sobota, 11 września 2010

Wracamy do podwieczorków


Pamięta ktoś jeszcze takie słowo? A ktoś go jeszcze używa? Bardzo wątpię... Odkąd masowo wkroczyły w nasze życie desery, podwieczorki odeszły w zapomnienie, w czasy przedszkoli i worków z kapciami, i w czasy kolonijnych wyjazdów do Woli Pszczółeckiej.

Wypowiadam więc wojnę deserom, w czym pomoże mi Maria Iwaszkiewicz i jej przeurocza książeczka "Gawędy o przyjęciach". Gdy wybuchł kryzys ekonomiczny, kobiece pisma rozpisywały się o tym, że clubbing jest już passe, teraz robimy domówki, biforki które naturalnie przeradzają się w afterki, bez wyjścia z domu;-)
Nie wiem czy ten trend się przyjął, ale słowo prywatka kariery już chyba nie zrobi. Teraz w domu robi się przyjęcia, raczej kameralne spotkania dla przyjaciół, mniej formalne, skupione na rozmowie i jedzeniu, a nie na szaleństwie imprezowym.

Iwaszkiewiczowa przypomina swoją książeczką, wydaną w 1977 r., że przyjmowanie gości to może być sztuka. Warto się do tego przyłożyć, bo w ten sposób pokazujemy swój szacunek do zaproszonych i warto kultywować sztukę wydawania przyjęć dla samej zasady. Bo uprzyjemnia to życie, bo jest pewnym powrotem do dawnych tradycji, bo fajnie czasem pobawić się w 'panią domu'.

Książeczka jest bardzo sympatyczna (wygrzebana w maminej biblioteczce), autorka zwraca uwagę na rozmaite kwestie, które założę się, rzadko bierze się pod uwagę. Jak dobrać towarzystwo, jak sadzać ludzi przy stole, na którą godzinę zapraszać, jak dobrać menu do towarzystwa, jak zadbać o zastawę, wystrój stołu i jakie sztućce czy kieliszki do czego pasują. Nigella, Jamie czy Gordon raczej o tym nie piszą, a wiedzieć to po prostu trzeba.

Podobał mi się fragment tekstu, który radzi gościom, w którym momencie powinni za gościnę podziękować - ale jeszcze lepiej by było, gdyby znalazła się tam porada jak się niektórych gości z domu pozbyć - wszyscy chyba mamy w pamięci takie wieczory, gdy po 5 godzinach naciąganej rozmowy, ukradkiem ziewaliśmy w rękaw...

W rozdziale poświęconym podwieczorkom Maria Iwaszkiewiczowa pisze:
"Dawniej był to zwykły posiłek podawany codziennie bez specjalnych ceremonii. Dziś ze względu na porę podawania tego posiłku - pomiędzy czwartą a piątą - możemy podwieczorkiem podejmować gości tylko w niedzielę lub podczas urlopu (...) Jakoś ciągle mi się wydaje, że podwieczorek powinien być przyjęciem czysto 'babskim'. Jest w tym element kobiecości - te kruche ciasteczka, konfitury... Stół powinien być nakryty w sposób nawet wymuskany, filiżaneczki dobrane, z cienkiej porcelany."

Do podania pisarka proponuje gruszki w cieście, popołudnia coraz dłuższe, więc jest to rozpusta usprawiedliwiona. Polecam wszystkim cykl 'vintage cooking' u Ani vel Vespertine, który do takich poszukiwań zachęca

Gruszki w cieście Marii Iwaszkiewiczowej




Składniki:
8 dość twardych gruszek
1/2 kg mąki pszennej
20 dag masła i 2-3 łyżki do nadziania gruszek
1 jajko do ciasta i 1 do posmarowanie gruszek
szczypta soli
6 dag cukru (ok. 5-6 łyżek - ja dałam 4)
kilka łyżek zimnej wody
garść rodzynek namoczonych w rumie
cukier puder do obsypania gruszek

Przygotowanie:
Przygotowujemy ciasto - zagniatamy razem mąkę, zimne masło, jajko, cukier i sól. W miarę wyrabiania dodajemy po trosze wody, żeby ciasto było elastyczne. Formujemy z ciasta kulę i zostawiamy ją na noc w lodówce. Trzeba zwinąć ją w folię, żeby nie przeszła innymi zapachami.
Gruszki obieramy, ale zostawiamy ogonki. Od dołu wydrążamy owoce z pestek, a do środka kładziemy rodzynki z kawałeczkiem masła.
Kulę ciasta rozwałkowujemy na grubość ok. 3 cm. Wykrawamy 4 części, najlepiej kwadraty, aby mogły objąć gruszki. Gruszki opruszamy cukrem pudrem. Oblepiamy je ciastem od góry, tak, żeby ogonek przeszedł przez ciasto na wylot. Ciasto smarujemy rozbełtanym jajkiem i ustawiamy ogonkiem do góry na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy ok. 45 min. w temp. 180 stopni. Trzeba zwracać uwagę na ciasto - wyjmujemy, gdy będzie już rumiane.



Gruszki najlepsze są jeszcze ciepłe, można je podawać z bitą śmietaną lub lodami waniliowymi.

Wygląda to pięknie i smakuje rewelacyjnie, rzeczywiście jest to najbardziej widowiskowy podwieczorek, dla wyjątkowych gości

12 komentarzy:

  1. podwieczorek - a jakze! znam, uzywam, praktykuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podwieczorek... Rzeczywiście zjawisko zapomniane. A szkoda! Niesamowicie przyjemny i smakowity to zwyczaj...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja pamiętam, bo u mnie się je jada!Dzisiaj będzie sernik,herbata z mlekiem,
    Gruszki pysznie się zapowiadają.

    OdpowiedzUsuń
  4. podwieczorek jak najbardziej praktykuję. na co dzień są to owoce, od święta/wizyty gości jest to jakaś słodkość
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Podwieczorek przepyszny, pisze się:)!

    OdpowiedzUsuń
  6. czy można się wprosić na ten podwieczorek?

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie ma już po gruszkach nawet śladu... ale jabłecznik się robi, to można się na niego wprosić;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. No ja z tych, co pamiętają podwieczorki z przedszkola... Ale gruszki wypasione, naprawdę!

    OdpowiedzUsuń
  9. Podwieczorek - jak najbardziej wciąż ma się dobrze. U mnie w domu niestety nie codziennie, ale kiedy tylko można to obowiązkowo. Retrose, rozwijaj, propaguj. To jest świetne, zresztą jak te gruszki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Fantastyczny przepis. Prosty ale przez ten wygląd gruszki z ogonkiem - popisowy deser. Te ogonki są urocze :)

    OdpowiedzUsuń
  11. super pomysl! gruszki wygladaja rewelacyjnie:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Sama myślałam o blogu kulinarnym, ale jakoś się nie zebrałam. Na razie ten, który prowadzę mnie pochłania.
    Ale jedzenie jako przyjemnośc bardzo mi odpowiada i na pewno podejrze coś tutaj.
    Byle nie z wykorzystaniem piekarnika, bo tego się jeszcze nie dorobiłam :)

    OdpowiedzUsuń