawym miąższem, pomarańczowym kolorem i chrupiącą skórką. W mojej wersji na święta, przygotowanie ich zajmuje jakieś 5 minut, upieczenie ok. 40 przy temperaturze 190 stopni.

Przygotowanie:
Nie ma potrzeby ich obierać, wystarczy wyczyścić dobrze skórkę szczoteczką, pokroić w plastry i ułożyć w naczyniu do zapiekania.
Skropić solidnie oliwą z oliwek, posolić, popieprzyć oraz oprószyć cynamonem oraz kuminem.

To wszystko...
A potem tylko pięknie pachną i są udaną ozdobą stołu.

Dzisiejszy wpis krótki i treściwy, bo garnki i brzuchy czekają. Na leniuchowanie czas przyjdzie może potem, bo jak na razie święta pędzą szybciej niż sanie Mikołaja...

Wesołych Świąt, i masy dobrego jedzenia, w końcu cała filozofia Bożego Narodzenia to dla mnie głównie bezkarne objadanie się bez wyrzutów sumienia;-)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza