piątek, 3 grudnia 2010

Po łyżce miodu



Nie wyobrażam sobie zimy bez osłody miodu. To pierniki z miodem czy bułka z masłem posmarowana miodem. Nie ma jak herbata z miodem i cytryną (choć nie powinno się dodawać miodu do gorącego, bo traci swoje właściwości)!
Nie wiem czy wy tak robicie, ale ja, jak mam spierzchnięte usta, smaruję je miodem i tak chodzę po mieszkaniu, ukradkiem go zlizując. Taka powoli dawkowana słodycz...

Chyba nikogo nie muszę przekonywać do kupowania miodu, przekonywać za to warto do tego, żeby nie kupować ich byle gdzie. Naprawdę nie warto tego robić w marketach, gdzie czasem wprost na etykiecie możemy dowiedzieć się, że to produkt miodopodobny. Ja najchętniej kupuję je na rynku, gdzie stoi sobie pan co przywiózł danej soboty kilka litrów miodu i ma dostępne raptem ze trzy odmiany. Jak go można zapytać na miejscu co i jak z tym miodem, gdzie pasieka i o co chodzi z tą krystalizacją, to od razu taki miód nabiera dla mnie wiarygodności. Niepotrzebny wtedy papierkowy certyfikat.

A o co chodzi z tą krystalizacją? Kiedyś myślałam, że miód to musi być płynny i irytowało mnie, że osadza się na ściankach słoika. Teraz krystalizacja jest dla mnie gwarancją, że miód jest naturalny. Stopień i szybkość jego krystalizacji zależy od stosunku glukozy do fruktozy w miodzie. I tak, jedne miody już po kilku dniach zaczynają się zasklepiać (jak rzepakowy) a inne, jak akacjowy czy spadziowy, mogą być płynne nawet do około roku.
Ciekawe, że teraz podobno bywają naturalne miody, które nie ulegają długo krystalizacji, bo pszczelarze ulegają naciskom klientów i stosują dekrystalizatory, czyli przed rozlaniem miodów do słoików podgrzewają je do wysokiej temperatury, żeby ładnie wyglądały w momencie kupna. Z czasem jednak i te się 'zcukrzają'.

Ja właściwie cały czas używam lipowego, ale z rzadka robię sobie odmianę z gryczanym - podobno polecanym przy nerwicach;-). Ostatnio popularne są różne cuda z dodatkiem wanilii czy lawendy, ale nie jestem do nich przekonana w wersji sklepowej. Chyba im prościej, tym lepiej.

Dziś przepis z łyżką miodu - pochodzi z bloga "Moje Wypieki"

Muffiny z gruszkami i imbirem



Składniki:
250 gr mąki pszennej - czyli 1 i 2/3 szklanki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
150 gr drobnego cukru - czyli jakieś 2/3 szklanki, może trochę mniej
75 gr jasnego brązowego cukru + do posypania muffin przed pieczeniem
1 łyżeczka imbiru mielonego
140 ml kwaśnej śmietany
125 ml oleju
1 łyżka miodu
2 jajka
2 gruszki, obrane i pokrojone w kostkę

Przygotowanie:
W jednym naczyniu wymieszać składniki suche: mąkę, proszek do pieczenia, cukier biały i brązowy, imbir.
W drugim naczyniu wymieszać składniki mokre: olej, roztrzepane jajka, śmietanę, miód. Połączyć ze składnikami suchymi, krótko wymieszać, tylko do połączenia składników. Dodać pokrojone gruszki i wymieszać.

Naszykować formę na muffiny, wyłożyć ją papilotkami, rozlać ciasto do ok. 2/3 wysokości foremki i posypać brązowym cukrem każdy niewyrostek.

Piec w temperaturze 200 stopni jakieś 20-25 minut aż się zezłocą. Muffiny są wilgotne w środku, niezbyt słodkie - wytrzymują 3 dni po upieczeniu.

13 komentarzy:

  1. Skąd teraz dostać gruszki ;>

    OdpowiedzUsuń
  2. W zeszłym tygodniu kupiłam w Almie, ale spokojnie można dodać jabłka, świat się nie zawali

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniałe rumiane muffiny :)
    miód jest najlepszy na spierzchnięte usta, zgadzam się. Nie wiem, jak mój mąż może nie lubić chleba z miodem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tez nie wiem :) sam piekę sobie chlebki i powiem ze czasem jak sie trafi na dobry przepis to wychodzi bajeczne pieczywko. A co do almy to akurat wczoraj byłem i u mnie nie było :( chciałem sobie deserek zrobić z lodami i czekoladą i zmieniłem na ananasa :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Mmmm... Miod jest faktycznie zimowym niezbednikiem. Taka brioszka z miodem na sniadanie. Albo lyzka miodu w owsiance. Ech, uwielbiam.
    A muffiny wygladaja bosko. Zreszta muffiny nie moga chyba wygladac inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój ulubiony miód to gryczany. Pochłaniam go w ogromnych ilościach - chyba jednak na nerwice nie pomaga -albo ja mam jakąś zaostrzoną wersję :-) (nerwicy oczywiście). Cudny przepis - na zimę doskonały. Uściski.

    OdpowiedzUsuń
  7. Najbardziej lubie miód gryczany, jest ostry w smaku i jedyny jaki jem na surowo- codziennie z granolą. Nie lubię smaku innych miodów i dlatego zawsze dodaje je do wypieków albo potraw. Dzieciakom daje miód spadziowy z Kamiannej

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój Wujek ma swoją pasiekę. Co prawda jego samego nigdy nie miałam przyjemności poznać, jednak miód zawsze dostajemy od niego i smakuje tak... prawdziwie. I przepięknie się scukrza - choć ja tego bardzo nie lubię. Ale jak gwarancja, to gwarancja... ;))

    Muffinki świetne; jesienne. Na moment przywołujące wspomnienia słońca.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudownie! Zazdroszczę takiego stałego dostawcy. Miód, który widać na zdjęciu, też pochodzi z hodowli domowej - to prezent i faktycznie, wydaje mi się, że jest różnica w smaku, dokładnie jak piszesz 'smakuje prawdziwiej'. Przeczytałam dziś, że w Łodzi w Manufakturze zaczyna się kiermasz przedświąteczny, na rynku będzie można kupić prawdziwe miody, wędzone kiełbasy i miody pitne Macieja Jarosa. Kto może, musi skorzystać!

    OdpowiedzUsuń
  10. sliczne muffinki:) ja tez po miod najczesciej siegam zima:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj tak, bez miodu również sobie nie wyobrażam. Zima musi być pierna czyli zapiernikowana :) A muffinki pierwsza klasa. Lubię połączenie jakie tutaj zaprezentowałaś.
    Pozdrawiam serdecznie
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też już od jesieni za miodami się rozglądam. Uwielbiam lawendowy i wrzosowy, choć ostatnio ogromnie smakuje mi malinowy.
    Piękne zdjęcia!
    Pozdrawiam Cię:)

    OdpowiedzUsuń
  13. wspaniałe, słodkie, humor poprawiające :-)

    OdpowiedzUsuń